Na
cmentarzu ewangelickim w Mistrzowicach, obecnie wiejskiej dzielnicy Czeskiego
Cieszyna, stoi stary, lecz odnowiony nagrobek Pawła Cienciały (1807-1883) i
jego żony Anny z Pelarów (1814-1885). Jednym z ich synów był Adam (1850-1933),
który ożenił się z Anną Mięciel (1855-1932). Ich grób stoi po sąsiedzku. Zjazd
Cienciałów, który odbył się w środę, obejmował potomków tej właśnie linii rodu.
– Dla nas, najstarszego pokolenia
uczestniczącego w tym spotkaniu, Adam Cienciała był pradziadkiem, dla naszych
dzieci prapradziadkiem, a dla ich dzieci praprapradziadkiem – wyjaśniła
organizatorka spotkania Ewa Sikora, emerytowana bibliotekarka z Czeskiego
Cieszyna. W zjeździe towarzyszył jej mąż,
jedna z córek Aleksandra Rejsa, mieszkającą obecnie w Litomyślu i wnuk
Vilém.
Pamiątkowe zdjęcie uczestników zjazdu. Fot. Jerzy Fierla.
Zjazd
rodzinny odbył się w Restauracji Na Brandysie, lecz część uczestników, a zwłaszcza
ci z dalsza, rozpoczęła popołudnie od odwiedzenia grobów przodków w
Mistrzowicach. Później udali się do stojącego niedaleko dawnego domu
Cienciałów, pochodzącego z 1842 roku. Dziewiętnastowieczny dom z murami szerokimi
na metr, łukowymi sklepieniami i obszerną główną izbą budził wiele wspomnień.
Część obecnych jeździła tam na wakacje – do dziadków czy też do stryja – w
zależności od stopnia pokrewieństwa z zamieszkującą go rodziną.
W
Restauracji Na Brandysie spotkało się przeszło 50 osób: od emerytów po
niemowlęta. Wśród uczestników byli m.in. dzieci i wnuki Tadeusza Cienciały,
urodzonego w Błędowicach Dolnych, po 1945 roku osiadłego w Londynie. Ze stolicy
Anglii przyjechał jego syn Richard z żoną Elżbietą i trzema córkami, z Dubaju siostra
Richarda Alexandra Aspinwall. Jej syn Arkady przyleciał z żoną aż z Nowej
Zelandii. Wszyscy przekonywali, że regularnie bywają w Polsce. Należy
podkreślić, że pomimo upływu lat i faktu, że część rodziny mieszka po czeskiej
stronie, a część daleko w świecie, wszyscy mówili po polsku – z wyjątkiem paru
osób, które wżeniły się w rodzinę.
GALERIE Ciencialowie Zjazd
–
Bardzo serdecznie was witam na tym naszym dzisiejszym spotkaniu. Bardzo się
cieszę, że przyjęliście to zaproszenie. Ja już od dłuższego czasu się
zastanawiałam nad tym, że czas leci, że od naszego pierwszego spotkania, które
zorganizowała moja mamusia Paulina Cymorek z tatą Marka – Adamem Zbigniewem Cienciałą, upłynęło
26 lat. W końcu się udało, jesteśmy tu prawie że wszyscy potomkowie linii Adama
Cienciały i jego żony Anny Mięcel – powiedziała Ewa Sikora, otwierając zjazd.
–
Przyleciałem do Europy na całe lato, żeby odwiedzić rodzinę i w Anglii, i w
Polsce. Byłem na poprzednim spotkaniu, ale byłem wtedy tak mały, że niewiele z tego pamiętam – przyznał w
rozmowie z „Głosem” jeden z młodych
członków rodziny Arkady Aspinwall. Urodził się w Londynie, a od siedmiu lat
mieszka w Nowej Zelandii. Przyleciał razem z żoną.
– Znam tu może dziesięć procent osób, reszty
nie znałem – przyznał. Co ciekawe, życie w Nowej Zelandii określił jako
spokojniejsze, bliższe natury niż życie w takiej metropolii jak Londyn.
Dostrzega w tym podobieństwo do Polski. – Powiedziałbym, że Nowa Zelandia to taka
angielska Polska – zażartował.
Obszerny
reportaż ze zjazdu Cienciałów pojawi się w jednym z najbliższych papierowych
wydań „Głosu”.