Wśród recenzji i rozmów na temat pana najnowszej książki, ale
także poprzedniej, która w Polsce ukazała się pod tytułem „Straszliwa zieleń”, przewijają
się słowa o przerażeniu samą opowieścią. Podziela pan to uczucie? „Maniak”
budzi strach?
– Umysł tak przenikliwy i potężny jak ten Johna von Neumanna
może przerażać. Inteligencja sama w sobie, nawet jeśli nie tak niezwykła jak
jego, jest naszą jedyną bronią w starciu z brutalnością, kłami i pazurami
naszych nieprzyjaciół. To ostre narzędzie, które ma destrukcyjny wpływ na
wszystko, czym się zajmie. Dojmujące pragnienie poznania, zrozumienia, które w
sobie mamy, niesie z sobą rodzaj przemocy, nawet jeśli jest to przemoc
intelektualna. Jest w tym - w owym poznawaniu – czułość, ale także pewna gwałtowność,
właśnie przemoc w tym zawłaszczaniu świata dla siebie.
W ostatnich latach wiele wydarzyło się w świecie nauki i
technologii – czy pańskie ich postrzeganie zmieniło się od czasu „Straszliwej
zieleni”, powieści, której bohaterami byli m.in. Schrödinger i Heisenberg?
– Główne części „Maniaka” poświęcone są sztucznej
inteligencji, jej początkom. Nikt się chyba nie spodziewał, że ta przyszłość
nadejdzie tak prędko. Na pewno nie ja. Spodziewałem się raczej, że te fragmenty
książki mogą nie zostać zrozumiane. Interesowało mnie to, co się zdarzyło w
trakcie gry w go pomiędzy południowokoreańskim mistrzem Lee Sedolem a
komputerem AlphaGo. Maszyna wykonała wówczas coś, co nazwałbym pierwszym w jej
wydaniu kreatywnym ruchem. To było piękne, ujrzeliśmy świat, o jakim nam się nie
śniło. Literaturę – nawet wtedy, gdy opisuje codzienność – interesują wieczne
prawdy. Nauka nie zajmuje się takimi prawdami. Jej prawdy są z natury zmienne;
nauka to proces, a nie skończona, zamknięta całość. Określone życiowe prawdy są
jednak niepodważalne, jak choćby nieuchronność śmierci. Staram się tak dobierać
tematy, by pisać o sprawach, które przekraczają nasze rozumienie; pozostają na
obrzeżach naszego świata umysłowego, zdolności rozumienia. A więc piszę też o
niejasności i nierozumieniu. Kiedy przychodzi do tych fundamentalnych
paradoksów życia, potrzeba nam czegoś innego niż nauka i chłodny racjonalizm,
by je sobie wytłumaczyć. Pomaga nam literatura, ta podstarzała, nieco oszalała
babcia nauki.
Ten ruch w meczu go, o którym pan mówi, był wówczas
postrzegany jako błędny?
– Nie tylko uznano go za błąd, ale wręcz za błąd
początkującego! Coś, za co nauczyciel dałby uczniowi po łapach. To był głupi
ruch. Wydaje mi się to znaczące – nasze umysły działają tak, że tworzą
przestrzeń tego, co możliwe do przyjęcia. Poszukujemy prawdy odpowiadającej tej
przestrzeni, by mieściła się w jej granicach. Sztuczna inteligencja nie ma
takich ograniczeń, może rozważać rzeczy, które wykraczają daleko poza kształty
nakreślone przez nasze umysły. Poza sens, poczucie proporcji czy piękna w
kierunku innego piękna, zimniejszego, wykalkulowanego. Nie gramy w taki sposób.
Gdy ludzie biorą udział w grze, angażują w nią siebie - wchodzą w nią z całą
swą porywczością, niecierpliwością, skłonnością do pomyłek. Maszyny mogą być od
nas lepsze, ale to, w jaki sposób gramy, jak żyjemy, jest im obce. Pierwszym
pokonanym przez komputer zawodowym graczem w go był Fan Hui. Przegrał pojedynek
z AlphaGo w 2015 r. Mówił potem o przeciwniku: „nie było tam umysłu”. Kiedy
grał z człowiekiem, w ruchach dostrzegał osobowość rywala, mógł mniej więcej
odgadnąć, z kim gra. Mówił wręcz, że „go to gra, która odsłania duszę”. Tak jak
z tańcem - każdy robi to na swój sposób, nawet jeśli się przy tym ośmiesza.

Benjamín Labatut „Maniak”, przekład Jarek Westermark. Fot.
Wydawnictwo Czarne
Pana książka opowiada o ludziach skrajnie racjonalnych,
„myślących maszynach”, którzy popadają w obsesje same w sobie nieracjonalne.
– Obsesja to coś wspaniałego, stan wytężonej koncentracji.
To forma mądrości, którą posiąść można wyłącznie poprzez aktywny udział,
działanie, nie da się jej oddać słowami. To sztuka poddania się pasji, stawania
się kimś innym. Instynktownie rozumie to dziecko, gdy oddaje się zabawie. Nie
udaje Supermana - naprawdę się nim staje. Jako ludzie staliśmy się tym, kim się
staliśmy, poprzez mimikrę, naśladowanie drapieżnych istot. Rozumienie polega na
doświadczaniu, nie na myśleniu. Nasze sposoby bycia górują nad naszymi
sposobami myślenia.
