środa, 31 maja 2023
Imieniny: PL: Anieli, Feliksa, Kamili| CZ: Kamila
Glos Live
GAZETA POLAKÓW W REPUBLICE CZESKIEJ
Ukazuje się od 1945 roku
Nahoru

Oni, My, Wszyscy | 30.01.2019

Kto rozpętał tę polsko-polską nienawiść? Kto używał mocniejszych oskarżeń i epitetów, kto zaorywał, masakrował przeciwników „bardziej”? Spór o to rozgrzewa rozmowy i internet. A jest przecież pytanie znacznie ważniejsze, to pytanie – kto to skończy?

Fot. pixabay.com

 
W Gdańsku doszło do tragedii. Zabito człowieka na oczach tłumu, na scenie, w czasie masowej imprezy. Myślę, że chociaż co do tego panuje powszechna zgoda. Czy mord miał charakter polityczny? Czy może w grę wchodził „kompleks Herostratesa”? Zabójca miał wszak wcześniej oświadczać, że chce zrobić coś takiego, o czym będzie mówił cały świat. Czy może mordercą kierowały inne jeszcze motywy? Na te pytania odpowie, taką przynajmniej mam nadzieję, śledztwo. Jednak niezależnie od jego wyników jedno zdaje się nie ulegać wątpliwości – do zamordowania Pawła Adamowicza nieprzypadkowo doszło w napiętej atmosferze, w czasie partyjnej wojny, w której nie ma już politycznych przeciwników, są tylko i wyłącznie totalni wrogowie.

Ale wróćmy jeszcze na chwilę do narodowej zgody. Bo jeszcze – przynajmniej gdy pozostać na poziomie publicznych deklaracji – wszyscy są przeciw sianiu nienawiści, która zatruwa polskie życie publiczne; ba, nie tylko publiczne, także prywatne. Żyjemy wszak znowu w „epoce politycznej”, jak pisała niegdyś Wisława Szymborska, więc wiele z tego co prywatne staje się też polityczne. I odwrotnie.

Tak więc – nienawiść… „Trzeba skończyć z nienawiścią! Trzeba skończyć z nienawistnym językiem!!!!!!!!!! Trzeba skończyć z pogardą!!!!!” – to wpis jednego z moich fejsbukowych znajomych. Podobnych wpisów po zabójstwie Pawła Adamowicza było bardzo wiele. A zatem – co do tego zgoda? Myślę, że tak.


***


Bo już co do tego, co jest językiem nienawiści, pełnej zgody na pewno nie ma. I tak – na przykład – oceniając siebie i innych próbuje się stopniować poziom nienawiści. Jedni (ONI) bardzo nienawistni. Inni (MY) na tyle nienawistni mniej, że jakby wcale. I spory: czy językiem nienawiści jest w większym stopniu zachęta do „dorżnięcia watahy” czy wyzwisko „zdradzieckie mordy”? – by poprzestać na najbardziej może znanych ilustracjach. Co jest mocniejszą zachęta do agresji, która wyszła już poza sferę werbalną? I jeszcze: kto zaczął? – tu też zdania są tu podzielone. Choć oczywiście „wśród swoich” nie ma wątpliwości – zaczęli ONI. Różne odpowiedzi są oczywiste i przebiegają wzdłuż partyjnych podziałów. Partyjne podziały doskonale pokrywają się z podziałami medialnymi. Jak? Proszę teraz o szczególnie uważną lekturę. Z jednego z głównych mass-mediów dowiadujemy się: „Partia (którą lubimy) i największe media są odpowiedzialne za śmierć (kogoś utożsamianego z partią, której nie lubimy), bo od dawna prowadzą nagonkę na partię (której nie lubimy). Tak twierdzą politycy tej partii. To publicystyczna łatwizna. Rzeczywistość wymyka się takim schematom. Norwegia to kraj spokojny o wielkiej kulturze politycznej. Jak więc wytłumaczyć, że to właśnie tam pojawił się Anders Breivik, potwór odpowiedzialny za rzeź na wyspie Utoya? Opisywanie mordu jako elementu nagonki na partię (której nie lubimy) jest wielkim nadużyciem i służy tylko kreowaniu wizerunku partii pokrzywdzonej. A to wizerunek fałszywy”. A teraz dziennikarz tego samego medium przy innej okazji: „Nie wystarcza powiedzieć, że sprawca to niezrównoważony kryminalista po wyroku i że »wariatów z nożem« pełno nie tylko w Polsce ale na całym świecie. (…) Nie bez powodu nóż ugodził właśnie (działacza partii, którą lubimy) (…) Ta nienawiść nie wzięła się z niczego. Władza ma monopol na media (…) od lat trwa kampania oskarżeń, oszczerstw i pomówień (wobec tej strony sceny politycznej, którą lubimy)”. Taka (nie)oczekiwana zamiana miejsc.


