_-_transp.png)
W sali konferencyjnej Kongresu Polaków, gdzie czasami spotykają się pezetkaowcy z MK Czeski Cieszyn-Osiedle, zebrała się w środę po południu całkiem spora grupa słuchaczy. O podróży do Nowej Zelandii, najdalej od nas położonego kraju, opowiedzieli członkom Miejscowego Koła państwo Wanda i Leszek Palowscy.
Na położone na południowo-zachodnim Pacyfiku państwo wyspiarskie Palowscy wybrali się razem z córką w 2008 r. Jak powiedzieli w czasie prelekcji, najbardziej pociągały ich góry, ale zdążyli także sporo zwiedzić. Wylądowali w Auckland, największym mieście Nowej Zelandii. Zobaczyli Dunedin, miasto wybudowane w okresie gorączki złota w połowie XIX wieku. Pojechali też do Queenstown, znanego ośrodka górskiego. To właśnie niezbyt wysokie, ale niebezpieczne góry Nowej Zelandii były głównym celem ich ekspedycji.
W czasie trzytygodniowego urlopu odwiedzili zarówno Wyspę Południową z Alpami Południowymi i najwyższym szczytem – Górą Cooka, jak i Wyspę Północną, na której znajduje się pasmo górskie składające się z gór wulkanicznych.
– Na Nową Zelandię bardzo chętnie jeżdżą Czesi. Tutejsze góry określają jako niebezpieczne, chociaż nie są wysokie. Na górze jest śnieg, świeci słońce, cały czas cieknie woda, do tego wszędzie są rumowiska skalne. W dodatku prawie wszystko jest pod ochroną, nawet do lasu nie można wejść bez zezwolenia – opowiadała w czasie środowej prelekcji Wanda Palowska. – 30 procent powierzchni kraju to parki narodowe i rezerwaty. To świadczy, iż ludzie, którzy przybyli tam w XIX wieku, już cenili miejscową przyrodę i chcieli ją zachować dla potomnych – dodała, opowiadając o historii kraju, do którego pierwsi biali osadnicy dotarli dopiero 200 lat temu.