Colours of Ostrava: A po burzy przyszedł Moby | 18.07.2026
Peleryny poszły w ruch i były nieodłączną częścią krajobrazu
piątkowych Coloursów w Ostrawie. Najważniejszy koncert wczorajszej ramówki festiwalu odbył
się już jednak bez kropli deszczu, za to z potężną porcją pozytywnej energii.
Moby w piątkową noc zaczarował swoją magiczną muzyką 50-tysięczną publiczność.
Ten tekst przeczytasz za 3 min.
Moby i jego muzyczne czary. Fot. Zdenko Hanout/Colours of Ostrava
Dane dotyczące liczby osób wsłuchanych w hipnotyzujące rytmy
jednego z najwybitniejszych artystów muzyki tanecznej i popowej nie wyssaliśmy
z palca. Liczbę 50 tysięcy wrzucił do przestrzeni sam Moby, zafascynowany tuż
przed godz. 24.00 atmosferą pod główną sceną Česká Spořitelna Stage. A jeśli mówi to artysta, który w swojej
40-letniej karierze zagrał na największych stadionach świata i współpracował z
takimi sławami, jak David Bowie czy Michael Jackson, to coś w tym jest. Jednak
nie liczby, a emocje były wczoraj najważniejsze. Moby zagrał w Republice
Czeskiej po długich 17 latach, dlatego też cały koncert potraktował jako
przekrój swojej twórczości, wydziobując do set-listy najważniejsze utwory w
swojej karierze.
Moby pokazał się też ze strony rockowej. Jako bardzo dobry gitarzysta. Fot. Zdenko Hanout/Colours of Ostrava
Nie zabrakło takich klasyków, jak „Why Does My Heart Feel So
Bad”, „Extreme Ways” czy „Porcelain”. Cały koncert został ubrany w efektowne
szaty wizualne, a także przekaz podprogowy – Moby będący zagorzałym i
konsekwentnym weganem w utworze „Why Does My Heart Feel So Bad” wykorzystał
wideo-projekcję ze świata zwierząt hodowlanych, zaś przy okazji kilku innych
piosenek nie omieszkał zaprezentować swoich poglądów polityczno-społecznych.
Wszystko jednak bez nachalności, z prawdziwą klasą jednego z największych
wizjonerów współczesnej muzyki.
Transowa atmosfera w pelerynach. Fot. Colours of Ostrava
Zanim deszczowo-burzowa pogoda znad kominów wspomnień o
przemysłowej Ostrawie przesunęła się w kierunku Polski, na festiwalowych
scenach zrobiło się nieco nerwowo. Organizatorzy zmuszeni byli z powodu burzy przerwać,
a następnie odwołać niektóre występy, najważniejsi artyści piątkowego programu
zagrali jednak bez zgrzytów.
Tuż przed godz. 20.00 na głównej
płycie Coloursów rozbrzmiewał jazz Ibrahima Maaloufa, uznanego francusko-libańskiego
trębacza, dla którego nie był to pierwszy przyjazd do Ostrawy. Tym razem jednak
Maalouf zabrał ze sobą młodą ekipę współpracowników, a z głównej sceny
zaserwował słuchaczom mieszankę free jazzu i muzyki bałkańskiej. Tuż obok kolejny znakomity koncert dała praska grupa rockowa Tata Bojs, która do Ostrawy przyjeżdża często i wciąż potrafi pozytywnie zaskoczyć.
Wyśmienity koncert praskiej grupy Tata Bojs. Fot. Colours of Ostrava
W sobotę, w ostatnim dniu Coloursów, „Głos” poleca trzy koncerty
– zaplanowany na godz. 19.30 na T-Mobile Stage występ słowackiej formacji poprockowej
IMT Smile (która w przeszłości zagrała m.in. na festiwalu Zlot w Bystrzycy, a
na Słowacji cieszy się ogromną popularnością), rozpoczynający się o 20.30 set
gwiazdy współczesnego popu, nowozelandzkiej wokalistki Lorde oraz zamykający
tegoroczny Colours of Ostrava koncert amerykańskiego piosenkarza Teddy’ego
Swimsa (23.15).