Kiedy
pierwszy raz usłyszała pani o szkole w Gnojniku?
– Z tą placówką
łączy się prawie cała historia mojego życia. Jestem związana z nią od dziecka. Do
szkoły ludowej uczęszczałam co prawda w Ligotce Kameralnej, bo w tych czasach
uczyły się tam jeszcze polskie dzieci, jednak do klasy 6. poszłam już do
Gnojnika. Potem było kilka lat przerwy na naukę w Polskim Gimnazjum w Czeskim
Cieszynie i studia pedagogiczne w Ostrawie, po których uczyłam krótko w
nieistniejącej już obecnie polskiej szkole podstawowej w Trzyńcu-Tarasie. Po
urlopie macierzyńskim w 1991 roku rozpoczęłam pracę w szkole w Gnojniku. W tym
roku mija od tego momentu 35 lat.
Skąd decyzja,
żeby zostać nauczycielką? Było to pani pisane?
– Nie wiem,
czy pisane. Jednak jest prawdą, że już w przedszkolu lubiłam zajmować się
młodszymi dziećmi i zawsze twierdziłam, że zostanę nauczycielką. Pewnie swój
wpływ miało także to, że mój dziadek Wiktor Kubica był nauczycielem najpierw w
szkole w Gnojniku, a potem dyrektorem w Ligotce Kameralnej. Tak się złożyło, że
wkrótce po zapisaniu mnie do tej placówki przeszedł na emeryturę. W tym roku
historia zatoczyła koło. Jako dyrektorka szkoły w Gnojniku zapisałam do
pierwszej klasy swoją wnuczkę i stwierdziłam, że czas odejść.
Czego
pani uczyła?
– Na Wydziale
Pedagogicznym w Ostrawie studiowałam język polski i wychowanie obywatelskie. Jak
już to bywa w mniejszych szkołach, uczyłam też różnych innych przedmiotów. Zgodnie
z moimi zainteresowaniami przez wiele lat prowadziłam lekcje wychowania
fizycznego, ale też historii, języka niemieckiego, a kiedy zaszła taka
potrzeba, to nawet biologii i geografii.
Wiele ćwiczeń, które robimy, ma na celu
wzbogacenie zasobu słów, przyswojenie sobie odpo