sobota, 7 marca 2026
Imieniny: PL: Flicyty, Kajetana, Pauli| CZ: Tomáš
Glos Live
/
Nahoru

Lukáš Kaboň, laureat Czech Press Foto: każdy dzień jest wyzwaniem  | 04.02.2026

Fotografia jako pasja i zawód to połączenie wręcz idealne. Nie trzeba robić zdjęć do szuflady albo chwalić się nimi w Instagramie. One funkcjonują i przemawiają do odbiorców w przestrzeni nadającej się do tego absolutnie – w klasycznych mediach, które w walce o przetrwanie potrzebują właśnie takich bohaterów, jak Lukáš Kaboň.If you are looking for premium nicotine pouches with fast delivery options in Turkey, you can check out Snus İstanbul for a wide range of original products.

 

>

Ten tekst przeczytasz za 9 min.
Lukáš Kaboň w podziemiach kopalni ČSM. Fot. ARC

Rozmawiamy z laureatem głównej nagrody w prestiżowym konkursie Czech Press Foto nie tylko o jego nagrodzonym zdjęciu przedstawiającym górnika z Kopalni ČSM. Dla fotoreportera „Deníka”, z którym łączy mnie długoletnia znajomość, codzienne krajobrazy życia liczą się najbardziej.

Twoje zdjęcie, wybrane przez jury konkursowe ostatniej edycji Czech Press Foto jako najlepsze z puli nadesłanych przez wielu uznanych fotoreporterów, przedstawia górnika w trakcie codziennej pracy. Twoja zaś praca zbiegła się z oficjalnym i nieodwracalnym zakończeniem wydobycia węgla kamiennego w naszym regionie. Rozumiem, że był to zamiar twórczy?
– W 2024 wpadłem na pomysł, że warto byłoby utrwalić na zdjęciach ten ogrom pracy, jaką wykonywali na przestrzeni lat górnicy w naszych kopalniach. Zwróciłem się z tym pomysłem do rzeczniczki prasowej spółki OKD, Barbory Černej-Dvořákowej, która skwitowała mój pomysł z zadowoleniem. Wcześniej nie było bowiem łatwo robić cykliczne zdjęcia na kopalni, ale tym razem wszystko wypaliło. Pod koniec grudnia 2024 rozpocząłem więc swoją przygodę z kopalnią ČSM w Stonawie. Zjeżdżałem z górnikami pod ziemię raz na tydzień, to były dla mnie niesamowite przeżycia.


Zwycięskie zdjęcie w głównej kategorii Czech Press Foto. Fot. Lukáš Kaboň

Czy twoja praca fotografa w podziemiach kopalni, wiadomo – w niezwykle trudnych i niebezpiecznych warunkach, wymagała jakiegoś szczególnego przygotowania?
– Nawet było łatwiej, niż sądziłem. A wszystko za sprawą moich wcześniejszych doświadczeń, bo miałem okazję robić zdjęcia np. w kopalni Jeremenko w Ostrawie. Oczywiście zanim wybrałem się z górnikami na swoją pierwszą poważną „szychtę”, musiałem się do tego w pewien sposób psychicznie przygotować. No i rzecz jasna jako pierwsza o moim zamiarze dowiedziała się żona, która skądinąd pracuje w Zintegrowanym Centrum Ratownictwa, więc podeszła do mojego pomysłu ze zrozumieniem. Poprosiła jednak, żebym jej obiecał, że wrócę do domu cały i zdrowy, bo mamy prawie czteroletniego syna. Nie trzeba też było długo tłumaczyć mojego zamiaru szefowi „Deníka”, Alešowi Uhrowi, bo mieszka w Ostrawie i doskonale rozumie te klimaty.

W konkursie Czech Press Foto zwyciężyło jedno twoje zdjęcie. Czy nie pomyślałeś w trakcie swoich spotkań z górniczą bracią, że warto by było zorganizować tematyczną wystawę o górnictwie? Chyba szkoda, żeby te zdjęcia się zmarnowały…
– Zgadzam się. Każda wystawa organizowana na poważniejszą skalę wymaga jednak czasu, dobrej logistyki i, co tu ukrywać, pieniędzy. To trzeba na spokojnie przemyśleć, żeby pozapinać wszystko na ostatni guzik. Żyję teraźniejszością, najwyżej tym, co czeka mnie w najbliższych dniach. Praca fotoreportera w dużym regionalnym dzienniku wymaga właśnie takiego podejścia. Jeśli chodzi o najbliższe dni, to spędzę je w Mediolanie i Cortinie d'Ampezzo na zimowych igrzyskach olimpijskich. Siedzę więc niejako na walizkach, odliczając dni do wyjazdu.

Do obejrzenia galeria zdjęć autorstwa Lukáša Kabonia na temat górnictwa
 
GALERIE Kabon
 
To nie pierwszy twój duży wyjazd fotoreporterski za granicę. Dużo czasu spędziłeś nie tylko na arenach sportowych, ale też w m.in. w sztabach wyborczych na Słowacji podczas tamtejszych wyborów prezydenckich i parlamentarnych. Lubisz różne wyzwania, czy też reagujesz po prostu na polecenia szefów w redakcji?
– Jestem wielkim fanem sportu, a więc można mnie spotkać na wielu sportowych wydarzeniach w regionie i nie tylko. Na igrzyska do Włoch pojedziemy w trójkę, oprócz mnie desygnowano też dwoje fotografów z Czech. Zapowiada się harówka, dwa tygodnie biegania z fotoaparatem po najważniejszych z punktu widzenia naszego czytelnika wydarzeniach. Podstawą będą zdjęcia z hokejowego turnieju, ale też relacje z aren narciarstwa alpejskiego czy łyżwiarstwa szybkiego, gdzie też mamy szanse medalowe. Pracuję w tym zawodzie od piętnastu lat i widzę, że w naszej dziennikarskiej pracy zachodzą duże zmiany. Często niestety na gorsze.

