_-_transp.png)
Skoczyło ich nad okupowaną Polską 316, by walczyć z okupantem. Wojnę przeżyło 213, ale dalszych dziewięciu na karę śmierci skazały stalinowskie sady. Do dziś żyje tylko jeden z nich. Aleksander Tarnawski, ostatni cichociemny, odwiedził w środę Dębowiec.
Dębowiec nie został wybrany przypadkowo. To miejscowość, w której nocą z 15 na 16 lutego 1941 r. dokonano pierwszego zrzutu cichociemnych na terytorium okupowanego kraju. 95-letni weteran złożył kwiaty pod pomnikiem upamiętniającym to historyczne wydarzenie. Zawitał też do urzędu gminy, gdzie spotkał się z wójtem Tomaszem Brannym. Aleksander Tarnawski zobaczył miejsce, w którym przez 75 laty wylądowali spadochroniarze, spotkał się z również z dębowiecką młodzieżą. Tamtejsza szkoła podstawowa rozpoczęła bowiem starania o nadanie jej imienia „cichociemnych spadochroniarzy Armii Krajowej”.
– Pan Aleksander jest z wykształcenia inżynierem chemikiem, a mieszka na co dzień w Gliwicach. W kwietniu delegacja z Dębowca gościła u niego i zostaliśmy wówczas bardzo miło przyjęci. Dzisiaj z kolei to pan Aleksander składa nam wizytę – mówił Bronisław Brudny, przewodniczący Komisji Kultury i Oświaty w Gminie Dębowiec. Dodał przy tym, że ostatni żyjący cichociemny jest nadal bardzo aktywny, a we wrześniu 2014 r., w wieku 93 lat, 70 lat po swym zrzucie na terytorium okupowanej Polski, wykonał w tandemie kolejny skok spadochronowy, tym razem z żołnierzami jednostki GROM, której jest honorowym kombatantem.
W trakcie okolicznościowej akademii dębowieckich uczniów interesowało, jak wyglądała Polska pod niemiecką okupacją, czy ich gość bał się podczas akcji i co czuł, gdy leciał do Polski. – Byłem szczęśliwy, że lecę do kraju i zarazem ciekawy co mnie tam spotka – odpowiedział krótko cichociemny, który za swe męstwo został odznaczony aż czterokrotnie Krzyżem Walecznych.