sobota, 18 kwietnia 2026
Imieniny: PL: Apoloniusza, Bogusławy, Gościsławy| CZ: Valérie
Glos Live
/
Nahoru

Tkanie wzajemnego szacunku i miłości… Mój brat, Józio Tischner | 01.04.2026

On był dla mnie drugim ojcem, on mnie wprowadzał w życie. W liceum pisał mi ściągi do matury, dał na kurs tańca i dobrego wychowania. Józiu mnie kształtował – mówił w Ustroniu Kazimierz Tischner, brat ks. prof. Józefa Tischnera. Spotkanie w Czytelni Katolickiej połączone z prezentacją książki „Mój brat, Józiu” było okazją do wysłuchania wspomnień o zmarłym 25 lat temu słynnym polskim duchownym i filozofie.

Ten tekst przeczytasz za 9 min. 45 s
Kazimierz Tischner w Czytelni Katolickiej w Ustroniu. Fot. Łukasz Klimanic

O księdzu Józefie Tischnerze powiedziano i napisano już wiele. Jednak spotkanie z jego bratem Kazimierzem, prezesem Stowarzyszenia „Drogami Tischnera”, było okazją do spojrzenia na ks. Tischnera przez pryzmat relacji, jakie łączyły Józia i 15 lat młodszego Kazika.
– To nie jest wykład o książce, ale o relacji między braćmi. I o tym, co dziś jest potrzebne. To spotkanie to takie tkanie wzajemnego szacunku i miłości. Bo tego dziś brakuje: uśmiechu i życzliwości – mówił Kazimierz Tischner, który od lat aktywnie promuje spuściznę swojego brata, m.in. integrując szkoły noszące imię ks. Tischnera, organizując konferencje, dni skupienia, rekolekcje i spotkania. Teraz wraz z Michałem Lewandowskim napisali książkę „Mój brat, Józiu”.
 – Nie chciałem nic pisać, bo jestem przecież po zoologii. Ale wydawnictwo WAM mnie nakłaniało i nakłaniało... Więc zostałem namówiony i tak ta książka powstała – wyjaśnił na wstępie spotkania, które prowadził Szymon J. Wróbel, dziennikarz, reżyser i pisarz.

Papierosy? Tylko je chowa
Książka „Mój brat, Józiu” opowiada o domu rodzinnym i rodzicach, aż po chorobę i śmierć ks. Tischnera oraz to, co działo się i dzieje po jego śmierci. Kazimierz Tischner jest w niej przewodnikiem po życiu ks. Józefa Tischnera. W Czytelni Katolickiej w Ustroniu opowiedział m.in. o historii zamążpójścia ich matki, o narodzinach małego Józia, o tym, jak przyszły filozof, kiedy miał 2,5 roku o mało nie umarł z powodu zapalenia wyrostka, wyjaśnił, że nazwisko rodowe brzmiało Stolarski, lecz w czasie zaborów zostało zmienione na Tischler, a w wyniku literówki przepisano je jako Tischner. Ze swadą i góralskim humorem przytaczał anegdoty związane z bratem. Jak na przykład tę, kiedy do konfesjonału przyszedł wyspowiadać się góral, od którego ks. Tischner wyczuł woń alkoholu. – Staszek, przyjdź jutro, jak wytrzeźwiejesz – powiedział duchowny. Na co góral odparł. – Ale proszę księdza, jutro nie będę tak żałował za grzechy, jak dziś…
Albo gdy podczas wigilijnego wieczoru z kieszeni spodni wypadły mu pojedyncze papierosy, bo jako kawaler palił już, ale nie chciał przyznać się do tego przed mamą. Gdy więc papierosy znalazły się na podłodze, zamarł i zaczerwienił się ze wstydu. Wtedy z odsieczą przyszedł Józio, który powiedział: widzisz, mamo, jakiego masz porządnego syna? Częstują go papierosami, a on nie kurzy, tylko chowa…
– Józio nigdy na mnie nie krzyknął. Ale jeśli chciał coś zdobyć, to potrafił. Gdy miałem 8 lat dał mi książkę „Na skalnym Podhalu”, żebym uczył się gwary góralskiej. Nie bardzo chciałem, ale on tak potrafił mnie podejść, że do dziś jestem mu wdzięczny, iż nauczyłem się tej gwary – wyznał Kazimierz Tischner.
Wspomniał sytuację, gdy mając pięć lat bardzo płakał, że tata nie zabrał go na przystanek autobusowy w oczekiwaniu na przyjazd Józia ze studiów. Kiedy wrócili do domu, Józio wziął Kazia na ręce, przytulił i wyszedł ze nim na pole. – Był wieczór, więc pokazywał mi gwiazdy na niebie: Wielki Wóz, Mały Wóz i Gwiazdę Polarną, tłumacząc, że to ta sama gwiazda, która zaprowadziła pasterzy i Trzech Króli do Betlejem. Jego opowieść była tak piękna, że uspokoiłem się i ogarnęła mnie radość. Ten moment z gwiazdami pozostanie ze mną na zawsze – mówił Kazimierz Tischner.

