Spróbujcie
w paru słowach opisać Nowy Jork.
Maria
Wania:– Opisałabym je jako miasto bardzo zróżnicowane, otwarte – czułam, że mogę z
kimkolwiek pogadać, nawiązać przyjaźń, od przypadkowej, zwykłej osoby na ulicy
po celebrytę, którego spotkaliśmy w windzie w naszym hotelu.
Mateo
Rucki:
– Nowy Jork można opisać jakimkolwiek słowem – i to mi się na tym mieście
bardzo podoba. W Nowym Jorku wszystko jest możliwe. Na początku byliśmy
kompletnie przebodźcowani tym wszystkim, co tam widzieliśmy. A potem któregoś
dnia czekam w kolejce na śniadanie, obok mnie pan z dredami opakowanymi w folii
aluminiowej, każdy dred sterczy w górę, około pół metra długości każdy, a mnie
już nawet coś takiego nie zdziwiło.
Czyli
nie byliście tylko zamknięci na obradach. Mieliście okazję poznać trochę
miasto?
Maria: – Obrady trwały
przez pięć dni, od godziny dziewiątej do siedemnastej trzydzieści, z przerwą na
obiad. Były bardzo intensywne. Po ich zakończeniu nie mieliśmy sił na więcej
niż zwiedzenie jednego miejsca i powrót do hotelu. Czułam się, jak bym
pracowała w jakiejś korporacji, tak bardzo byłam zmęczona. Ale przedłużyliśmy
pobyt i dodatkowe dni przeznaczyliśmy na zwiedzanie. Zobaczyliśmy bardzo dużo.
Każdego dnia zaliczyliśmy ok. 27 tys. kroków.
Co
udało wam się zobaczyć?
Mateo: – Ponieważ obrady
odbywały się w centrum, podczas każdego wyjścia na obiad czy kolację mijaliśmy
znane miejsca. Patrzymy – a tu siedziba „New York Times”, idziemy dalej – Grand
Central Station. Ale specjalnie dodaliśmy trzy dni, żeby zrobić całodniowe
wycieczki. Udało nam się zobaczyć wszystkie znane miejsca Manhattanu,
korzystaliśmy z metra, przeszliśmy się po słynnym Brooklyn Bridge do dzielnicy
Brooklyn i popłynęliśmy promem na Staten Island, po drodze podziwiając Statuę
Wolności. Skorzystaliśmy nawet z trochę mniej znanej kolejki linowej, z której
można podziwiać panoramę miasta.
Nowojorskie
metro nie cieszy się najlepszą opinią…
Maria: – To w dużej
mierze zależało od konkretnej stacji. Z wyglądu wszystkie były podobnie, ale
zapachem się różniły. Niektóre pachniały neutralnie, niektóre nawet ładnie, a
inne wręcz śmierdziały i było tam nie do wytrzymania. O nowojorskim metrze
różne rzeczy się opowiada, i sama, zwłaszcza wieczorem, może bym się trochę
bała, ale jeździliśmy grupą i nie, powiedzmy, o północy, więc czułam się
bezpiecznie.
Obrady
odbywały się w siedzibie ONZ?
Mateo: – Modelowe obrady
ONZ są organizowane na całym świecie – w ramach jednego państwa, nawet w ramach
jednego uniwersytetu czy szkoły średniej. My byliśmy na zjeździe
ogólnoświatowym. Oficjalny początek obrad i ich zakończenie odbyły się w
siedzibie ONZ, główne obrady toczyły się w hotelowych salach konferencyjnych. W
tych hotelach także mieszkaliśmy, znajdowały się blisko centrum. Każde z nas
pracowało w innym komitecie, zajmującym się innym tematem.
GALERIE Gimplocy w Nowym Jorku
Zaskoczyła
mnie informacja, że byliście delegatami zupełnie obcych państw.
