poniedziałek, 11 maja 2026
Imieniny: PL: Igi, Mamerta, Miry| CZ: Svatava
Glos Live
/
Nahoru

Pre-teksty i kon-teksty Łęckiego: Chwała i chała | 21.08.2025

Zapisać się w historii… Któż by nie chciał? Co prawda Rosjanie powiadają, że im ciszej jedziesz, tym dalej dojedziesz. Ale jedno z drugim się wszak nie wyklucza – sława dająca przepustkę do wielkiej historii może zaczynać się nawet od niepozornej życiowej drogi. Nie wierzycie? 

Ten tekst przeczytasz za 6 min. 30 s
Zdjęcie ilustracyjne. Fot. Pixabay

„Cała przeciętna drobnomieszczańska egzystencja absolutnie nie zapowiadała jego burzliwej przyszłości” – tak pisał o jednym z najbardziej znanych (i krwiożerczych) rewolucjonistów Jan Baszkiewicz. Dodajmy, że w przedrewolucyjnej części biografii Maksymiliana Robespierre’a na wspomnienie zasługuje może jedno, jednak symboliczne wydarzenie. Otóż przed rewolucją późniejszy kat arystokracji (i nie tylko) wygłaszał na kolanach mowę na cześć  Ludwika XVI, który – jak wiadomo – dokonał żywota pod gilotyną. Ale, ale… Kto chce poznać koniec rewolucyjnej kariery Robespierre’a, niech zajrzy do obszernego, właśnie wydanego tomu Colina Jonesa „Upadek Robespierre’a. Ostatnie 24 godziny terroru”. 

I

Okres rewolucyjnego Wielkiego Terroru trwał nad Sekwaną niecały rok. Były terrory (i ludobójstwa), które dręczyły (i niszczyły) społeczeństwa znacznie dłużej. Taki Hitler będzie zapamiętany w historii z pewnością. No cóż, niedawno sympatyczna pracownica księgarni w Galerii Katowice, gdy kupowałem poświęcony Hitlerowi reportaż biograficzny zapytała – dlaczego nie piszą takich tomów o postaciach pozytywnych, o dobrych ludziach po prostu? Tak, to – jak mawiał filmowy Stirlitz –  jest materiał do przemyślenia.

II

Peter Bamm, niemiecki lekarz wojskowy, wspomina po latach okres II wojny światowej, czasy Zagłady: „Wiedzieliśmy o tym. Nie zrobiliśmy nic. Każdy, kto by poważnie zaprotestował, albo podjął jakieś działania przeciwko jednostce likwidacyjnej, zostałby aresztowany w ciągu 24 godzin i zniknąłby bez śladu. Perfidia współczesnych systemów totalitarnych polega między innymi na tym, że nie pozwalają, by ich przeciwnicy umarli wspaniałą, dramatyczną śmiercią męczenników za swoje przekonania”. Odarcie tych, którzy sprzeciwiliby się złu z szacunku, sprawia, że niemiecki lekarz nie zawahał się nazwać ich poświęcenia daremna ofiarą, ofiarą praktycznie bezużyteczną. Ten punkt widzenia, nie jest ani specjalnie oryginalny, ani nawet nowy. I nie idzie tu o pokazowe procesy stalinowskie z lat 30., w których oskarżeni przyznawali się nie tylko do zbrodni niepopełnionych, ale i takich, których, najzwyczajniej nawet nie mogli popełnić. Nie idzie nawet o całą straszliwą maszynerię totalitaryzmu zobrazowaną przez George’a Orwella  w powieści „1984”, idzie o czasy znacznie, znacznie dawniejsze.

