Pana książka bardzo mnie poruszyła. Czytając ją czułem smutek, współczucie, wstyd, bezsilność, gniew. Z jakimi reakcjami spotykał się pan po wydaniu jej w Polsce?
– Byłem pozytywnie zaskoczony reakcją w Polsce, dlatego, że liczyłem się, że zaatakują mnie różne osoby, które uznają, że przedstawiam Polskę – przede wszystkim międzywojenną, ale nie tylko – w złym świetle. Bo ukazało się dużo biografii emigrantów 1968 roku po polsku i w innych językach, ale one jakoś się nie przebiły. A tutaj miałem wspaniałe opinie, recenzentów wzruszonych, co mnie bardzo ucieszyło. Nawet w prasie, której właściwie nie czytuję, bo jest prasą brukowo-prawicową. A na spotkania autorskie przychodziła młodzież, co jest nietypowe, bo w Szwecji na takie spotkania przychodzą głównie kobiety w wieku emerytalnym. A młodzież przychodziła i zadawała ciekawe pytania.
Andrzej Wajda odbierając Oscara swoją przemowę zaczął od słów: „Ladies and gentelmen… będę mówił po polsku, bo chcę powiedzieć to, co myślę, a myślę zawsze po polsku”. Pan tę książkę napisał w języku szwedzkim. Dlatego że Pan już myśli bardziej po szwedzku, czy też pisanie jej po polsku byłoby obarczone większym bólem?
– I to, i to. Po pierwsze, dziennikarzem stałem się w Szwecji. Pisząc po szwedzku mam swój styl. Po polsku nie mam stylu. To znaczy mogę pisać, przynajmniej próbować pisać barokowo, płasko i to wszystko będzie udawane, bo to nie jest mój język literacki. Poza tym, ta książka była napisana dla szwedzkiej publiczności. Jestem znany Szwecji, uznałem, że może ktoś się zaciekawi, co ten Zaremba przeszedł. Więc to było oczywiste, że będzie po szwedzku.
Jest taka Rosjanka, Pietrowskaja, która napisała świetną książkę o swojej rodzinie. Po niemiecku. Po 12 latach życia w Niemczech. Mieliśmy okazję rozmawiać i zapytałem ją, dlaczego? Odpowiedziała, że po rosyjsku nie potrafiła tego napisać, bo wtedy stałoby się to zbyt sentymentalne. Więc pańskie podejrzenie jest słuszne – gdybym próbował napisać po polsku, to napisałbym inaczej i gorzej. Po pierwsze, potrzebowałem dystansu do siebie samego, a ten dystans powstaje przez język. A po drugie, zakochałem się w szwedczyźnie. Między innymi dlatego, że bardzo różni od polszczyzny, jest językiem lapidarnym, który chętnie posługuje się litot