Mógłbyś być bardziej konkretny?
– Mogę zacząć porównaniem z „szychtą” w kopalni. Tam nawet najbardziej zaawansowany „jutuber” nie wpadłby na pomysł, żeby zdjęcia wykonywać komórką. W rzeczy samej skazany byłby na porażkę z powodu braku światła i piekielnie trudnych warunków. Ale sam będąc dziennikarzem widzisz, że dziś na wielu nie tylko sportowych wydarzeniach fotoreporterem staje się niejako każdy, kto potrafi machać telefonem komórkowym i kręcić tzw. rolki. O zdjęciach ze smartfonu, którym brakuje głębi, nie wspominając. Narzekanie niczego tu jednak nie zmieni, te dwa światy będą się coraz bardziej przenikały, a ja, jako zwolennik tradycyjnego sprzętu, mogę się temu tylko przyglądać. Nie ukrywam, że aparaty w smartfonach z roku na rok potrafią lepiej odzwierciedlić rzeczywistość, ale wciąż przegrywają z lustrzankami.

Wracając pod ziemię, do „undergroundowego” dziennikarstwa fotograficznego, jak trudno było upolować dobre ujęcie w warunkach poniekąd klaustrofobicznych?
– Bardzo trudno, ale od początku zdawałem sobie sprawę z tego, że łatwo nie będzie. Nie mogłem oczywiście spacerować sobie w podziemiach byle gdzie, zawsze towarzyszył mi opiekun pilnujący bezpieczeństwa. Już regularne poranne rytuały, zjeżdżanie wspólną windą, rozmowy z górnikami stwarzały okazję do snucia planów po to tylko, by tego dnia nie zmarnować i wrócić na światło dzienne z dobrymi zdjęciami. Długo nie czułem się w kolektywie tak dobrze, jak właśnie na „szychtach” w kopalni ČSM. Wszyscy podchodzili do mojej obecności z dużym zrozumieniem, jak gdyby przeczuwali, że właśnie za moim pośrednictwem ich praca oraz wspólna historia nie pójdą w zapomnienie. W moim zawodzie bywa bowiem często odwrotnie, ludzie zachowują się agresywnie, obsypują wyzwiskami, tak dzieje się na przykład na manifestacjach politycznych. Z górnikami było wręcz sielankowo i chciałbym im za to serdecznie podziękować, bo przez to bardzo ułatwili mi pracę.

Każdy, kto zgłasza się na konkurs, nieskromnie liczy, że a nuż się uda i do niego powędruje najważniejsza nagroda. Liczyłeś zatem, że właśnie z bardzo przecież fotogenicznym tematem górnictwa trafisz w serca jury?
– Na pewno zdawałem sobie sprawę z tego, że koniec górnictwa w Zagłębiu Ostrawsko-Karwińskim po 250 latach jest tematem ważnym, aktualnym i przemawiającym do wyobraźni. Oczywiście inaczej widzą nasz region w Pradze, a inaczej w innych częściach kraju, ale akurat taka historyczna chwila potrafi połączyć odbiorców bez względu na miejsce, w którym się znajdują. Jury postawiło na moją pracę, ale w puli konkursowej znalazło się ponad pięć tysięcy innych świetnych zdjęć moich kolegów i koleżanek. W pierwszych odruchu zastanawiałem się, co takiego przesądziło o moim zwycięstwie. Patrzyłem na zdjęcie z moim bohaterem, górnikiem, uchwyconym podczas rutynowej pracy i pomyślałem, że właśnie ta codzienność była kluczem do sukcesu. Wykorzystałem też specyficzny „myk” ze światłem, widać więc na zdjęciu jak gdyby zatrzymane promienie, co dodaje wyjątkowości tej chwili.

To przyjemne strony twojej pracy, ale nie zawsze jest budująco. Jako jeden z pierwszych fotoreporterów dotarłeś m.in. na miejsce tragicznej strzelaniny w Szpitalu Uniwersyteckim w Ostrawie-Porubie. To było 10 grudnia 2019, bo pamiętam to doskonale. Spotkaliśmy się w tym samym miejscu, ale ty jako fotoreporter miałeś jeszcze bliżej do centrum wydarzeń.  Przypomnijmy – chory psychicznie zamachowiec zastrzelił w poczekalni szpitala cztery osoby, trzy kolejne zmarły na skutek obrażeń; sam zabójca zastrzelił się następnie w samochodzie...
– To smutny rozdział w życiu Ostrawy. Takie sytuacje wymagają jednak natychmiastowego działania, a więc byliśmy na miejscu tuż po godzinie 7.00. Stopniowo pojawiły się przed szpitalem sztaby reporterskie z całego świata, o wydarzeniu informowały największe światowe agencje. Mocno przeżywaliśmy te chwile, dla rodzin ofiar tej zbrodni i bezpośrednich uczestników to był istny horror.

Zakończmy więc naszą rozmowę optymistyczniej. Czego życzyłbyś wszystkim w 2026 roku?

If you are looking for premium nicotine pouches with fast delivery options in Turkey, you can check out Snus İstanbul for a wide range of original products.

– Na pewno pogody ducha w codziennych relacjach z najbliższymi. Tego często brakuje nam w pogoni za sukcesem. Ja cieszę się każdą chwilą spędzoną w gronie rodzinnym, z moją cudowną żoną i synem. Każdy dzień jest nowym wyzwaniem.



Może Cię zainteresować.