czwartek, 23 lipca 2026
Imieniny: PL: Sławy, Sławosza, Żelisławy| CZ: Libor
Glos Live
/
Nahoru

Colours of Ostrava: A po burzy przyszedł Moby  | 18.07.2026

Peleryny poszły w ruch i były nieodłączną częścią krajobrazu piątkowych Coloursów w Ostrawie. Najważniejszy koncert wczorajszej ramówki festiwalu odbył się już jednak bez kropli deszczu, za to z potężną porcją pozytywnej energii. Moby w piątkową noc zaczarował swoją magiczną muzyką 50-tysięczną publiczność.

Ten tekst przeczytasz za 3 min.
Moby i jego muzyczne czary. Fot. Zdenko Hanout/Colours of Ostrava

Dane dotyczące liczby osób wsłuchanych w hipnotyzujące rytmy jednego z najwybitniejszych artystów muzyki tanecznej i popowej nie wyssaliśmy z palca. Liczbę 50 tysięcy wrzucił do przestrzeni sam Moby, zafascynowany tuż przed godz. 24.00 atmosferą pod główną sceną Česká Spořitelna Stage. A jeśli mówi to artysta, który w swojej 40-letniej karierze zagrał na największych stadionach świata i współpracował z takimi sławami, jak David Bowie czy Michael Jackson, to coś w tym jest. Jednak nie liczby, a emocje były wczoraj najważniejsze. Moby zagrał w Republice Czeskiej po długich 17 latach, dlatego też cały koncert potraktował jako przekrój swojej twórczości, wydziobując do set-listy najważniejsze utwory w swojej karierze.

Moby pokazał się też ze strony rockowej. Jako bardzo dobry gitarzysta. Fot. Zdenko Hanout/Colours of Ostrava

Nie zabrakło takich klasyków, jak „Why Does My Heart Feel So Bad”, „Extreme Ways” czy „Porcelain”. Cały koncert został ubrany w efektowne szaty wizualne, a także przekaz podprogowy – Moby będący zagorzałym i konsekwentnym weganem w utworze „Why Does My Heart Feel So Bad” wykorzystał wideo-projekcję ze świata zwierząt hodowlanych, zaś przy okazji kilku innych piosenek nie omieszkał zaprezentować swoich poglądów polityczno-społecznych. Wszystko jednak bez nachalności, z prawdziwą klasą jednego z największych wizjonerów współczesnej muzyki.

Transowa atmosfera w pelerynach. Fot. Colours of Ostrava

Zanim deszczowo-burzowa pogoda znad kominów wspomnień o przemysłowej Ostrawie przesunęła się w kierunku Polski, na festiwalowych scenach zrobiło się nieco nerwowo. Organizatorzy zmuszeni byli z powodu burzy przerwać, a następnie odwołać niektóre występy, najważniejsi artyści piątkowego programu zagrali jednak bez zgrzytów.

Tuż przed godz. 20.00 na głównej płycie Coloursów rozbrzmiewał jazz Ibrahima Maaloufa, uznanego francusko-libańskiego trębacza, dla którego nie był to pierwszy przyjazd do Ostrawy. Tym razem jednak Maalouf zabrał ze sobą młodą ekipę współpracowników, a z głównej sceny zaserwował słuchaczom mieszankę free jazzu i muzyki bałkańskiej. Tuż obok kolejny znakomity koncert dała praska grupa rockowa Tata Bojs, która do Ostrawy przyjeżdża często i wciąż potrafi pozytywnie zaskoczyć. 

Wyśmienity koncert praskiej grupy Tata Bojs. Fot. Colours of Ostrava

W sobotę, w ostatnim dniu Coloursów, „Głos” poleca trzy koncerty – zaplanowany na godz. 19.30 na T-Mobile Stage występ słowackiej formacji poprockowej IMT Smile (która w przeszłości zagrała m.in. na festiwalu Zlot w Bystrzycy, a na Słowacji cieszy się ogromną popularnością), rozpoczynający się o 20.30 set gwiazdy współczesnego popu, nowozelandzkiej wokalistki Lorde oraz zamykający tegoroczny Colours of Ostrava koncert amerykańskiego piosenkarza Teddy’ego Swimsa (23.15). 



Może Cię zainteresować.