Od końca
lipca Polska Agencja Prasowa rozmawia z ekspertami i publicystami z krajów UE o
tym, jak zmieniło się postrzeganie Polski za granicą. O to, jak kwestia ta
wygląda w Republice Czeskiej, zapytaliśmy tym razem Martina Ehla, publicystę
gospodarczego dziennika „Hospodářské nowiny”, który jednym z weekendowych wydań
„HN” opublikował tekst o Polsce tytułem „Śmieliśmy się z nich, a oni nas
wyprzedzili: anatomia polskiego cudu”.
Autrostrady i co jeszcze?
Na samym
początku Ehl przyznał, że kampania dezinformacyjna z końca sierpnia jeszcze
bardziej utwierdziła go w przekonaniu, że większość Czechów nie zdaje sobie
sprawy, jak w ostatnich latach zmieniła się Polska. – Zajmuję się Polską 20
lat, byłem w tym kraju wiele razy. W Czechach od jakiegoś czasu mówi się o tym,
że Polacy nas wyprzedzili – mówi Ehl. Problem w tym, że jedynym argumentem
świadczącym o polskim cudzie są – jak ocenia nasz rozmówca – są autostrady,
których w Polsce przybyło. – Postanowiłem sprawdzić, jak jest naprawdę.
Wyszedłem od książki ekonomisty Marcina Piątkowskiego „Złoty wiek. Jak Polska
została europejskim liderem wzrostu i jaka czeka ją przyszłość” – opowiadał o
kulisach swojej pracy nad tekstem Ehl.
Publicysta
podkreślił, że Czesi odkryli Polskę w ciągu ostatnich 4-5 lat. Jak dodał, po
latach niedostrzegania sąsiada z północy, doszli do wniosku, że to nie tylko
ciekawa destynacja turystyczna, ale i dobre miejsce na studia albo do
inwestowania. Nasz rozmówca zwrócił uwagę, że w ciągu 2-3 lat ma być gotowa
autostrada D-11, łącząca Pragę z granicą Polską i istniejącą po polskiej
stronie drogą szybkiego ruchu S-3. Dzięki temu Prażanie będą mogli pojechać na
weekend albo święta do Wrocławia, tak jak obecnie jeżdżą do Drezna.
– Coraz
więcej Czechów jeździ na polską stronę granicy w Karkonosze. Przyciąga ich
aquapark w Karpaczu, a po naszej stronie nie ma takiego parku wodnego – mówił
Ehl.
Partnerstwo
handlowe
Czeski
publicysta podkreślił, że Polska zawsze była ważnym partnerem handlowym
Republiki Czeskiej, a jest też postrzegana jako dobre miejsce do inwestycji: –
Czeskie firmy myślą o ekspansji na coraz bardziej chłonnym polskim rynku, choć
nie jest on łatwy ze względu na bardzo silną konkurencję. Z kolei zamożniejsi
Czesi zaczynają myśleć o inwestycjach w nieruchomości w Polsce, choć do tej
pory kupowali apartamenty inwestycyjne w Chorwacji nad Adriatykiem – mówił Ehl.
Czeski
publicysta podkreślił, że Polska zawsze była ważnym partnerem handlowym
Republiki Czeskiej, a jest też postrzegana jako dobre miejsce do inwestycji: –
Czeskie firmy myślą o ekspansji na coraz bardziej chłonnym polskim rynku, choć
nie jest on łatwy ze względu na bardzo silną konkurencję. Z kolei zamożniejsi
Czesi zaczynają myśleć o inwestycjach w nieruchomości w Polsce, choć do tej
pory kupowali apartamenty inwestycyjne w Chorwacji nad Adriatykiem – mówił Ehl.
Przytoczył
bardzo konkretny przykład na to, jak bardzo atrakcyjna dla Czechów staje się
Polska. – W okolicach Opawy, ale po polskiej stronie granicy, Czesi kupują
domy, bo są tańsze niż u nich. A ponieważ mają zasięg czeskiej telefonii
komórkowej, żyją tam sobie jak w Czechach – opowiadał. Zwrócił jednocześnie
uwagę na pewien paradoks: – Polacy znają Czechów głównie z literatury i mają
tendencję do patrzenia na nas przez pryzmat sielankowych stereotypów: czeskiego
piwa i humoru, Krecika czy postaci dobrego wojaka Szwejka. My z kolei
ignorowaliśmy was jako sąsiadów. Przeciętny Czech nie miał powodu, by
interesować się Polakami, bo w jego mniemaniu z historycznej perspektywy zawsze
był z wami kłopoty. Teraz to się zmienia – ocenił Ehl.
Najbardziej
znany Polak?
PAP zapytała
Ehla, kto jest najbardziej znanym Polakiem w Czechach. – Ewa Farna, a potem
długo nikt – odpowiedział publicysta. – Może Robert Lewandowski, ale on już
kończy karierę. Olga Tokarczuk znana jest tylko w kręgach intelektualnych. Z
polskich aktorów Czesi zatrzymali się na Bogusławie Lindzie, który stał się
popularny dzięki roli w „Psach” – ocenił.
Jeśli chodzi
o wizerunek Polski w Czechach, to – zdaniem naszego rozmówcy – słabością jest
to, że obecnie nie ma współcześnie żyjącego Polaka, o których można by
powiedzieć, że znają go wszyscy Czesi. Podobnie jest z polskimi towarami –
brakuje rozpoznawalnej polskiej marki. – Produkty odzieżowe spółki LPP czy CCC
są dostępne w czeskich galeriach handlowych i Czesi je kupują, ale nikt nie
wie, że to są polskie marki. To jest problem z Made in Poland, o którym słyszę
często na panelach podczas konferencji ekonomicznych w Polsce. Nie macie swojej
Škody – podkreślił.
Inny problem
w opinii publicysty jest poważniejszy. Otóż polskie produkty długo nie były
kojarzone w Czechach z wysoką jakością. Jeśli Czesi je kupowali, to głównie
dlatego, że były tanie. Ten stereotyp w 2013 roku powielił Andrej Babiš, obecny
premier Czech, a wówczas polityk nowej, populistycznej partii ANO 2011. Gdy w
telewizyjnym programie „Máte slovo” zaproponowano mu spróbowanie polskiej
kiełbasy, odpowiedział: „Já nejím ty vaše sračky” („Nie jem tego waszego
świństwa”). Koncern Babiša Agrofert konkurował wówczas ostro z żywnością
importowaną do Czech z Polski. Od tego czasu zdaniem Ekla sporo się zmieniło na
lepsze.
Z czym
przeciętnemu Czechowi kojarzy się Polska? – Mam 53 lat, ludzie z mojego
pokolenia powiedzą, że z Bolkiem i Lolkiem – mówił Ehl. Zapytany o to, co
przyszłoby na myśl młodszym Czechom, odpowiedział, że trudno powiedzieć. –
Polska będzie im się kojarzyć pewnie z turystycznymi destynacjami takimi jak
Kraków czy Gdańsk – podsumował.