sobota, 18 kwietnia 2026
Imieniny: PL: Apoloniusza, Bogusławy, Gościsławy| CZ: Valérie
Glos Live
/
Nahoru

Walczymy za naszą wolność i musimy to przetrwać | 25.02.2026

Skala pracy konsularnej po 24 lutego 2022 r. wzrosła nawet kilkudziesięciokrotnie; placówka stała się „pierwszą linią kontaktu” dla uciekających przed wojną Ukraińców – mówi kończący misję dyplomatyczną w Polsce konsul generalny Ukrainy w Gdańsku Oleksandr Plodystyi.

Ten tekst przeczytasz za 4 min. 15 s
Oleksandr Plodystyi. Fot. Facebook/Oleksandr Plodystyi

Objął pan funkcję konsula generalnego Ukrainy w Gdańsku jeszcze przed pełnoskalową inwazją Rosji. Kiedy rozpoczął pan misję w Polsce?
– Przyjechałem do Polski 20 sierpnia 2021 roku, czyli dokładnie pół roku przed inwazją.

Jak wojna zmieniła charakter pracy konsulatu?
– Bardzo mocno. Skala naszych obowiązków wzrosła może 20-50 razy. Placówki ukraińskie w Polsce były na pierwszej linii przyjęcia ludzi uciekających przed wojną. Wielu z nich nie miało nawet podstawowych dokumentów, które pozwalałyby im kontynuować podróż czy tymczasowo zamieszkać.

Z jakimi sprawami zgłaszali się najczęściej?
– Przede wszystkim z problemem braku dokumentów. Polska przyjmowała naszych obywateli nawet bez paszportów, a my przez pierwsze miesiące nie mogliśmy ich wydawać, bo fabryka dokumentów w Kijowie była zamknięta ze względów bezpieczeństwa. W porozumieniu z władzami polskimi wydawaliśmy więc specjalne dokumenty uznawane przez stronę polską. Dziennie obsługiwaliśmy od 400 do tysiąca osób.

Konsulat zajmował się także pomocą humanitarną?
– Tak, w ciągu kilku godzin otworzyliśmy punkt przyjmowania darów – to była zupełnie nietypowa funkcja dla konsulatu. Ludzie spontanicznie przynosili pomoc, a nasze pomieszczenia natychmiast się zapełniły. Bardzo szybko zorganizowaliśmy magazyn i transporty do Ukrainy.

 Pomoc nie jest już tak masowa jak w 2022 roku, ale większość społeczeństwa nadal uważa, że Ukrainę trzeba wspierać. W codziennych relacjach nadal odczuwamy życzliwość.

Jak zapamiętał pan pierwsze dni wojny?
– Zapamiętałem przede wszystkim ogromną solidarność. Plac Solidarności w Gdańsku był pełen ludzi, pod konsulat przyjeżdżały samochody, kierowcy dawali sygnały wsparcia. Dostawaliśmy telefony od mieszkańców: „Mam dom, mogę przyjąć osiem osób”.

Czy były momenty szczególnie trudne?
– Tak, na przykład, gdy pojawiła się prośba o wysłanie pomocy do Mariupola. Musiałem odmówić, bo miasto było już otoczone przez wojska rosyjskie i transport nie miał szans dotrzeć. To była bardzo bolesna decyzja.

Jak układała się współpraca z lokalnymi władzami?
– Bardzo dobrze. Nigdy nie spotkałem się z odmową pomocy czy rozmowy. Szczególnie doceniam zaangażowanie samorządów, w tym prezydent miasta Aleksandry Dulkiewicz. Udało się rozwinąć partnerstwa między regionami, m.in. z Odessa.

Ilu obywateli Ukrainy przebywa obecnie w woj. pomorskim?
– Dokładnych danych nie ma, ale szacujemy, że w Trójmieście mieszka od 60 do 80 tys. Ukraińców, a w całym województwie pomorskim – do 100 tys. Około 20-30 proc. osób, które przyjechały po wybuchu wojny, wróciło do kraju lub wyjechało dalej.

 Kijów to nasz dom i chcemy wracać. Oczywiście jest lęk, szczególnie o dziecko, bo nocne ataki dronów mogą zdarzyć się w każdej chwili.

Czy na przestrzeni lat zmieniło się nastawienie Polaków do pomocy Ukrainie?
– Myślę, że stało się bardziej racjonalne. Pomoc nie jest już tak masowa jak w 2022 roku, ale większość społeczeństwa nadal uważa, że Ukrainę trzeba wspierać. W codziennych relacjach nadal odczuwamy życzliwość.

Kończy pan misję i w marcu br. wraca do Ukrainy. Jakie refleksje towarzyszą temu powrotowi?
– Przyjechałem do kraju, o którym niewiele wiedziałem, a wyjeżdżam bogatszy o doświadczenie, znajomość języka i relacje z ludźmi. To były ponad cztery bardzo intensywne lata.

Wraca Pan do Kijowa, miasta wciąż atakowanego. Czy to budzi obawy w rodzinie?
– Kijów to nasz dom i chcemy wracać. Oczywiście jest lęk, szczególnie o dziecko, bo nocne ataki dronów mogą zdarzyć się w każdej chwili. Jest to jednak część naszego życia. My walczymy za naszą wolność i musimy to przetrwać.

Jak widzi pan przyszłość?
– Wierzę, że Ukraina nie przegra. Z pomocą Polski i innych państw nie pozwolimy, by agresja poszła dalej. Będziemy walczyć do końca.




Może Cię zainteresować.