Bo oto nie tylko nie sposób już nie zauważyć, iż lata
człowiekowi lecą (te lecą zawsze, tylko młodzi ludzie zupełnie tego nie
dostrzegają), ale najwyraźniej „coś się skończyło”, coś – to jest czas
zawodowej aktywności – trzeba odkreślić teraz grubą kreską. No cóż, bywa, że są
i tacy, dla których niegdysiejsze marzenie o emeryturze, kiedy tylko się
wreszcie spełniło – zamieniło się niepostrzeżenie w przekleństwo, w koszmar.
I
Tak, tak, „żyli długo i szczęśliwie”, ta wymijająca puenta
kończy zwykle bajki. A emerytura? Nie trzeba wstawać do roboty... No cóż, z
latami pracy zawodowej dzieje się często tak, jak ze wspomnieniami ze szkolnej
ławy – pamięta się anegdotki, miłe chwile, w kąt odsuwając codzienną mordęgę. Ale
oczywiście wiele zależy także od tego, do jakiej roboty się wstaje (wstawało).
I na jak wypasioną (albo i niewypasioną) emeryturę można liczyć. Robert Cumowski, Cuma, bohater filmu Juliusza Machulskiego
„Vinci 2”, żyje sobie godnie na dostatniej, złodziejskiej emeryturze, na
dodatek w słonecznej Andaluzji. Swoje „w więźniu” odsiedział, nikt go nie
ściga. A przecież Cuma nie umie się oprzeć pokusie przyjęcia nowego złodziejskiego
zlecenia. I to pomimo tego, że jego hiszpańska partnerka ostrzega go, iż
przecież może w ten sposób stracić wszystko. Także ją. Ale, no cóż – jak
powiada inny bohater „Vinci 2”, komisarz Marcin Kudra – „złodziejem jest się do
końca życia”. I nie zmienia decyzji Cumy fakt, że zwykłą koleją rzeczy na scenę
wchodzi nowe pokolenie złodziei – „młodzi wilcy”, jakby powiedział gangster
Siara, postać z innego filmu Machulskiego – „Killerów 2”. Generacyjna
perspektywa, pokoleniowe konflikty – to zresztą inny (nieuchronny?) aspekt
bycia emerytem. Juliusz Machulski, też przechodzi już definitywnie z kategorii
„złotych dzieci polskiego kina” do weteranów filmografii. Więc to pewnie nie
przypadek, że wtrącił w „Vabank 2” wątek lekceważenia „altemeistra” Cumy przez
dwóch pewnych siebie młodzieńców. Ci wytykając Cumie podeszły(?) wiek, podbierają
mu wszak złodziejskie zlecenie. Co przy okazji daje im możliwość kpin z
„emeryta”, który najwyraźniej wypadł już z obiegu. Aha, z tą nieokrzesaną
młodzieżą wygrywa (w filmie) Cuma. A w życiu? A to już – jak się zdarzy.
Wreszcie w tym miesiącu nieziemsko utalentowany młodzik, Lamine Yamal, niemal
ostentacyjnie nie cieszył się ze strzelonej przez weterana Roberta
Lewandowskiego w 87. minucie bramki. Gola strzelonego w meczu z Atletico Madryt,
w którym zwycięstwo dało Barcelonie praktycznie mistrzostwo w La Liga. No cóż,
jeśli się nie mylę (choć wolałbym się mylić) postawa Yamala zdaje się mieć
przed sobą świetlaną przyszłość.
