Od
czego rozpocząć rozmowę z takim człowiekiem? Próbuję od muzyki, a to sprawia,
że błyskawicznie przenosimy się za ocean. –
Moje granie zaczęło się w Kanadzie. Kiedy przed laty posypało mi się
małżeństwo, postanowiłem wyjechać w świat. – Pan Michał zaczyna opowieść przy
kawie w domu swoich rodziców w Czeskim Cieszynie. Mieszka w Bystrzycy, lecz na
czeskocieszyńskim Rozwoju nie spotkaliśmy się przypadkowo. Większość tekstów,
które adaptuje na piosenki, została napisana przez jego ojca. Ale po kolei.
Michał
Ranosz z dwóch powodów obrał sobie za cel Kanadę: razem z tatą lubił oglądać
westerny i ciekaw był miejsc związanych z gorączką złota, a prócz tego jeździł
na snowboardzie i marzył o słynących ze śnieżnego puchu stokach w okolicy
Vancouveru. –
Wyjechałem na sześciotygodniowy pobyt edukacyjny ze Student Agency, a zostałem
w Kanadzie przez 17 lat – mówi.
Na
miejscu się przekonał, że w Vancouverze nietrudno o pracę, tym bardziej, gdy ma
człowiek konkretne umiejętności. Był po kursie spawania, zatrudnił się zatem w firmie
spawającej duże konstrukcje, na przykład mosty. Potem razem z pewnym Słowakiem
zaczął pracować jako malarz pokoi i elewacji (wyjaśnia, że tam domy są
drewniane i nie mają takich tynków jak u nas, elewacje się po prostu maluje), a
gdy nauczył się rzemiosła, usamodzielnił się i zaczął sobie organizować pracę
według własnych zasad. Jakich?
Vancouver prezentuje się okazale. Fot. ARC
–
Odkryłem, że człowiek nie musi harować pięć dni w tygodniu przez osiem godzin,
brać kredytów, być uzależnionym od pracy i niewiele mieć z życia. Chciałem mieć
więcej wolnego czasu, podróżować. Nauczyłem się pracować przez 5-6 godzin
cztery razy tygodniowo i zupełnie mi to wystarcza. Nie pojechałem do Kanady,
aby się dorobić i przywieźć do domu kasę, chciałem przede wszystkim dużo
zobaczyć i przeżyć – przekonuje.
Dziki
Zachód na żywo
Marzenia,
z jakimi leciał do Kanady, się spełniły. Zobaczył Dziki Zachód, uprawiał
snowboarding na legendarnym puchu. Tłumaczy, że Vancouver leży nad oceanem i to
sprawia, że klimat tam jest łagodny – w lecie nie ma upałów, w zimie mrozów. Dlatego
też sporo Kanadyjczyków przenosi się tam na emeryturę. Ale już kawałek dalej na
północ, choćby w Whistler, gdzie rozgrywano część dyscyplin Zimowych Igrzysk
Olimpijskich w 2010 roku, śniegu bywa mnóstwo, a temperatury spadają zimą do -20
czy nawet -30 stopni.
Vancouver
leży w prowincji Kolumbia Brytyjska graniczącej z Jukonem. „Westernowe”
miasteczka w Jukonie wyglądają, zdaniem Ranosza, podobnie jak w epoce gorączki
złota. Ludzie jeżdżą konno, hodują krowy, nadal pozyskuje się tam złoto, choć
dziś za pomocą kombajnów, a konie nie są jedynym środkiem lokomocji. Ulice,
styl zabudowy, kowbojskie bary przypominają te z filmów przygodowych o Dzikim
Zachodzie. – To
takie skanseny nastawione na turystów, ale ludzie normalnie tam mieszkają –
wyjaśnia pan Michał.
Już
jako dziecko uczył się gry na instrumentach, chodził do szkoły muzycznej na
skrzypce, później na perkusję. W Kanadzie zaczął grać na gitarze, bardziej
pasowała do muzyki country, do śpiewu przy ognisku.
–
Jako perkusista grałem w Vancouverze w kapeli rockowej, w różnych klubach w
mieście i okolicy. Ale spotykałem się także z grupami grającymi country –
opowiada. – Śpiewałem po angielsku, ale też w naszej gwarze, gdy wspominałem
Beskidy. Wymyślałem teksty i układałem do nich muzykę.
Kamperem
po Kanadzie
Zasada,
aby pracy zarobkowej poświęcić tylko tyle czasu, ile jest konieczne, przełożyła
się na styl życia Michała Ranosza. Dużo podróżował, przejechał całą Kolumbię
Brytyjską, Jukon, Terytoria Północno–Zachodnie, dotarł aż za krąg polarny.
Najpierw miał bazę w okolicach Vancouveru, później kupił sobie kampera. Jeździł
po Kanadzie i pracował tam, gdzie akurat przebywał. W końcu go sprzedał, osiadł
na farmie pewnego starszego Szkota i przerobił sobie na dom kupiony od niego
kontener – taki zwykły, jakimi wozi się towar statkami.
Widok na kanadyjską miejscowość Squamish z góry Stawamus Chief. Fot. ARC M.
Ranosza
Kolejnym
ciekawym doświadczeniem Michała Ranosza, takim z dreszczykiem emocji, były
prace na wysokości – malowanie elewacji drapaczy chmur – w firmie pewnego
Polaka, również Michała. Asekurowany na linach, na chwiejnej platformie
spuszczanej z dachu wysokościowca, spoglądał nieraz w dół z wysokości
kilkudziesięciu pięter.
