czwartek, 18 kwietnia 2024
Imieniny: PL: Apoloniusza, Bogusławy, Gościsławy| CZ: Valérie
Glos Live
/
Nahoru

Chesterton z Titanica | 21.05.2019

Sam mienił się największym gentlemanem na świecie – wnioskował to z tego, że kiedy ustępował w pociągu miejsca, to od razu dwom paniom… Gilbert Keith Chesterton, wybitny pisarz, eseista, myśliciel ironista – a także autoiroinista. 

Ten tekst przeczytasz za 6 min.
Fot. ARC
 
Właśnie na księgarskie lady trafiło opasłe tomiszcze, w którym pomieszczono wszystkie „przygody księdza Browna”, księdza-detektywa, bohatera licznych opowiadań Chestertona. Czytywałem je kiedyś – teraz nadarza się okazja do powtórnej, całościowej – by tak rzec – lektury. To także dobry czas, by przypomnieć postać i dzieło ważnego dla mnie pisarza, którego pióro miało pomóc (i pomagało) w zrozumieniu rzeczywistości.
 
I
Zewsząd atakują nas prognozy wieszczące kryzys, zmierzch, czy nawet po prostu śmierć „świata jaki znamy’. Taki zresztą właśnie tytuł, „Koniec świata jaki znamy”, nosi praca jednego z najbardziej wpływowych współczesnych socjologów – Immanuela Wallersteina. Inna sprawa – mamy dzisiaj do czynienia z wyraźną nadprodukcją proroctw. Chesterton w powieści „Napoleon z Notting Hill” pisał już o tym dawno temu. Oto przy stale rosnącej ilości proroctw zaczyna być rzeczą trudną uniknięcie rysowanych przez któryś z proroczych scenariuszy. Jest ich tak wiele, że zawsze znajdzie się ktoś, kto rzec może – a nie mówiłem, że tak będzie! Wykpiwa przy tym Chesterton przewidywanie przyszłości, oparte na typowym dla prognostów XX stulecia schemacie – oto „obierali sobie jeden z popularnych prądów współczesnych, który rozszerzali i przedłużali jak tylko pozwalała im na to wyobraźnia”. I – dodajmy – często dochodzili do oczywistych absurdów. Leszek Kołakowski przedstawia to zagadnienie bardziej ogólnie i uczenie: „najbardziej zawodna metoda polega na nieograniczonej ekstrapolacji krzywych, które się rysować zaczęły, jako że każda krzywa załamuje się tak czy owak, w nieprzewidywalny sposób, w jakimś punkcie – i dotyczy to wszystkich dziedzin życia”. Jaka była diagnoza współczesności postawiona przez Chestertona? Pisał: „Upadek każdej wielkiej cywilizacji zaczyna się od tego, że zapomina ona o prawdach oczywistych”. Prawdy oczywiste trzeba przypominać. Zwłaszcza w czasach zamętu, takich właśnie jak nasze.
 


II
Dla Chestertona tragedia „Titanica” była czymś współczesnym, nie filmem z Leonardo di Caprio. „Katastrofa »Titanica« jest zbyt przerażająca, by na jej kanwie tworzyć wydumane analogie” – czytamy w napisanej przez niego „Obronie człowieka”. Ale przed jedną z analogii – podobieństwem „Titanica” z ówczesnym społeczeństwem Chesterton nie ucieka, uważa ją po prostu za „fakt, chociaż być może tak pokaźny i jaskrawy, że wzrok z trudem go ogarnia”. I pisze Chesterton – „Cała nasza dzisiejsza cywilizacja jest niczym »Titanic«. Przypomina »Titanica« w swojej potędze i bezsile, w swoim niezatapialnym bezpieczeństwie i rzeczywistej kruchości”. I dalej czytamy, że „rozległy i skomplikowany system zabezpieczeń wywoływał u załogi raczej gnuśność niż zapobiegliwość”. Choć przecież nie zachowano na „Titanicu”; „rozsądnych proporcji pomiędzy tym, co miało służyć przepychowi i beztrosce, a tym, co miało ochraniać w potrzebie i desperacji. O wiele za dużo środków przeznaczono na luksusy, o wiele za mało na wypadek katastrofy – zupełnie jak we współczesnym państwie” – pisze Chesterton. Tak, był autor „Obrony człowieka” uważnym obserwatorem i wnikliwym analitykiem nowoczesnego świata, który go i otaczał, i osaczał. Dostrzegał w nim objawy zwyrodnienia, które jeśli my dzisiaj dostrzegamy wyraźniej, to tylko dlatego, że zwyrodnienia te zaczynają przybierać inne wymiary. Dzisiaj zwyrodnienia nowoczesności, która niepostrzeżenie przeszła w ponowoczesność z jej naczelnym hasłem „jestem człowiekiem i nic co nieludzkie nie jest mi obce” doprawdy wydają się czasem monstrualne.

 

 

III
Słynne były polemiki Chestertona z Bernardem Shaw. Pisał: „Większość ludzi albo powiada, że się zgadza z Bernardem Shaw, albo że go nie rozumie. Ja jestem tym jedynym, który go rozumie, ale się z nim nie zgadza”. A warto było się nie zgadzać, bo jak dodaje Chesterton gdzie indziej – „Koniecznym warunkiem jest tak bardzo się z nim nie zgadzać, jak ja się nie zgadzam, by go podziwiać jak ja go podziwiam; i to że mam w nim przeciwnika, napawa mnie jeszcze większa dumą, niż nasza przyjaźń”. Tak, dobrze jest mieć z kim rozmawiać, a także – z kim się spierać. I wreszcie – o co się spierać. Dla mnie Chesterton pozostawałby pisarzem ważnym nawet wtedy, gdyby napisał jedną tylko książkę: „Człowieka, który był Czwartkiem”. Przeczytałem ją przed wielu, wielu laty, a zachwyciła mnie swoją niezwykłą, zgęszczoną atmosferą świata zawieszonego pomiędzy absurdem, szaleństwem i metodą. Franz Kafka, gdyby sięgnął po formę powieści sensacyjnej, napisać mógłby właśnie „Człowieka, który był Czwartkiem”. Trudno mi o lepszy komplement. Dzisiaj szaleństwo i metoda przyjmują inne postaci. W „Heretykach” Chesterton przypomina, że o niegdysiejsi heretycy wcale nie chcieli się uważać za heretyków. Przeciwnie – uważali się za jedynych prawdziwych wyrazicieli ortodoksji. Heretykiem zresztą niespecjalnie można było określić się samemu. To Kościół określał poglądy jako heretyckie. Heretykiem nazywano tego, kto się przy swoich poglądach, już po odrzuceniu ich przez Kościół, upierał. Teraz czasy się zmieniły i bycie heretykiem stało się czymś modnym; podkreślenie własnej heretyckości staje się jednym z elementów niepowtarzalnej pono indywidualności, ekspresji wyjątkowej osobowości. Ta zmiana stosunku do herezji, to, w wielu przypadkach, niemalże ubóstwienie herezji, w jej wielorakich wcieleniach, stanowi jeden z bardziej niepokojących znaków naszych czasów. Herezja niegdyś wiązała się z osobistym dramatem, konfliktem sumienia. Współczesnego, zadowolonego z siebie „niby-heretyka” nie łączy z dramatem herezji nic zupełnie.





Może Cię zainteresować.