„Świata jest za dużo” to tytuł nowej powieści Olgi Tokarczuk | 11.07.2026
„Świata jest za dużo” - tak brzmi tytuł nowej obszernej powieści Olgi Tokarczuk, zapowiadanej jako ostatnia w jej dorobku. Jak mówi noblistka, to jej „akt wiary w siłę życia”. Autorka przeczytała fragment książki podczas inauguracji Festiwalu Góry Literatury na Zamku Sarny w Ścinawce Górnej. Powieść „Świata jest za dużo” ukaże się 14 października nakładem Wydawnictwa Literackiego.
Ten tekst przeczytasz za 6 min. 15 s
Olga Tokarczuk czyta fragmenty nowej książki na Festiwalu Góry Literatury. Fot. Facebook
„Bomba. Krótkie życie bomby od początku było marne” - Olga Tokarczuk przeczytała na Zamku Sarny pierwsze słowa powieści. „Urodzona gdzieś w dalekich fabrykach na wschodzie, wśród chłodu i brzydoty, w halach, gdzie w huku maszyn pracowali wygłodzeni niewolnicy, dorastała w wagonach pociągów i ciemnościach magazynów. Zobaczyła świat tylko raz tamtego dnia, w styczniowe popołudnie 1945 roku. Ujrzała go z góry, gdy otworzył się brzuch samolotu i gdy została wypchnięta w mroźne powietrze. To była zdumiewająco krótka inicjacja. Miasto z góry wyglądało na struchlałe ze strachu. Próbowało zamaskować się nieudolnie pod dachami przysypanymi śniegiem” - kontynuowała.
„Kreski ciemnych ulic dawały niebu jakieś znaki, mętne SOS, chaotyczne i bez konkretnego adresata. Rozłożone na równinie wydawało się kolonią organizmów, szorstkim strupem, dwuwymiarową płaską przestrzenią, która zamarzyła o trójwymiarze i pękła rzeką. Skrzywiony poranek zimowego dnia stawiał słońce w dziwnej, niepewnej pozycji, przez co miasto oświecone było ukośnymi promieniami, które wydobywały z rzeczy solidne cienie i rozkładały je niczym mokre szmaty na ulicach i placach. Lecąc w dół, bomba widziała coraz więcej, potrafiła już odróżnić ruiny od wciąż stojących budowli. Połyskującą wstęgę rzeki od brukowanych ulic, nagie o tej porze parki od desperacko budowanego w sercu miasta lotniska. W końcu pojawiły się wybuchy innych bomb, które spadły przed nią, i cały obraz zamazał się” - wybrzmiały kolejne zdania książki.
Pierwsza lektura fragmentów powieści „Świata jest za dużo” zainaugurowała na Zamku Sarny w Ścinawce Górnej organizowany przez Fundację Olgi Tokarczuk Festiwal Góry Literatury. Pokazano też okładkę książki. Pisarka zwróciła uwagę, że nawiązuje ona do plakatów z lat 40. XX wieku i w ten sposób odnosi się do treści.
- W najnowszej powieści Olgi Tokarczuk odnajdujemy cechy charakterystyczne jej twórczości. Dopuszczenie do głosu tych, którzy nie są zauważani, rozmach kreacyjny, intertekstualność, dramat wielkiej i małej historii, ale też skupienie na detalach, otwieranie zaskakujących mikroświatów - powiedział PAP Waldemar Popek, zastępca redaktora naczelnego Wydawnictwa Literackiego, który opiekuje się książkami pisarki od ponad 20 lat. - Wychodząca poza antropocentryczną perspektywa pokazuje w nowym świetle wydarzenia historyczne. W tym wypadku chodzi o powojenną wielką falę migracyjną, zdeterminowaną różnymi czynnikami, zmianą granic, ale też szukaniem rozwiązania dramatycznej sytuacji, w jakiej znalazło się tak wielu ludzi żyjących w tamtych czasach - dodał.