III

Oglądałem jakiś czas temu komiksowy film Franka Millera „300” – historię walki garstki Spartan, którzy w wąwozie Termopile 480 p.n. Ch. stawili czoła nieprzeliczonej armii króla perskiego, Kserksesa. Dialog Kserksesa z królem Spartan, Leonidasem jest ciekawy. Kiedy Leonidas nie daje się skusić, by stać się zdrajcą całej Grecji i walczyć u boku wielkiego Króla, Kserkses powiada – „W waszym poświęceniu nie będzie chwały. Wymażę z historii nawet pamięć o Sparcie. Każdy grecki pergamin zostanie spalony, każdemu greckiemu historykowi i skrybie wyłupimy oczy i utniemy języki! Samo wymówienie słów Sparta czy Leonidas będzie karane śmiercią. Świat zapomni o tym, że w ogóle istnieliście”. Leonidas ripostuje: „Świat będzie wiedział, że wolni ludzie stawili czoło tyranowi, że niewielu stawiło czoła wielu…”. Oczywiście, wiemy to – i taki był też dydaktyczny wymiar filmu – to Leonidas miał rację, to jego imię znają wszyscy, a bohaterska obrona Termopil, choć wydać się mogła daremna – poległ król Spartan ze swoim 300 osobowym oddziałem,  polegli wspierający go w niewielkiej liczbie inni Hellenowie, droga do Grecji środkowej stanęła przez Kserksesem otworem. O przejściu przez Termopile zadecydowała zdrada Greka, nie zapominajmy o tym. Ale przeszedłszy wąwóz – i zdobywszy całe połaci Hellady – Wielki Król poniósł wreszcie klęskę w bitwie morskiej pod Salaminą, potem pod Platejami.  I ostatecznie musiał się wycofać  z Europy. Przegrał w rzeczywistości, i przegrał w ludzkiej pamięci, a przynajmniej przegrywał będzie tak długo, dopóki Europejczycy nie zatracą zmysłu orientacji i nie dadzą sobie wmówić, że za Kserksesem  też stoją jakieś wartości. To nie przypadek, że degenerat Kserkses przekonuje Leonidasa: „Nasze kultury mogą wiele się od siebie nawzajem nauczyć”. Odpowiedź Leonidasa, po stratach jakie zadał wojsku Kserksesa, wydać się może ironiczna, ale jakże jest trafna: „– Nie zauważyłeś? – pyta retorycznie król Spartan – Przez cały  ranek uczyliśmy was naszej kultury”.

IV

Wiele mówiło się jakiś czas temu o nowym typie człowieka, jaki chciano wytworzyć w Związku Radzieckim, o tzw. homo sovieticusie człowieku sowieckim, którego komunizm zostawił w spadku Rosji i demoludom. Wyzwolenie się z syndromu homo sovieticusa miało być dla nas, ludzi zza „żelaznej kurtyny” zadaniem i wyzwaniem, którym mieliśmy stawić czoła, by stać się dojrzałymi obywatelami Zachodu.  No cóż – przypomnę, bo chyba wspominałem już kiedyś o tym – w kultowym filmie Juliusza Machulskiego „Kingsajz” wyzwolone z malowanego totalitaryzmu krasnoludki jadą pociągiem w stronę upragnionej wolności. Atmosfera w pociągu jest niemal euforyczna. I nic dziwnego – oto po latach życia w krainie popapranej iluzji, gdzie wszyscy byli pomniejszani, a często prześladowani, udaje się przedostać do krainy rzeczywistości. Tam, jak im się zdaje,  będzie można normalnie żyć, wszystkie elementy politycznej groteski i społecznego  absurdu pójdą w zapomnienie; gdzie będzie po prostu – normalnie. Tak właśnie – normalnie. Ale oto nagle uszczęśliwieni, pozornym jak się okazuje finałem, bohaterowie dostrzegają, że tak naprawdę jadą w pociągu-kolejce, zabawce dla dzieci, jadą kolejką, którą na trawniku przed warszawskim Pałacem Kultury kieruje od niechcenia jakiś dzieciak. Okrzyk grozy wydobywa się z gardeł szczęśliwców. Jeden z nich krzyczy: „Tylko nie na malucha! Tylko nie na malucha!”. Ale oczywiście bohaterowie „Kingsajzu” znowu zostaną pomniejszeni, będą igraszką sił może nie złowrogich, ale na pewno kapryśnych. Kapryśnych jak moda.
Krzysztof Łęcki



Może Cię zainteresować.