Wilhelm Przeczek: poezja, szachy i Marek Grechuta | 10.04.2026
Wieczór pełen wspomnień o Wilhelmie Przeczku, przeplatany jego wierszami zorganizował w czwartek 9 kwietnia Klub Propozycji im. Karola Polaka w Czeskim Cieszynie. W barwną podróż ukazującą postać tego nietuzinkowego nauczyciela, poety, pisarza i organizatora życia kulturalnego na Zaolziu zabrali uczestników spotkania dr Jana Raclavská z Uniwersytetu Ostrawskiego, Lucyna Przeczek-Waszkowa, córka poety oraz Karol Suszka, aktor i były dyrektor Sceny Polskiej Teatru Cieszyńskiego.
Ten tekst przeczytasz za 4 min. 30 s
Spotkanie w „Dziupli” było okazją do bliższego poznania poety i jego twórczości. Od lewej: Lucyna Przeczek-Waszkowa, Karol Suszka i Jana Raclavská. Fot. Łukasz Klimaniec
Spotkanie Klubu Propozycji w czeskocieszyńskiej „Dziupli” przyciągnęło sporo osób – tych, którzy znali osobiście Wilhelma Przeczka, jak i tych, dla których temat spotkania był okazją do bliższego poznania poety i jego twórczości. Można było zanurzyć się w niej słuchając wierszy Wilhelma Przeczka, które czytał Karol Suszka (zabrzmiały m.in. „Etiuda karwińska”, „Kozubowa”, „Kości pradziadów”, „Karwiński rynek”). Całości dopełniały rekwizyty – maszyna do pisania, tomiki wierszy oraz prezentowane na ekranie znane i mniej znane zdjęcia Wilhelma Przeczka.
– Nieczęsto spotykam ludzi, którzy na pierwszy rzut oka wydają się niepozorni, skryci, cisi, a zawierają w sobie bardzo wiele głębokich myśli i są – tym właściwym słowem jest – artystami. Takim był Wilhelm Przeczek – stwierdziła dr Jana Raclavská przyznając, że tylko raz miała możliwość porozmawiać z poetą. Do dziś nosi w sobie wrażenie, jakie odniosła po tym spotkaniu, że był on nieco zamknięty i milczący.

Wydarzenie przyciągnęło tych, którzy znali osobiście Wilhelma Przeczka, jak i tych, dla których temat był okazją do bliższego
poznania poety i jego twórczości. Fot. Łukasz Klimaniec
– Dlaczego był w sobie zamknięty? Bo był pisarzem, który przez długi okres czasu pisał do szuflady – odpowiedziała na to spostrzeżenie Lucyna Przeczek-Waszkowa, córka pisarza. – Miał zakaz publikowania zarówno na terenie ówczesnej Czechosłowacji, jak i Polski. Czyli wszystkie wiersze, które tworzył, pisał ze świadomością, że nie może ich opublikować. I to był faktycznie bardzo trudny okres dla niego – wyznała.
Przypomniała, że jej ojciec podobnie jak Władysław Sikora i Łada Krumniklowa stracili pracę za publikowanie wierszy przeciwnych w swojej wymowie agresji wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację.
W opowieści o Wilhelmie Przeczku prowadzonej w płynny i wciągający sposób przez Janę Raclavską, córka poety m.in. przybliżyła dzieciństwo swojego ojca wskazując, że wszystko rozpoczęło się w Karwinie, gdzie ojciec przyszłego twórcy był górnikiem, podobnie jak dwaj bracia Wilhelma, który postanowił złamać rodzinną tradycję i zostać nauczycielem.
– Wspomnienia z dzieciństwa zawsze kojarzą się z Karwiną i jest to częsty temat u Przeczka – zauważyła Jana Raclavská. Dowodem był przeczytany przez Karola Suszkę wiersz „Karwina”, w którym można zauważyć typową dla poety zabawę słowną („Z jakich win spowiada mnie kara? Kar winy”). – Odkrywanie ukrytych sensów czy odkrywanie nowych sensów towarzyszy Przeczkowi od samego początku do końca jego twórczości – zauważyła Jana Raclavská.
Wilhelm Przeczek, urodził się 7 kwietnia 1936 r. w Karwinie. Zmarł 10 lipca 2006 r. w Trzyńcu. Fot. Łukasz Klimaniec
Lucyna Przeczek-Waszkowa dzieląc się wspomnieniami o ojcu przyznała, że niezwykle interesował go teatr amatorski. Gdy tylko skończył szkołę pedagogiczną w Orłowej, zaraz w pierwszym miejscu pracy założył mały teatrzyk z prawdziwego zdarzenia.
– Gdziekolwiek potem uczył – czy w Bystrzycy, czy w Jabłonkowie, wszędzie zakładał grupy, które grały różne przedstawienia – od „Moralności pani Dulskiej” po wszystkie inne. I starał się w to wciągnąć ludzi. To był faktycznie społecznik całą duszą. Wraz z bratem nie widywaliśmy za bardzo ojca w domu, bo jak nie było jakiegoś zebrania, to było sympozjum albo wyjazd, albo jakieś inne spotkanie. Bardzo dużo energii poświęcał społecznej działalności, która zajmowała mu dużo czasu – zaznaczyła córka poety.
Ale gdy Wilhelm Przeczek miał już możliwość bycia w domu, to uwielbiał grać w szachy, przy których wraz z synem spędzał wiele godzin.
– Razem z mamą nie mogłyśmy się doczekać, kiedy oni skończą te swoje partie – uśmiechała się Lucyna Przeczek-Waszkowa. Wyznała także, że od rana budził ją w domu stukot palców ojca o klawiaturę maszyny do pisania, otwarte szeroko okno i dym z papierosów. A kiedy milkła maszyna do pisania, wówczas w domu rozlegała się muzyka i głos Marka Grechuty.
Do tematu wrócimy w papierowym wydaniu „Głosu”.
GALERIE Wilhelm Przeczek