Maria: – To właśnie było
celem, żeby nikt nie reprezentował swojego kraju, może też dlatego, że z
niektórych były liczne delegacje, na przykład z Włoch, z innych pojedyncze
osoby. Ja reprezentowałam Chiny, Tiffany Sierra Leone, Mateo Norwegię.
To
oznaczało, że musieliście najpierw dowiedzieć się czegoś więcej o „swoim” kraju
i odpowiednio się przygotować?
Maria: – Ja byłam w
komisji do spraw statusu kobiet. Czytałam artykuły na ten temat, starałam się
zebrać jak najwięcej informacji. Podczas dyskusji musiałam bronić stanowiska
Chin, nawet jeżeli się z nim nie zgadzałam. Cały czas musiałam pamiętać o tym,
że to, co mówię, musi być zgodne z oficjalnym podejściem Chin. Wspólnie
tworzyliśmy dokument końcowy – rezolucję. I to nie taką, którą przegłosuje
większość. Celem było to, aby ostatecznie wszystkie państwa zgodziły się z jej
ostatecznym brzmieniem.
Mateo: – Miałem
reprezentować Norwegię. Najpierw sobie powiedziałem – okay, kraj europejski,
będzie fajnie. Ale wszystko zależało od tematu i komitetu. Zostałem
przydzielony do komitetu pierwszego Zgromadzenia Ogólnego ONZ. To komitet
zajmujący się sprawami rozbrojenia, bezpieczeństwa międzynarodowego i kontrolą
zbrojeń. Konkretnym tematem były śmiercionośne autonomiczne systemy uzbrojenia.Problem z
tym jest taki, że nie ma ogólnej definicji, z którą zgodziłyby się wszystkie
państwa. Ogólnie to są te wszystkie drony, które myślą w sposób autonomiczny i
które same od siebie decydują, czy zaatakują jakiś cel, czy to jest cel
wojskowy, czy cywilny. Naszym zadaniem było opracowanie rezolucji w sprawie
tych broni, z którą zgadzałyby się wszystkie państwa. Bardzo mi się podobało,
że choć broniliśmy odmiennych opinii, nigdy się nie pokłóciliśmy. Najpierw
ustalono listę tematów, które miały znaleźć się w dokumencie. Następnie
poszczególne grupy regionalne przygotowywały propozycje akapitów preambuły –
opisujących kontekst i sytuację – oraz akapitów operacyjnych, czyli zawierających
konkretne działania i rozwiązania. Wszystko było formułowane w
dyplomatyczno-prawnym języku.
W kolejnych etapach wspólnie negocjowaliśmy treść dokumentu – wybieraliśmy,
łączyliśmy i wielokrotnie poprawialiśmy poszczególne zapisy aż do momentu, gdy
wszystkie państwa doszły do konsensusu.
Maria:–
Mówimy dobrze po angielsku, ale posługujemy się raczej językiem codziennym. Nie
jesteśmy przyzwyczajeni do komunikowania się w takim dyplomatycznym języku.
Niektórzy uczestnicy dosłownie żyją tymi debatami, uczestniczyli już w nich
wiele razy. I byli bardzo dobrze przygotowani, świetnie się orientowali nie
tylko w temacie, ale w całym ONZ. Z drugiej strony były też osoby, które prawie
w ogóle nie angażowały się w dyskusji. Biorąc pod uwagę, że my byliśmy tam po
raz pierwszy, dobrze sobie radziliśmy.
Maria Wania i Mateo Rucki w naszej redakcji w Cz. Cieszynie. Fot. Norbert Dąbkowski
Mogliście
liczyć na wsparcie grupy?
Mateo: – Żaden wyjazd w
życiu nie dał mi tyle co ten, choć to nie był wyjazd, który bym wspominał
słowami: „tam było tak zabawnie, tak śmiesznie”. Było to bardzo motywujące, bo
na przykład prowadzący obrady naszego komitetu był dawniej ich uczestnikiem. I
powiedział nam, że na pierwszych pięciu czy sześciu obradach w ogóle się nie
odzywał. Dzięki temu też wiedział, że dużo ludzi boi się włączyć do dyskusji.