Wystawa na obchody
Elementem obchodów Roku ks. prof. Józefa Tischnera była wystawa „Tischner – doświadczenie 2025”. To propozycja dla wszystkich – dla tych, którzy znają twórczość filozofa, jak i dla osób, które dopiero rozpoczynają z nią przygodę. Ekspozycja zaprasza do zatrzymania się, refleksji i spokojnego spotkania z myślą, która mimo upływu lat pozostaje aktualna. Zwiedzający mogą zatrzymać się przy książkach filozofa, obejrzeć osobiste pamiątki – m.in. aparat fotograficzny czy laptop, na którym pisał. Wystawa jest zrobiona w minimalistyczna formie, opartej na naturalnych materiałach, prostych strukturach i świetle. To nawiązanie do skromności i otwartości, które charakteryzowały ks. Tischnera. Całość uzupełniają elementy multimedialne przybliżające idee znane z takich dzieł, jak „Etyka solidarności” czy „Myślenie według wartości”. Uwagę przyciąga mural, którego pełny wizerunek Tischnera pokazuje się po użyciu smartfona. Ważnym punktem jest „Okno”, czyli zbiorowy portret filozofa zbudowany ze wspomnień jego bliskich, uczniów i czytelników. Ekspozycja była pokazywana w Senacie RP, w Pałacu Kultury i Nauki, Filharmonii Łódzkiej, w Bibliotece Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie, a w styczniu tego roku także w woj. śląskim – w Pszczynie. 

Trociny we włosach
Przywołał też jedno z ostatnich i niezwykle wzruszających wspomnień związanych z bratem.
– Kilka dni przed śmiercią Józio skinął na mnie, żebym do niego podszedł. Chwycił mnie za głowę, mocno przytulił do serca tak, że czułem jego bicie. Nigdy tego nie robił. Zaczął mnie głaskać. Później wziął kartkę, a że był w pozycji leżącej, coś na niej nabazgrał. Przeczytałem „Kaziu, no to już się żegnamy”. Pęknąłem. Poszedłem do drugiego pokoju płakać. Potem poprosiłem bratową, żeby zerknęła na to, co Józiu napisał. Przeczytała to, co ja. Gdy doszedłem do siebie, podszedłem do niego, podniosłem go na siedząco i podniesionym głosem spytałem: „Józiu, coś tu napisał?!” On najwyraźniej zrozumiał, że chyba zrobił coś złego. Więc w pozycji siedzącej napisał już znacznie wyraźniej: „Kaziu, masz trociny we włosach. Idź się uczesz”. Tak z tego wybrnął – wspominał.
Jednocześnie umierający duchowny wyraził życzenie, żeby pochowano go w Łopusznej, między ludźmi, ale bez przemówień, bo… zanudzą. Brata poprosił, żeby wziął jego strój góralski i kontynuował to, co on robił do tej pory.
– Żeby spełnić jego testament stworzyłem stowarzyszenie „Drogami Tischnera”. Zaczęły powstawać szkoły imieniem ks. Tischnera, zaczęliśmy tworzyć wielką rodzinę, organizować dni skupienia, rekolekcje – wyjaśnił Kazimierz Tischner. W Łopusznej znalazła się Izba Pamięci ks. Tischnera – „Tischnerówka”, gdzie spotykają drogi, którymi wędrował przez całe życie znany i lubiany duchowny, filozof, miłośnik górali i gór.  Jest tam bogata kolekcja pamiątek związanych z życiem ks. Tischnera, jego osobiste przedmioty, rękopisy, listy i zdjęcia dokumentujące etapy jego życia. Wartościowym elementem ekspozycji są nagrania kazań i wykładów.

