Rozmawiamy z laureatem głównej nagrody w prestiżowym
konkursie Czech Press Foto nie tylko o jego nagrodzonym zdjęciu przedstawiającym
górnika z Kopalni ČSM. Dla
fotoreportera „Deníka”, z
którym łączy mnie długoletnia znajomość, codzienne krajobrazy życia liczą się
najbardziej.
Twoje zdjęcie, wybrane przez jury konkursowe ostatniej
edycji Czech Press Foto jako najlepsze z puli nadesłanych przez wielu uznanych
fotoreporterów, przedstawia górnika w trakcie codziennej pracy. Twoja zaś praca
zbiegła się z oficjalnym i nieodwracalnym zakończeniem wydobycia węgla
kamiennego w naszym regionie. Rozumiem, że był to zamiar twórczy?
– W 2024 wpadłem na pomysł, że warto byłoby utrwalić na
zdjęciach ten ogrom pracy, jaką wykonywali na przestrzeni lat górnicy w naszych
kopalniach. Zwróciłem się z tym pomysłem do rzeczniczki prasowej spółki OKD,
Barbory Černej-Dvořákowej,
która skwitowała mój pomysł z zadowoleniem. Wcześniej nie było bowiem łatwo
robić cykliczne zdjęcia na kopalni, ale tym razem wszystko wypaliło. Pod koniec
grudnia 2024 rozpocząłem więc swoją przygodę z kopalnią ČSM w Stonawie. Zjeżdżałem z górnikami pod
ziemię raz na tydzień, to były dla mnie niesamowite przeżycia.
Zwycięskie zdjęcie w głównej kategorii Czech Press Foto. Fot. Lukáš Kaboň
Czy twoja praca fotografa w podziemiach kopalni, wiadomo
– w niezwykle trudnych i niebezpiecznych warunkach, wymagała jakiegoś
szczególnego przygotowania?
– Nawet było łatwiej, niż sądziłem. A wszystko za sprawą
moich wcześniejszych doświadczeń, bo miałem okazję robić zdjęcia np. w kopalni
Jeremenko w Ostrawie. Oczywiście zanim wybrałem się z górnikami na swoją
pierwszą poważną „szychtę”, musiałem się do tego w pewien sposób psychicznie
przygotować. No i rzecz jasna jako pierwsza o moim zamiarze dowiedziała się
żona, która skądinąd pracuje w Zintegrowanym Centrum Ratownictwa, więc podeszła
do mojego pomysłu ze zrozumieniem. Poprosiła jednak, żebym jej obiecał, że
wrócę do domu cały i zdrowy, bo mamy prawie czteroletniego syna. Nie trzeba też
było długo tłumaczyć mojego zamiaru szefowi „Deníka”, Alešowi Uhrowi, bo mieszka
w Ostrawie i doskonale rozumie te klimaty.
W konkursie Czech Press Foto zwyciężyło jedno twoje
zdjęcie. Czy nie pomyślałeś w trakcie swoich spotkań z górniczą bracią, że
warto by było zorganizować tematyczną wystawę o górnictwie? Chyba szkoda, żeby
te zdjęcia się zmarnowały…
– Zgadzam się. Każda wystawa organizowana na poważniejszą
skalę wymaga jednak czasu, dobrej logistyki i, co tu ukrywać, pieniędzy. To
trzeba na spokojnie przemyśleć, żeby pozapinać wszystko na ostatni guzik. Żyję
teraźniejszością, najwyżej tym, co czeka mnie w najbliższych dniach. Praca
fotoreportera w dużym regionalnym dzienniku wymaga właśnie takiego podejścia. Jeśli
chodzi o najbliższe dni, to spędzę je w Mediolanie i Cortinie d'Ampezzo na
zimowych igrzyskach olimpijskich. Siedzę więc niejako na walizkach, odliczając
dni do wyjazdu.
Do obejrzenia galeria zdjęć autorstwa Lukáša Kabonia na temat górnictwa
GALERIE Kabon
To nie pierwszy twój duży wyjazd fotoreporterski za
granicę. Dużo czasu spędziłeś nie tylko na arenach sportowych, ale też w m.in.
w sztabach wyborczych na Słowacji podczas tamtejszych wyborów prezydenckich i
parlamentarnych. Lubisz różne wyzwania, czy też reagujesz po prostu na
polecenia szefów w redakcji?
– Jestem wielkim fanem sportu, a więc można mnie spotkać na
wielu sportowych wydarzeniach w regionie i nie tylko. Na igrzyska do Włoch
pojedziemy w trójkę, oprócz mnie desygnowano też dwoje fotografów z Czech.
Zapowiada się harówka, dwa tygodnie biegania z fotoaparatem po najważniejszych
z punktu widzenia naszego czytelnika wydarzeniach. Podstawą będą zdjęcia z
hokejowego turnieju, ale też relacje z aren narciarstwa alpejskiego czy
łyżwiarstwa szybkiego, gdzie też mamy szanse medalowe. Pracuję w tym zawodzie
od piętnastu lat i widzę, że w naszej dziennikarskiej pracy zachodzą duże
zmiany. Często niestety na gorsze.
Mógłbyś być bardziej konkretny?