***

Kto rozpętał tę polsko-polską nienawiść? Kto używał mocniejszych oskarżeń i epitetów, kto zaorywał, masakrował przeciwników „bardziej”? Spór o to rozgrzewa rozmowy i internet. A jest przecież pytanie znacznie ważniejsze, to pytanie – kto to skończy? Kto nie przymknie oczu na nienawistne wpisy „swoich” wypisywane oczywiście, jak zawsze, w „jedynie słusznej sprawie”, kto obłudnie nie opuści oczu, że, no cóż, zdarza się… Kto pierwszy powie temu Panu, tej Pani już dziękujemy, bo choć i Pan, i Pani mają słuszne poglądy (to znaczy „nasze”), to posługują się językiem nienawiści? Naiwne pytania. Lepiej w tragicznych chwilach przywoływać patos wielkiej i mniejszej poezji… Proza niestroniącej od pogardy partyjnej wojny wróci wszak już za chwilę.

„Walka z mową nienawiści polega na przypisywaniu własnej nienawiści przeciwnikom politycznym” – napisał Roger Scruton. Wszyscy chcielibyśmy, by to stwierdzenie było nieprawdziwe. Ale nie nieprawdziwe dlatego, że wypowiedział je konserwatywny filozof, tylko dlatego, że wszyscy, na serio, na co dzień, a nie tylko okazjonalnie i spektakularnie, odżegnujemy się od języka nienawiści. Bo pokusa zejścia na drogę ostrych epitetów jest wielka i ulegają jej w debacie publicznej nawet wiekowi profesorowie. Nie tak dawno pisał Wojciech Sadurski: „Bawi mnie bardzo to teatralne oburzenie, że wchodzę ostro w zwarcia polemiczne, chociaż jestem profesorem. Czyli oni mogą jeździć po nas jak po łysych kobyłach, bo wyrobili sobie licencje chamów, a my musimy cichutko, grzeczniutko, bo jesteśmy inteligentami. Niedoczekanie wasze! (…) jeśli »Oni « stosują przeciw nam wszystkie środki, nawet najbardziej brutalne, to nie ma co się boksować z jedną ręką z tyłu. Albo przyjąć ich warunki albo w ogóle w to nie wchodzić”. To sedno sprawy. Czy umiemy zdobyć się na piętnowanie nienawistnego języka, którego używa ktoś, kogo poglądy są takie same jak nasze? Używa go wtedy w słusznej sprawie? Czy zatem umiemy przyjąć, iż nie ma „słusznej sprawy”, która posługuje się językiem nienawiści? Inaczej pozostaje nam filozofia Kalego: „Jak Kali ukraść krowy to tryumf dziejowej sprawiedliwości, jak Kalemu ukraść krowy to czyste złodziejstwo”.


***

Nie, nie jest tak, że wszyscy jesteśmy winni temu, że tak bardzo rozpleniła się nienawiść. Nie jest też tak, że winni są wyłącznie ONI. Niech każdy, indywidualnie, zrobi sobie uczciwy rachunek sumienia, czy swoimi internetowymi wpisami, werbalną agresją i szczuciem w sferze publicznej nie dołożył cegiełki do tego, że mamy dzisiaj w Polsce „taki klimat”. I jeszcze: bardzo lubię formułę – „nie musisz się ze mną zgadzać, ale możesz się zastanowić”. Dodam tylko – jeśli tylko chcesz i potrafisz.

 



Może Cię zainteresować.