_-_transp.png)
Polska ludność autochtoniczna się starzeje, młodzi wyjeżdżają do większych miast, a ci, którzy zostają, zakładają rodziny z Czechami. Leżąca na obrzeżach Zaolzia Lutynia Dolna jest przykładem wioski, gdzie asymilacja zatacza coraz szersze kręgi. Miejscowi Polacy nie dają jednak za wygraną. Sejmik Gminny odbędzie się tam w niedzielę o 15.00 w Domu Kultury.
Żeby przetrwać i utrzymać swój stan posiadania – dziewięcioletnią polską szkołę i miejscowe koła PZKO, muszą być nie tylko bardziej aktywni niż działacze dużych polskich ośrodków w centrum Zaolzia, ale także muszą dostosowywać formy działania do istniejącej rzeczywiści.
– Społeczność polska zamieszkująca Lutynię Dolną i okoliczne miejscowości kurczy się z roku na rok. W naszej placówce kształcą się dzieci przeważnie z rodzin mieszanych. Jeśli chodzi o tradycyjne polskie rodziny zaolziańskie, to odsetek dzieci z takich rodzin wynosi na chwilę obecną 10 proc. w przedszkolu, 17 proc. na pierwszym stopniu szkoły podstawowej i 30 proc. na drugim stopniu szkoły podstawowej. Te liczby doskonale odzwierciedlają trend ubytku rodzin, w których oboje rodziców są narodowości polskiej. Przybywa natomiast dzieci ze środowiska typowo czeskiego lub rodzin nawiązujących do pokolenia swoich dziadków. 13 proc. uczniów szkoły stanowią dzieci obywateli Polski – przybliża dyrektor Szkoły i Przedszkola z Polskim Językiem Nauczania w Lutyni Dolnej, Sabina Suchanek.
Z polsko-czeskich małżeństw mieszanych pozyskuje nowych członków również dolnolutyńskie koło PZKO. – Nasze koło skupia 60 osób. W ub. roku udało mi się pozyskać cztery nowe członkinie. Są to Czeszki, partnerki naszych członków, które udzielają się w naszej pracy i przyjeżdżają na imprezy. Jedna z nich uczęszcza nawet na kurs języka polskiego, który odbywa się w szkole – cieszy się prezes MK PZKO w Lutyni Dolnej, Maria Sztwiertnia.
Więcej o polskiej mniejszości narodowej w Lutyni Dolnej przeczytacie w weekendowym wydaniu naszej gazety z 6 marca 2020.