Tipsport Ekstraliga: Koncert Stalowników. Sparta wraca z Werk Areny na tarczy | 11.01.2026
Mecze Stalowników Trzyniec ze Spartą Praga zawsze generują duże emocje. Nie
inaczej było w niedzielnym szlagierze 41. kolejki w Werk Arenie, gdzie obie
drużyny pokazały znakomity hokej. Po świetnym spektaklu trzy punkty pozostały pod Jaworowym - trzyńczanie pokonali praskiego rywala 5:3.
Ten tekst przeczytasz za 2 min.
Stalownicy (białe stroje) pokonali dziś Spartę po znakomitej grze. Fot. Zenon Kisza
Stalownicy Trzyniec po piątkowej przegranej w Ołomuńcu (1:4)
chcieli za wszelką cenę zrehabilitować się przed własną publicznością. W
barwach gospodarzy pojawili się m.in. dwaj srebrni medaliści ostatnich mistrzostw
świata U20, napastnicy Petr Sikora i Matěj Kubiesa, pierwszeństwo w bramce
Trzyńca otrzymał dziś Ondřej Kacetl,
a kapitan Martin Růžička zagrał w trzecim ataku, obok Miloša Romana i Patrika Hrehočáka.
GALERIE Sparta
Lepiej rozpoczęli niedzielne zawody Stalownicy, którzy po bramkach
Ondřeja Kovařčíka i Martina Růžički w 15. minucie prowadzili
2:0. Sparta nie oddała jednak tercji bez walki, w sukurs przyszły gościom dwie
niefortunne interwencje Kacetla, który dał się zaskoczyć po strzałach od
niechcenia. Sportowa złość zadziałała w drugiej tercji niczym woda gazowana na
pustyni – podopieczni trenera Borisa Žabki zepchnęli Spartę do głębokiej defensywy, prezentując w wygranej 2:0 drugiej
partii meczu totalny hokej.
Pięknym golem w okienko popisał się w 24. minucie
obrońca Patrik Koch, który po akcji indywidualnej strzałem z nadgarstka nie
dał szans spartańskiemu bramkarzowi. Równie udaną akcję, zakończoną czwartym
golem w siatce Sparty, wyprowadził Oscar Flynn, a w czystej pozycji formalności
dopełnił Libor Hudáček.
Sparta zdramatyzowała spotkanie zaraz na wstępie ostatniej
tercji, kiedy to z dystansu szczęśliwie trafił Shore. W okresie największej
przewagi Sparty na posterunku stanął Kacetl, który wyłapał wszystkie „setki”
praskiego rywala. Na cztery minuty przed końcem Sparta zdecydowała się wycofać golkipera Kovářa i zagrać w schemacie power play z przewagą jednego zawodnika w polu. Zamiast wyrównującej bramki kibice zakrzyczeli z radości po golu Martina Růžički na 5:3. 40-letni napastnik wyprzedził jednego z obrońców Sparty i do pustej bramki postawił kropkę nad i.