Organizatorzy naprawdę się starali, żeby nikt się nie bał zabrać głosu, nie
został wykluczony.
W
dzisiejszym świecie trudno o porozumienie, konsensus czy choćby tolerancję
odmiennego poglądu – w polityce, w mediach społecznościowych i tak dalej. Każdy
forsuje swoje. Wy uczestniczyliście w obradach, gdzie dojście do porozumienia i
poszanowanie odmiennych poglądów było konieczne. Uważacie, że takie
doświadczenie przyda się w życiu?
Maria: – Tam trzeba było
uważnie słuchać innych, poznać ich poglądy. To by się przydało także tutaj,
żebyśmy nauczyli się wzajemnie słuchać i dojść do porozumienia, a kiedy ktoś ma
odmienny pogląd, to nie starać się go od razu „przegłosować”.
Mateo: – To mi się tak
bardzo podobało… Wszystkie osoby były tak emocjonalnie dojrzałe, że naprawdę
można było powiedzieć cokolwiek. W pewnym momencie Norwegia chciała wprowadzić
ograniczenia autonomicznych broni, USA nie chciały żadnych ograniczeń, ale
pierwszą rzeczą, którą powiedziała delegatka Stanów, było: „Ok, co mamy
wspólnego? Co możemy razem zrobić? W czym się zgadzamy?” I to jest tak ważna
rzecz w dzisiejszym świecie, aby dojść do porozumienia – czy to w rodzinie, czy
w szkole, wśród znajomych.
Na
koniec lżejsze pytanie: co wam najbardziej smakowało w Nowym Jorku?
Maria: – Ze względu na
to, że wszystko toczyło się w centrum, restauracje oferujące klasyczne obiady
były dla nas i cenowo, i czasowo niedostępne, dlatego na obiady i kolacje
chodziliśmy najczęściej do fast foodów. Na śniadanie często kupowaliśmy w
kawiarniach bajgle – bułki z dziurą w środku. Mój ulubiony bajgiel był z
bekonem, serem i jajkiem.
Mateo: – Dla mnie też
były idealnym śniadaniem. Te wszystkie fast foody są smaczne, owszem raz na
jakiś czas. Od naszych różnią się tym, że wszystko tam jest większe, tłustsze i
słodsze. Najbardziej mi smakowało, kiedy po kilku dniach jedzenia typowo
amerykańskich posiłków poszliśmy do indyjskiej restauracji.
Tiffany Sajdok o pobycie
w Nowym Jorku
Byłam
w szóstym komitecie Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Moim podtematem było wzmacnianie
rządów prawa. Reprezentowałam afrykańskie państwo Sierra Leone i w rozmowach z
innymi delegatami krajów afrykańskich zgodziliśmy się co do tego, że państwa te
potrzebują dużo pomocy finansowej i na przykład w zakresie edukacji od państw,
które są w lepszej sytuacji.
Podobało
mi się, że byłam delegatką za Sierra Leone, ponieważ miałam już wcześniej
okazję pojechać do Afryki i zorientować się, jak to tam wygląda, dzięki temu
Afryka stała mi się bliższa.
Pobyt
w Nowym Jorku dał mi dużo inspiracji do życia. Interesuję się sprawami
dyplomatycznymi, trochę też politycznymi. Teraz w czwartej klasie gimnazjum
staram się zdecydować, jaką drogą pójdę w przyszłości i trochę mnie to
zmotywowało do tego, żeby spróbować czegoś w tym zakresie. Poznałam także wielu
kolegów z innych państw, na przykład z Kostaryki czy Papui – Nowej Gwinei.
Chciałabym jeszcze kiedyś pojechać na następne debaty. Wiem już teraz, jak się
do tego przygotować i jak to całe przebiega.