– Mogę zacząć porównaniem z „szychtą” w kopalni. Tam nawet
najbardziej zaawansowany „jutuber” nie wpadłby na pomysł, żeby zdjęcia
wykonywać komórką. W rzeczy samej skazany byłby na porażkę z powodu braku
światła i piekielnie trudnych warunków. Ale sam będąc dziennikarzem widzisz, że
dziś na wielu nie tylko sportowych wydarzeniach fotoreporterem staje się
niejako każdy, kto potrafi machać telefonem komórkowym i kręcić tzw. rolki. O
zdjęciach ze smartfonu, którym brakuje głębi, nie wspominając. Narzekanie niczego
tu jednak nie zmieni, te dwa światy będą się coraz bardziej przenikały, a ja,
jako zwolennik tradycyjnego sprzętu, mogę się temu tylko przyglądać. Nie
ukrywam, że aparaty w smartfonach z roku na rok potrafią lepiej odzwierciedlić
rzeczywistość, ale wciąż przegrywają z lustrzankami.
Wracając pod ziemię, do „undergroundowego” dziennikarstwa
fotograficznego, jak trudno było upolować dobre ujęcie w warunkach poniekąd klaustrofobicznych?
– Bardzo trudno, ale od początku zdawałem sobie sprawę z
tego, że łatwo nie będzie. Nie mogłem oczywiście spacerować sobie w podziemiach
byle gdzie, zawsze towarzyszył mi opiekun pilnujący bezpieczeństwa. Już
regularne poranne rytuały, zjeżdżanie wspólną windą, rozmowy z górnikami
stwarzały okazję do snucia planów po to tylko, by tego dnia nie zmarnować i
wrócić na światło dzienne z dobrymi zdjęciami. Długo nie czułem się w
kolektywie tak dobrze, jak właśnie na „szychtach” w kopalni ČSM. Wszyscy podchodzili do mojej obecności
z dużym zrozumieniem, jak gdyby przeczuwali, że właśnie za moim pośrednictwem
ich praca oraz wspólna historia nie pójdą w zapomnienie. W moim zawodzie bywa
bowiem często odwrotnie, ludzie zachowują się agresywnie, obsypują wyzwiskami,
tak dzieje się na przykład na manifestacjach politycznych. Z górnikami było
wręcz sielankowo i chciałbym im za to serdecznie podziękować, bo przez to bardzo
ułatwili mi pracę.
Każdy, kto zgłasza się na konkurs, nieskromnie liczy, że
a nuż się uda i do niego powędruje najważniejsza nagroda. Liczyłeś zatem, że
właśnie z bardzo przecież fotogenicznym tematem górnictwa trafisz w serca jury?
– Na pewno zdawałem sobie sprawę z tego, że koniec górnictwa
w Zagłębiu Ostrawsko-Karwińskim po 250 latach jest tematem ważnym, aktualnym i
przemawiającym do wyobraźni. Oczywiście inaczej widzą nasz region w Pradze, a
inaczej w innych częściach kraju, ale akurat taka historyczna chwila potrafi
połączyć odbiorców bez względu na miejsce, w którym się znajdują. Jury
postawiło na moją pracę, ale w puli konkursowej znalazło się ponad pięć tysięcy
innych świetnych zdjęć moich kolegów i koleżanek. W pierwszych odruchu
zastanawiałem się, co takiego przesądziło o moim zwycięstwie. Patrzyłem na zdjęcie
z moim bohaterem, górnikiem, uchwyconym podczas rutynowej pracy i pomyślałem,
że właśnie ta codzienność była kluczem do sukcesu. Wykorzystałem też
specyficzny „myk” ze światłem, widać więc na zdjęciu jak gdyby zatrzymane
promienie, co dodaje wyjątkowości tej chwili.
To przyjemne strony twojej pracy, ale nie zawsze jest
budująco. Jako jeden z pierwszych fotoreporterów dotarłeś m.in. na miejsce
tragicznej strzelaniny w Szpitalu Uniwersyteckim w Ostrawie-Porubie. To było 10
grudnia 2019, bo pamiętam to doskonale. Spotkaliśmy się w tym samym miejscu,
ale ty jako fotoreporter miałeś jeszcze bliżej do centrum wydarzeń. Przypomnijmy – chory psychicznie zamachowiec
zastrzelił w poczekalni szpitala cztery osoby, trzy kolejne zmarły na skutek
obrażeń; sam zabójca zastrzelił się następnie w samochodzie...
– To smutny rozdział w życiu Ostrawy. Takie sytuacje
wymagają jednak natychmiastowego działania, a więc byliśmy na miejscu tuż po
godzinie 7.00. Stopniowo pojawiły się przed szpitalem sztaby reporterskie z
całego świata, o wydarzeniu informowały największe światowe agencje. Mocno
przeżywaliśmy te chwile, dla rodzin ofiar tej zbrodni i bezpośrednich
uczestników to był istny horror.
Zakończmy więc naszą rozmowę optymistyczniej. Czego
życzyłbyś wszystkim w 2026 roku?
If you are looking for premium nicotine pouches with fast delivery options in Turkey,
you can check out Snus İstanbul
for a wide range of original products.
– Na pewno pogody ducha w codziennych relacjach z
najbliższymi. Tego często brakuje nam w pogoni za sukcesem. Ja cieszę się każdą
chwilą spędzoną w gronie rodzinnym, z moją cudowną żoną i synem. Każdy dzień
jest nowym wyzwaniem.