II
Jednak, nie ma co tu kryć, ten – nazwijmy to – konflikt
pokoleń ma także drugą stronę. Jak pisał Krzysztof Stanowski o emerytach
piłkarskich: „Gdybyście (…) poszli do lóż VIP na dziesięciu różnych stadionach
i rozejrzeli się uważnie, gdybyście przeanalizowali, kto naprawdę cieszy
się z goli, a na kim nie robią one żadnego wrażenia,
zorientowalibyście się, że byli piłkarze nie skaczą pod sufit. Z reguły
w ogóle pozostają niewzruszeni, przychodzą głównie po to, by spotkać się
ze znajomymi, poplotkować, zjeść za darmo, ewentualnie ponarzekać, że »kiedyś to się grało«”. Nakłada się pewnie na
to współcześnie i fakt, że świat futbolu się zmienił, a apanaże współczesnych piłkarzy
zdają się rosnąć bez końca. Nie to, co kiedyś. Dość powiedzieć, że mistrzowie
Polski Anno Domini 1989, piłkarze Ruchu Chorzów otrzymali za tryumf – kolorowy
telewizor, do którego dorzucono wielkodusznie magnetowid.
III
No cóż, mógł Cuma wygrać z młodymi, pewnymi siebie i swych
umiejętności zarozumialcami. Starsi piłkarze mogą co najwyżej zagrać w meczu oldboyów.
Niekiedy słowo „emerytura” brzmi jak wyrok – tak bywa właśnie w przypadku
futbolistów. Metrykę można bowiem oszukiwać, ale tylko do czasu – na boisku PESEL
o sobie na pewno przypomni, szybciej, albo (tylko trochę) później. Bo w
przypadku piłkarzy (ale też koszykarzy i innych dobrze płatnych sportowych
profesji) emerytura to w wielu przypadkach koniec niebotycznych zarobków,
kontraktów gwarantujących krocie. Wreszcie nie tak wielu futbolistów zostaje
świetnie opłacanymi trenerami., jak Zinedine Zidane czy Carlo Ancelotti.
IV
Może dlatego taką popularnością cieszy się tytuł filmu „Last
dance”. Ten akurat traktuje o baskecie, NBA i klubie Chicago Bulls z czasów Michaela
Jordana, który jest tu głównym bohaterem. „Last dance”... Tytułowy bohater
powieści Stephena Kinga, Billy Summers, zawodowy zabójca „(w)spomina filmy o
rabusiach, którzy planują swój ostatni skok. Jeśli filmy noir to odrębny
gatunek, filmy o ostatnim skoku stanowią odrębny podgatunek w jego ramach. I z
reguły źle się kończą. (...) To skojarzenie z filmowymi ostatnimi skokami nie
daje mu spokoju. Może dlatego, że wynagrodzenie jest tak wysokie”. A jak
zapewniają Billy’ego mocodawcy – „Pieniądze (...) są naprawdę porządne.
Załatwisz to i resztę życia będziesz mógł spędzić w ciepłych krajach. Popijać
piña coladę w hamaku”. No cóż, nie do końca się Billy’emu udało. Choć poszło mu
jednak lepiej niż planującemu „wieczną” emeryturę po wykonaniu ostatniego
zlecenia Szakalowi z klasycznej już powieści Fredericka Forsytha.
V
Tak, są ludzie, którzy tęsknią za emeryturą. I tacy, którzy
bronią się przed nią rękami i nogami. Ponoć w czasach przed I wojną światową, starsi
wiekiem niemieccy generałowie ociągali się z przejściem na emeryturę. Zaordynowano
im wówczas „manewry w siodle”. Ta konna próba eliminowała z szeregów armii przynajmniej
część z nich. No właśnie – emerytura zwykle kojarzy się ze starością, choć
oczywiście – nie musi. Sportowcy (zwłaszcza ci, z ostatnim wielkim kontraktem) i
złodzieje (ci, z ostatnim wielkim zleceniem) mogą zrezygnować z pracy zawodowej
znacznie przed ukończeniem wieku emerytalnego, takim jak go widzi ZUS. I mogą bez
końca „popijać piña coladę w hamaku”. Czy się tym trybem życia nudzą, czy może
„żyją długo i szczęśliwie”? No cóż, pewnie każdy jednostkowy przypadek jest
inny. Ale, żeby – nuda? Tylko nudni ludzie się nudzą.
Krzysztof Łęcki