Wyjawił, że kluczowym miejscem w powieści jest Dolny Śląsk, miasta Wrocław, Wałbrzych, ale są też inne, mniejsze i większe miejscowości. - Tokarczuk nie ogranicza swojej mapy do Polski. Powędrujemy choćby do Buenos Aires, Triestu czy Drohobycza. Bohaterami nie są tylko ludzie… Ale nie chcę zdradzać więcej. To dla mnie przywilej poznać wcześniej tę książkę i pracować z noblistką, ale też zazdroszczę tym, którzy mają lekturę przed sobą - podkreślił.
- Noblistka napisała świetną, ważną, przejmująco aktualną powieść. Są tu bohaterowie, którzy zostaną w nas na długo, może na zawsze. Literatura do przeżywania, wielokrotnego czytania i interpretowania - dodał Popek.
„To powieść konstelacyjna i panoptykalna. Jest w niej wszystko, co w twórczości Olgi Tokarczuk budzi najwyższy podziw. A jednocześnie jest to książka najbardziej osobista z dotychczasowych. I najbardziej aktualna - informuje Wydawnictwo Literackie. - Dolny Śląsk, Wrocław i Wałbrzych stają się w niej sceną jednego z największych w historii Europy eksperymentów społecznych. Autorka, opisując jego istotę, podąża jednak dalej, poza Ziemie Zachodnie. W tej barwnej, napisanej z niespotykanym rozmachem powieści wędrujemy wraz z bohaterami po Lwowie, Drohobyczu i Buenos Aires, wzdłuż Dniestru i Odry, przez góry i niziny, kilkadziesiąt i kilkaset lat temu, i dzisiaj”.
Olga Tokarczuk debiutowała w 1979 r. opowiadaniami publikowanymi w czasopiśmie „Na Przełaj”, w 1989 r. ukazał się jej tomik poetycki, a w 1993 r. - pierwsza powieść „Podróż ludzi księgi”. Dwa lata później wydała „E.E.”, powieść, której akcja osadzona została we Wrocławiu w początkach XX w. Wielkim sukcesem był „Prawiek i inne czasy” (1996). Tytułowy Prawiek, mityczna wioska położona rzekomo w samym środku Polski, to mikrokosmos, gdzie można obserwować prawa, którymi rządzi się wszechświat. Z kolei „Dom dzienny, dom nocny” (1998) uznawany jest za najbardziej osobistą książkę Tokarczuk. Akcja dzieje się w Kotlinie Kłodzkiej, gdzie pisarka mieszka. „Bieguni” z 2007 r. przynieśli Tokarczuk Nagrodę Literacką Nike (2008). W 2018 r. książka, której angielskie wydanie nosi tytuł „Flights” (tłum. Jennifer Croft), otrzymała Międzynarodowego Bookera.
W 2019 r. Tokarczuk otrzymała Literacką Nagrodę Nobla za 2018 r. „za wyobraźnię narracyjną, która z encyklopedyczną pasją prezentuje przekraczanie granic jako formę życia”. „Nie traktuje rzeczywistości jako czegoś raz na zawsze ustalonego. Konstruuje swoje powieści na linii napięcia pomiędzy naturalnymi opozycjami - naturą i kulturą, rozumem i szaleństwem, męskością i kobiecością, wspólnotą i alienacją” - napisano w uzasadnieniu werdyktu.
Ostatnia praca w dorobku Tokarczuk to wydany w 2022 r. „Empuzjon. Horror przyrodoleczniczy”. Pisarka już w ubiegłym roku zapowiadała, że najnowsza książka będzie jej ostatnią dużą powieścią. Jak podkreślała, jest to dla niej moment domknięcia ponad 30-letniego okresu pisania powieści. - Uświadamiam sobie, że ten proces już się jakby powoli wyczerpał i to jest bardzo fajne - stwierdziła. Po „Świata jest za dużo” miałaby tworzyć jedynie krótsze formy.