Co łączy trzech bohaterów „Maniaka”?
– Książka rozpoczyna się od człowieka, który koniecznie musi
zrozumieć. Dla niektórych ludzi to nie jest wybór, tylko przymus - po prostu
muszą wiedzieć, rozumieć, jaki jest wynik równania i co oznacza, co mówi o
świecie. Fizyka to nie tylko matematyka, to także pytanie o znaczenie. Paul
Ehrenfest był właśnie człowiekiem, który musiał rozumieć. Widział wokół siebie
świat, który nie był w stanie spełnić tych oczekiwań, który odchodził od nauki,
zwracając się ku nieracjonalności. Efekty tego zwrotu ukazało dojście nazistów
do władzy i II wojna światowa. Nastał czas nieludzkich sposobów rozumowania.
Sprawiały wrażenie przekonujących i nawet uwodzicielskich, ale służyły zupełnie
innym celom. Ehrenfest narzekał na to, co nazywał „matematyczną plagą” -
fetyszu matematyki dla samej matematyki. Jeśli żył kiedykolwiek człowiek, który
był ucieleśnieniem logiki, był to John von Neumann. Był jak Budda od logiki, to
dzięki niemu mamy dziś komputery. W ostatniej części książki piszę o pojedynku
dwóch graczy w go. Lee Sedol nie przypomina mędrca z obrazka; jest emocjonalny,
impulsywny, czasem dziecinny, ma też śmieszny, chłopięcy głos. Jest też
człowiekiem niezwykle kreatywnym, nikt nie grał tak jak on. Zależało mu na
pięknie gry. Można powiedzieć, że właśnie to sprawia, że ludzkość jest
wyjątkowa. Naprzeciw siebie ma to drugie stworzenie: system. Trudno pojąć, że
coś takiego jak AlphaGo czy AlphaZero w ogóle może istnieć. System, któremu
wystarczyło kilka godzin, by zdobyć mistrzostwo w tej grze, staje się
przepotężny. Była to wielka sensacja, która spowodowała napływ gigantycznych
pieniędzy na rozwój nowych technologii. Ten mecz przejdzie do historii jako
jeden z punktów zwrotnych historii.
Czy matematyka i fizyka od dawna pana interesują?
– Nauki ścisłe są jak egzorcyzmy, demitologizują różne
niezwykle trudne do zrozumienia zjawiska. Podążam śladem tych burzycieli mitów,
jakbym śledził zwierzę w lesie. Do nauki ścisłej dotarłem poprzez obsesję na
punkcie Boga, mistycyzmu, religijności, nicości. Zafascynowałem się chemią,
fizyką, matematyką i logiką. Dotarłem już do logiki i trochę się martwię, że po
niej nie ma już dokąd iść tym szlakiem. Teraz pracuję nad książką o logikach,
nie wiem, czym się zajmę, gdy skończę. Każda z tych opowieści dotyczy Boga,
diabła i logiki w jakiejś postaci. Wydaje mi się, że wciąż nie jesteśmy
całkowicie świadomi systemów kontroli, jakim podlegamy. Może to kapitalizm czy
inne polityczne systemy polityczne i ekonomiczne. Ale co jest pod nimi?
Operacje logiczne, równania. O tym rodzaju logiki piszę.
„Maniaka” pisał pan po angielsku. Jakim to było dla pana
doświadczeniem?
– Myślę w języku angielskim. Czytam w tym języku,
dorastałem, mówiąc po angielsku. To hiszpański wydaje mi się jakby obcy, choć
to mój pierwszy język – to bardzo dziwne. Ostatni rozdział „Straszliwej
zieleni” napisałem po angielsku. Także esej „The Stone of Madness”, który
jeszcze nie ukazał się w Polsce. Tak samo „Maniaka” i powieść, nad którą
obecnie pracuję. Język angielski daje mi rzeczy niemożliwe do napisania po
hiszpańsku bez popadania w irytujący nadmiar. Proza pisana po angielsku wydaje
mi się bardziej gęsta, konkretna, mogę w niej zmieścić więcej. Zmieniło to
sposób, w jaki piszę, ponieważ czuję, że mogę sięgać po dawne style,
przywoływać dokumenty sprzed wieków.
„Maniak”, finalistka Międzynarodowej Nagrody Lattes Grinzane
oraz Nagrody im. Tiziana Terzaniego, to czwarta książka chilijskiego pisarza,
autora także zbiorów krótkich form „La Antártica empieza aquí” i „Después de la
luz” oraz powieści „Straszliwa zieleń”, która była nominowana do Międzynarodowej
Nagrody Bookera oraz National Book Award. Bohaterami „Maniaka” są fizyk Paul
Ehrenfest, południowokoreański mistrz starochińskiej gry go Lee Sedol oraz John
von Neumann, pochodzący z Węgier genialny naukowiec, współautor projektu
„Manhattan” i twórca komputera o nazwie MANIAC. „Rewolucyjne urządzenie –
dzieło umysłu jednocześnie wizjonerskiego i cynicznego – nie tylko otworzyło
przed ludzkością nieograniczone możliwości, ale też doprowadziło ją na skraj
zagłady, uwalniając widmo wojny jądrowej” – czytamy w opisie wydawcy.