_-_transp.png)
Wczoraj w kalendarzu pojawiła się data 12 czerwca 2020 roku. Czy wiecie Państwo, co to jest za dzień? Nie, nie chodzi mi o Światowy Dzień Sprzeciwu wobec Pracy Dzieci, tak samo jak nie mam na myśli 500. rocznicy rozejmu w Toruniu, w czasie którego rozpoczęły się negocjacje między królem Zygmuntem Starym a wielkim mistrzem Albrechtem Hohenzollernem...
Podpowiem więc: proszę sobie wyobrazić 22 facetów uganiających się za piłką. I co najważniejsze, król miał być tylko jeden – Robert Lewandowski.
Tak, proszę państwa, 12 czerwca 2020 miało się rozpocząć Euro 2020. Pewnie większość z nas już o tym dawno zapomniało. Tak samo jak o Igrzyskach Olimpijskich w Tokio. Także o imprezach w naszym najbliższym otoczeniu. Koronawirus atakuje nie tylko płuca, nerki i inne narządy, o czym świat naukowy stara się nam codziennie przypominać i co rusz wyciągać nowego medycznego królika z kapelusza, ale także umysł. Powoli zapominamy o tym, co miało być, jakie jeszcze niedawno mieliśmy bogate plany, żyjąc dziś w zupełnie nowej rzeczywistości.
Pomyślałem o tym wszystkim, kiedy zacząłem czytać na temat przywracania normalnego ruchu na granicach. Ćwierć wieku temu, gdy zaczynałem przygodę z dziennikarstwem, pisałem o kolejnych sukcesach rządów Polski, Czech i Słowacji w otwieraniu się na siebie. A to powstało nowe przejście małego ruchu granicznego, z którego mogli korzystać mieszkańcy przygranicznych miejscowości czy turyści, tu i ówdzie wytyczano nowe drogi i lano asfalt, żeby skrócić drogę samochodem do sąsiadów. Dziś, po wielu latach, kiedy żyjemy w rzeczywistości pandemicznej, historia zatoczyła koło. Rządy negocjują otwarcie granic, jakby w ogóle było co negocjować. Skoro nikt już nie ma wątpliwości, że COVID-19 zostanie z nami na dłużej, to prędzej czy później (z naciskiem na to pierwsze słowo) ktoś zarażony z kraju A zawlecze wirusa do kraju B. Większe i mniejsze ogniska będą się pojawiały jeszcze długo. Dlatego gorąco wierzę, że na łamach „Głosu” nie będziemy pisać ciągle o negocjacjach, tylko o konkretach. Otwarcie granic jest nieuniknione, podobnie jak zwiększona czujność i reżim sanitarny...
PS Kiedy pisałem „Nasz Głos” na początku tygodnia, byłem przekonany, że sytuacja na granicy wróci do normy w poniedziałek. „Sprawa rypła się” jednak w piątek po południu. Nie jestem pewien, ale to chyba obecnie jedyny taki przypadek w Unii Europejskiej, że rząd jednego państwa zakazał obywatelom wybranej części sąsiadującego kraju zakazu wjazdu na jego teren.