środa, 19 sierpnia 2026
Imieniny: PL: Emilii, Julinana, Konstancji| CZ: Ludvík
Glos Live
/
Nahoru

Czeski Cieszyn: Potomkowie Cienciałów przyjechali z całego świata  | 13.08.2026

Po 26 latach przerwy w Czeskim Cieszynie ponownie odbył się zjazd rodu Cienciałów. W środę 12 sierpnia zjawiły się osoby z Polski, Zaolzia i z głębi Czech, ale także z Wielkiej Brytanii, Nowej Zelandii, Zjednoczonych Emiratów Arabskich i Stanów Zjednoczonych. 

Ten tekst przeczytasz za 3 min. 45 s
Z portretami przodków (od lewej): Ewa Sikora, Adam Iskierka, Lidia Iskierka, Aleksandra Rejsa z synem Vilémem. Fot. Danuta Chlup

Na cmentarzu ewangelickim w Mistrzowicach, obecnie wiejskiej dzielnicy Czeskiego Cieszyna, stoi stary, lecz odnowiony nagrobek Pawła Cienciały (1807-1883) i jego żony Anny z Pelarów (1814-1885). Jednym z ich synów był Adam (1850-1933), który ożenił się z Anną Mięciel (1855-1932). Ich grób stoi po sąsiedzku. Zjazd Cienciałów, który odbył się w środę, obejmował potomków tej właśnie linii rodu.

–  Dla nas, najstarszego pokolenia uczestniczącego w tym spotkaniu, Adam Cienciała był pradziadkiem, dla naszych dzieci prapradziadkiem, a dla ich dzieci praprapradziadkiem – wyjaśniła organizatorka spotkania Ewa Sikora, emerytowana bibliotekarka z Czeskiego Cieszyna. W zjeździe towarzyszył jej mąż,  jedna z córek Aleksandra Rejsa, mieszkającą obecnie w Litomyślu i wnuk Vilém.

Pamiątkowe zdjęcie uczestników zjazdu. Fot. Jerzy Fierla. 

Zjazd rodzinny odbył się w Restauracji Na Brandysie, lecz część uczestników, a zwłaszcza ci z dalsza, rozpoczęła popołudnie od odwiedzenia grobów przodków w Mistrzowicach. Później udali się do stojącego niedaleko dawnego domu Cienciałów, pochodzącego z 1842 roku. Dziewiętnastowieczny dom z murami szerokimi na metr, łukowymi sklepieniami i obszerną główną izbą budził wiele wspomnień. Część obecnych jeździła tam na wakacje – do dziadków czy też do stryja – w zależności od stopnia pokrewieństwa z zamieszkującą go rodziną.

W Restauracji Na Brandysie spotkało się przeszło 50 osób: od emerytów po niemowlęta. Wśród uczestników byli m.in. dzieci i wnuki Tadeusza Cienciały, urodzonego w Błędowicach Dolnych, po 1945 roku osiadłego w Londynie. Ze stolicy Anglii przyjechał jego syn Richard z żoną Elżbietą i trzema córkami, z Dubaju siostra Richarda Alexandra Aspinwall. Jej syn Arkady przyleciał z żoną aż z Nowej Zelandii. Wszyscy przekonywali, że regularnie bywają w Polsce. Należy podkreślić, że pomimo upływu lat i faktu, że część rodziny mieszka po czeskiej stronie, a część daleko w świecie, wszyscy mówili po polsku – z wyjątkiem paru osób, które wżeniły się w rodzinę.
 
GALERIE Ciencialowie Zjazd
 
– Bardzo serdecznie was witam na tym naszym dzisiejszym spotkaniu. Bardzo się cieszę, że przyjęliście to zaproszenie. Ja już od dłuższego czasu się zastanawiałam nad tym, że czas leci, że od naszego pierwszego spotkania, które zorganizowała moja mamusia Paulina Cymorek z tatą Marka – Adamem Zbigniewem Cienciałą, upłynęło 26 lat. W końcu się udało, jesteśmy tu prawie że wszyscy potomkowie linii Adama Cienciały i jego żony Anny Mięcel – powiedziała Ewa Sikora, otwierając zjazd.

– Przyleciałem do Europy na całe lato, żeby odwiedzić rodzinę i w Anglii, i w Polsce. Byłem na poprzednim spotkaniu, ale byłem wtedy tak mały,  że niewiele z tego pamiętam – przyznał w rozmowie z „Głosem” jeden z młodych członków rodziny Arkady Aspinwall. Urodził się w Londynie, a od siedmiu lat mieszka w Nowej Zelandii. Przyleciał razem z żoną.

– Znam tu może dziesięć procent osób, reszty nie znałem – przyznał. Co ciekawe, życie w Nowej Zelandii określił jako spokojniejsze, bliższe natury niż życie w takiej metropolii jak Londyn. Dostrzega w tym podobieństwo do Polski. – Powiedziałbym, że Nowa Zelandia to taka angielska Polska – zażartował.

Obszerny reportaż ze zjazdu Cienciałów pojawi się w jednym z najbliższych papierowych wydań „Głosu”.    


Może Cię zainteresować.