_-_transp.png)
W modzie jest pozytywne myślenie, pozytywne nastawienie do ludzi i świata. „Myśl pozytywnie!”, „Bądź pozytywny!” to hasła, które można przeczytać w najróżniejszych poradnikach psychologicznych i nie tylko. Jednak koronawirus mocno namieszał w znaczeniu zwrotu „być pozytywnym”. Teraz pozytywnego trzeba unikać, pozytywnego należy odizolować od innych, aby ich nie zaraził swoją „pozytywnością”.
W terminologii lekarskiej pozytywny wynik badań czy testów od dawna oznacza, że u pacjenta wykryto jakąś infekcję lub inną chorobę, na przykład nowotwór. Ale dopiero pandemia koronawirusa spowodowała, że cały czas mówi się o pozytywnych i negatywnych i, co gorsza, ci pierwsi bywają piętnowani, jakby co najmniej przez własną nieodpowiedzialność zarazili się chorobą weneryczną.
Podczas rozmów na Skypie z kolegą, który jest w kwarantannie, ponieważ nieświadomie spotkał się z zarażoną osobą, żegnamy go nieco przewrotnym „Bądź negatywny!”, życząc mu, aby jego powtórny test, podobnie jak pierwszy, miał negatywny wynik.
Z drugiej strony są osoby, które – o ile trafią już na kwarantannę – po cichu liczą na to, że będą pozytywne – skoro i tak są uwięzione w domu, wolałyby już odchorować COVID-19 i „mieć spokój”. Coraz częściej słychać też opinie: – Lepiej teraz zachorować niż zimą, kiedy grypa może skomplikować przebieg choroby.
Stara prawda głosi, że choroba nie wybiera i dopada człowieka wtedy, kiedy ten najmniej się tego spodziewa. Może się zdarzyć, że zamiast choroby, której panicznie się boimy, przyjdzie inna, o której w ogóle nie pomyśleliśmy. Mam nadzieję, że najpóźniej za rok wróci równowaga i koronawirus przestanie być chorobowym celebrytą, który gości na pierwszych stronach gazet i w telewizyjnych newsach, podczas gdy inne, często bardziej groźne choroby, dalej po cichu, niezauważane, zabijają tysiące osób w całym kraju.