Zgoła
odmiennym doświadczeniem była praca statysty w filmach. – W
Vancouverze są znane studia filmowe, nazywane „West of Hollywood”. Kręci się
tam znane seriale. Był taki okres, kiedy takich drobnych ról w filmie miałem
tyle, że tylko to robiłem – opowiada Ranosz. – Udało mi się na przykład być
przez chwilę na planie razem z takim słynnym aktorem jak Antonio Banderas. Wtedy
pomyślałem o aktorstwie.
Z
tym wiązała się decyzja o zapisaniu się na kurs kaskaderski. Ostatecznie
okazała się niezbyt fortunna, chociaż…. Nie ma tego złego, co by na dobre nie
wyszło. Pan Michał zaraz na początku kursu upadł tak nieszczęśliwie, że
poważnie poranił sobie kolano. Konieczna była operacja.
–
Nie było mnie stać na operację w Kanadzie, wiedziałem, że muszę wrócić do domu i
gdzieś tutaj dać się zoperować – przyznaje.
Do
Krakowa po żonę
Wrócił,
wyleczył kolano i w wieku 42 lat zapisał się do dwuletniej prywatnej szkoły
teatralnej w Krakowie. Pojechał nad Wisłę, szukał miejsca, gdzie na początek
mógłby się zatrzymać i na radę znajomego trafił na ulicę Czarodziejską, gdzie
wynajmowało mieszkanie kilka studentek z Zaolzia. Tam poznał przyszłą żonę
Anetę. Od blisko sześciu lat są małżeństwem i mieszkają w Bystrzycy. Mają już trójkę
dzieci, czwarte jest w drodze. Pan Michał zajmuje się, podobnie jak w Kanadzie,
malowaniem ścian i elewacji, prócz tego restauruje podłogi, drzwi, framugi. Jako
aktor nie pracuje, ale może w przyszłości... Nie wyklucza tego, tak samo jak
powrotu do Kanady.
–
Mam kanadyjskie obywatelstwo, chyba po sześciu latach pobytu udało mi się go
wyrobić. Musiałem owszem zdać egzamin z angielskiego i z historii Kanady. Załatwiłem
je już także moim dzieciom. W każdej chwili moglibyśmy wyjechać do Kanady, już
dwa razy tam zresztą byliśmy. Dom z kontenera wynająłem pewnemu Czechowi, a on
przechowuje tam moje rzeczy, zostały tam nawet moje narzędzia, których używałem
do pracy.
Ojciec
pisze wiersze
W
domu starszych państwa Ranoszów w Czeskim Cieszynie dużo jest książek
–Władysław Ranosz zawsze bardzo lubił czytać. Są także zeszyty i luźne kartki z
jego wierszami. Nie liczył, ile ich napisał, ale szacuje, że ok. pięćdziesięciu,
część podczas przerw w pracy na suwnicy w Hucie Trzynieckiej. Pisze w gwarze, w
wierszach wraca do dzieciństwa, gdy spędzał lato u starki na mosteckich
Szańcach, nawiązuje do teraźniejszości. Niektóre jego wiersze, w tym „hymn
Bukowca” zostały opublikowany w lokalnym periodyku w Bukowcu. Pan Władysław
przyznaje, że mieszkająca w tej podgórskiej wiosce jego córka Gabriela Pazdera
– zmarła w 2022 roku znana folklorystka, działaczka, konferansjerka Gorolskigo
Święta w Jabłonkowie – była osobą, która motywowała go do dalszej twórczości.
Po jej śmierci również napisał wiersz do bukowieckiej gazety – smutny, żałobny. –
Może kiedyś napiszę treny jak Kochanowski – mówi, a ja nie jestem pewna, czy to
taki smutny żart, czy faktycznie o czymś takim myśli.

Władysław
Ranosz napisał kilkadziesiąt utworów. Fot. Danuta Chlup
Już
ponad dziesięć lat temu Władysław Ranosz napisał na prośbę polskiej szkoły w
Bukowcu gwarową sztukę pt. „Stary bacza”. Główne role zagrali jego wnukowie
Ondra i Wojta, wówczas uczniowie podstawówki.
Starszy
pan pokazuje mi broszurkę z jego wydrukowanymi wierszami – niespodziankę, którą
przygotowała mu kiedyś córka z okazji jubileuszu. Prawie wszystkie zawarte w
niej wiersze mają już także formę piosenek. To z kolei zasługa syna Michała.
–
Śpiewam i gram piosenki do tekstów taty, razem ze mną występują czasem dzieci
siostry: Ondra, Wojta i Johanka – ta skończyła śpiew operowy w Ostrawie.
Występowaliśmy na przykład na rynku w Czeskim Cieszynie. Mam taki plan, aby w
Bystrzycy zorganizować koncert charytatywny dla Mary’s Meals, organizacji,
która zapewnia bezpłatne obiady szkolne dla dzieci w najbiedniejszych krajach,
głównie w Afryce. Chciałbym zaprosić na ten koncert także jakieś góralskie
kapele – snuje plany.
Jedna
data jest już pewna – 9 marca Michał Ranosz będzie grał na gitarze i śpiewał
dla pań na wieczorze poetycko-muzycznym z okazji Międzynarodowego Dnia Kobiet w
Bibliotece Miejskiej w Cieszynie.