Okładka książki napisanej wspólnie przez Kazimierza Tischnera i Michała Lewanowskiego. Fot. Wydawnictwo WAM

Idiotyczne powiedzenie
W pokazanej na spotkaniu w Ustroniu zapowiedzi filmu „Jego oczami” w reżyserii Szymona J. Wróbla, ks. Adam Boniecki, honorowy redaktor naczelny „Tygodnika Powszechnego” tak mówi o ks. Tischnerze: – To idiotyczne powiedzenie, że „nie ma ludzi niezastąpionych”, w tym przypadku jest szczególnie idiotyczne. Jest niezastąpiony. Nie będzie drugiego Józka Tischnera. To nieustanny ból. Tak bardzo teraz byłby potrzebny.
Te słowa można lepiej zrozumieć oglądając wywiady z ks. Tischnerem. Wyważone, spokojne, kulturalne, przeplatane góralskim humorem. Kazimierz Tischner podkreślił, że ks. Tischner potrafił rozmawiać z każdym, zarówno z wykształconym profesorem, jak i prostym góralem, dzieckiem i dorosłym.
– Jak się z nim było, to miało się satysfakcje, że ktoś jest. Człowiek czuł się dobrze – powiedział brat duchownego. – Gdy jeździł autobusem z Krakowa, przysłuchiwał się, jak górale rozmawiają o swoich problemach. Mówił ludziom prawdę, a przez to go nie lubili. Zwracał uwagę, że Kościół nie idzie z postępem, że stoi w miejscu. Kiedy jeszcze dał radę mówić, chętnie rozmawiał i dyskutował z każdym. Najbardziej bolesny dla niego i dla nas był fakt, że kiedy już nie mógł mówić z powodu choroby, to wtedy najbardziej na niego „nalatywali”. I to również środowisko, z którego się wywodził – przypomniał Kazimierz Tischner.
Szymon J. Wróbel odnosząc się do tego, przytoczył słynne zdanie ks. Józefa Tischnera „Nie spotkałem w moim życiu nikogo, kto by stracił wiarę po przeczytaniu Marksa i Engelsa, natomiast spotkałem wielu, którzy ją stracili po spotkaniu ze swoim proboszczem”.
– Kiedy w Castel Gandolfo Jan Paweł II organizował spotkanie intelektualistów zapytano go, dlaczego zaprosił także ks. Tischnera, skoro on takie rzeczy Polsce opowiada. Wtedy papież powiedział: kiedy mnie atakowano, to tylko Józek miał odwagę mnie bronić, a nie wy. To pokazywało siłę i pozycję ks. Tischnera w tamtym czasie – dowodził Wróbel. Zauważył, że 2025, decyzją Senatu RP ogłoszony Rokiem ks. Józefa Tischnera, pokazał, że ks. Tischnera można tłumaczyć na wiele sposobów, także dla młodych ludzi.
Ks. Józef Tischner zmarł 28 czerwca 2000 roku na raka krtani. – To już 25 lat. Ale im dłużej go nie ma, tym jest go więcej – ocenił Kazimierz Tischner.
Spotkanie zorganizowali parafia rzymskokatolicka pw. św. Klemensa w Ustroniu, Czytelnia Katolicka im. Jerzego Nowaka oraz Stowarzyszenie Projekt Ustroń.








Może Cię zainteresować.