piątek, 15 maja 2026
Imieniny: PL: Dionizego, Nadziei, Zofii| CZ: Žofie
Glos Live
/
Nahoru

Szczęście w walizce | 13.04.2019

Ten tekst przeczytasz za 3 min. 45 s

Marta jest już dorosła. Ma osiemnaście lat, zda maturę i wyfrunie z domu. Ma już wszystko, co trzeba. Balową sukienkę i buty na wysokim obcasie. Ma cały plecak mądrych podręczników. Klika na Messengerze w zawrotnym tempie, jest zaradna i odważna. Nie może się doczekać, kiedy nadejdzie upragniona wolność. Wyrwie się z domu, nikt nie będzie jej mówił co wypada, a czego nie powinna. Nareszcie!

– Muszę mieć porządną walizkę, pożyczysz mi, mamo?

– Kupię.

***

Wybierała starannie i długo. W końcu kupiła jej bordową, z dobrej firmy. Ładną, nowoczesną i wygodną. W sam raz dla jedynej córki, która wybiera się w wielki świat.

Kiedyś pakowała ją do przedszkola i na wycieczki. Dawała do plecaka ulubionego pluszaczka. I jabłuszko, kanapkę, soczek…Dawała tam swoją troskę, swoje serce, miłość. Wszystko, co miała.

Teraz Marta spakuje się sama. Od dawna już jest samodzielna. Od niedawna – dorosła.

A jednak chciała jej dać coś na drogę. Włożyć do walizki. Krzątała się po domu, szukała. Znalazła.

Jej pierwsze kolczyki. Żeby pamiętała dzień, w którym poszły razem do pani Kazi. Pani Kazia miała gabinet i w nim obiecywała bezbolesne przekłuwanie uszu. Marta się trochę bała, ale bardzo chciała mieć śliczne niebieskie ozdoby. Mama trzymała ją za rękę. Uspokajała.

Muszelkę. To było wtedy, kiedy pierwszy raz zobaczyła morze. Była maleńka. Ojciec trzymał ją na rękach. Patrzyli na jej zachwyconą buzię. – Mamo! Jaka wielka wanna! – zawołała. I potem razem zbierali muszelki.

Zdjęcie z dziadkiem. Siedzi na jego kolanach. Grają razem na pianinie. Marcie wyrzynają się ząbki. Wcześniej była zapłakana, bo bolało, ale dziadek znalazł sposób, żeby zapomniała. Żeby się razem śmiali.

Stareńki jak świat kancjonał babci, który z pokolenia na pokolenie kobiety tej rodziny przekazują sobie na drogę. A w nim stare jak świat słowa podkreślone drżącą ręką prababci Marianny:

„Szczęśliwy, kogo Opatrzność Boska

ma w swej opiece, niech się nie troska…”.

***

Te słowa śpiewała w kaplicy obok pałacu hrabiny Thun. Od lat i przez lata. Pomagały jej żyć, kiedy świat się walił, umierały dzieci, przyszła wojna, głód. I jeszcze włoży do walizki list. Napisze w nim: – Córeczko. Bądź szczęśliwa. Byłaś i jesteś całym moim światem, ale świata nie będę Ci zasłaniać, w świat Cię muszę wypuścić, choć wciąż chciałabym Cię trzymać za rękę, jak kiedyś, kiedy byłaś maleńka, kiedy szukałaś we mnie bezpieczeństwa i siły. Kiedy się do mnie tuliłaś.

Dałam Ci wszystko, co miałam, co umiałam Ci dać. Dom, który jest sacrum i centrum świata. Tu zawsze będę na Ciebie czekać. Cierpliwie. Wracaj, kiedy drogi Twoje będą proste i kiedy się pogubisz. Będę. Cokolwiek się zdarzy… Zdaje Ci się, że już wszystko wiesz. Przekonasz się, że jest jeszcze wiele radości i cierpienia, które poznasz. Jest wiele rzeczy, która Cię uskrzydlą, uniosą – będę i takie, które Cię przygniotą do ziemi. Dlatego pakuj do walizki to, co najważniejsze. …

– Mamo. Jaka odlotowa walizka! Super! To dla mnie? Dzięks.

 – Cieszę się. Bardzo się cieszę. Wiesz, włożyłam do niej rzeczy…

– Co to jest? Jakaś stara książka? Zabobony. Po co? Muszelka, kolczyki…zdjęcie? Zabierz to stąd. Muszę mieć dużo miejsca. Mam tyle rzeczy, które chcę ze sobą zabrać...

Ukradkiem otarła łzy. Zabrała muszelkę, zdjęcie, kolczyki… Listu nie zdążyła nawet włożyć do koperty. Włoży, zaklei, zaadresuje. I wyśle, kiedy jej córka będzie naprawdę dorosła. Kiedy zrozumie…

Joanna Jurgała-Jureczka



Może Cię zainteresować.