Takiej wycieczki Polskie Gimnazjum im. Juliusza Słowackiego w Czeskim Cieszynie nie pamięta... | 01.10.2025
W połowie września 30 uczniów jedynej polskiej szkoły średniej
w Republice Czeskiej w towarzystwie nauczycielek języka rosyjskiego wyjechało
do Gruzji.
Ten tekst przeczytasz za 4 min.
Wspólne zdjęcie uczestników wycieczki nad zaporą Inguri. Fot. ARC
– Wszystko zaczęło się od tego, że uczniowie, którzy
uczęszczają na takie języki obce, jak niemiecki, francuski czy hiszpański, co
pewien czas mają okazję wyjazdu do kraju, którego mieszkańcy posługują się
danym językiem. Jednak ci, którzy wybrali rosyjski, dawno nie mieli takiej możliwości.
Kiedy zwrócili się więc do mnie w tej sprawie, zaczęłam się zastanawiać, co by
można było zrobić. Rosja z wiadomych względów nie wchodziła w rachubę. Wtedy jeden z
obecnych czwartoklasistów zaproponował Gruzję – wspomina nauczycielka języka
rosyjskiego w Polskim Gimnazjum Ilona Pindur.
Kiedy ustaliła, że aż 98 proc. mieszkańców tego kraju mówi
po rosyjsku, nie wahała się ani chwili dłużej. Z polecenia znajomej
skontaktowała się z Polakiem mieszkającym od urodzenia w Gruzji, który
organizuje wycieczki dla polskich grup. – To był strzał w dziesiątkę. Od
momentu wylądowania naszego samolotu na lotnisku w Kutaisi wszystko było
fantastycznie zorganizowane i o nic nie musieliśmy się martwić. Noclegi
mieliśmy w 4-5-gwiazdkowych hotelach z basenami i jacuzzi. Mogliśmy liczyć na obfite śniadania i
obiadokolacje oraz polskojęzycznego przewodnika – wymienia. Ponieważ razem z
nauczycielką, też rusycystką Łucją Czudek udało im się pozyskać sponsora,
wyjazd był dla wszystkich dostępny również pod względem ceny.
Można powiedzieć, że uczestnicy wycieczki zwiedzili Gruzję
wzdłuż i wszerz. – Odwiedziliśmy wiele ciekawych miejsc. Pierwszą noc
spędziliśmy w drugim co do wielkości mieście Kutaisi. Tam poznaliśmy prawdziwą
Gruzję: postkomunistyczna architektura, w jednym miejscu bieda, a za rogiem
sklep luksusowy, krowy przechadzające się po ulicy i bezpańskie psy błąkające się
labiryntami miasta – relacjonują czwartoklasiści Mateo Rucki i Karolina
Filipczyk. Niedaleko za granicami Kutaisi czekały na nich prawdziwe atrakcje – słynna
Jaskinia Prometeusza czy kanion Martvili, gdzie uczniowie mogli spływać po
rzece na pontonach.
W ciągu pięciu dni gimnazjaliści pokonali autokarem prawie
700 kilometrów. Zdaniem uczestników, to nie był czas stracony, ale wyjątkowa
okazja, żeby przez okna pojazdu podziwiać ośnieżone szczyty Kaukazu, meandrujące
rzeki, do niedawna największą zaporę świata czy Morze Czarne, nieruchome niczym
tafla lodu.
– Drugi nocleg mieliśmy w klimatycznym górskim miasteczku
Mestia, położonym na wysokości 1500 m n.p.m. Z trudem można opisać magię tego
miejsca. Budzisz się otoczony niewiarygodnie fotogenicznymi wierzchołkami
Kaukazu, wzdłuż których ciągnie się granica gruzińsko-rosyjska, albo po prostu
spacerujesz na tej imponującej wysokości wśród charakterystycznych wież
obronnych, które przypominają o dawnej historii i górskim duchu regionu
Swanetii – dzieli się wrażeniami Mateo.
Ostatnim przystankiem, gdzie wycieczka spędziła kolejne dwie
noce, było Batumi – turystyczne miasto wypoczynkowe położone na południu
Gruzji, zaledwie 20 kilometrów od granicy z Turcją. – Nie bez powodu często nazywane
jest gruzińskim Dubajem czy nawet gruzińskim Las Vegas – to dzięki drapaczom
chmur czy kasynom, zaś dostęp Morza Czarnego jeszcze bardziej podkreśla jego
klimat – przekonują czwartoklasiści.
Drapacze chmur w
Batumi. Fot. ARC
Zarówno nauczycielki, jak i uczniowie są zgodni co do tego,
że wyjazd do Gruzji był dla wszystkich niezapomnianym przeżyciem ze względu na
krajobraz, kuchnię oraz ludzi, z którymi przyszło im się spotkać. Był też
szansą na zastosowanie języka rosyjskiego w praktyce. Kto chciał sprawdzić, ba,
rozwinąć swoje umiejętności, mógł to zrobić. – Na każdym kroku, w hotelu czy
sklepie pytano nas, czy chcemy rozmawiać po angielsku czy po rosyjsku.
Oczywiście, wybieraliśmy rosyjski – potwierdza Ilona Pindur.