Pre-teksty i Kon-teksty Łęckiego: „Mistrzowie mowy” | 30.03.2026
Polityczna mowa-trawa, tak na nią wszyscy (?) narzekamy. To
nie tylko i wyłącznie specjalność naszych czasów. Z czego się bierze? Dwa tysiące lat temu Marek Waleriusz Massala przekonywał,
że upadek politycznego krasomówstwa, którego był świadkiem i poniekąd
kronikarzem, nie wynikał wcale z braku oratorów, którzy umieliby sztuką
argumentacji zadziwiać. Z czego zatem?
Ten tekst przeczytasz za 6 min. 30 s
Ludwik Stomma. Fot. Muzeumpolonii.edu.pl
I
Ano „z powodu gnuśności młodzieży, niedbalstwa rodziców,
ignorancji mistrzów i zaprzepaszczenia dawnego obyczaju. To zło naprzód
zrodziło się w stolicy, potem rozpostarło się po Italii, a teraz po prowincjach
grasuje”. Dzisiaj i do naszej polskiej prowincji dotarło. Zatem – parę
wyuczonych epitetów i obelg, parę uniwersalnych frazesów, takich na każdą
okazję i poklask „swoich” pewny. Na towarzyszących frazesom, obelgom, epitetom
– tak bardzo rażącą w wielu przypadkach – niewiedzę i ignorancję „swoi”
przymkną oko, a uwag „tamtych” i tak nie ma potrzeby słuchać. Dwie z sentencji
Publiliusza Syrusa zdają się tu być niezwykle na miejscu: „W zbyt zażartych
sporach zatraca się prawda” i „Inwektywy nigdy nie milczą”.
II
Kiedyś ze zdziwieniem (a nawet, jeśli dobrze pamiętam, z
pewnym oburzeniem) przyjąłem wiadomość, że Józef Oleksy, w latach 90. działacz
SLD, premier III RP – został uznany za „mistrza mowy polskiej”. Cóż, sądziłem wówczas
(i, ba, dalej sądzę), że w przypadku tytułu „mistrza mowy polskiej” poprzeczka
powinna zostać zawieszona jednak znacznie, znacznie wyżej. A przecież gdy
oglądam „krasomówcze” dzisiejsze popisy posłów i posłanek, to nie pozostaje mi
nic innego, jak nieco skorygować swój pogląd na temat talentów Oleksego. Dalej
nie nazwałbym go pewnie „mistrzem mowy polskiej”, ale jednak na tle wielu swych
następców (i to – podkreślmy – niezależnie od opcji politycznej) na pewno byłby
jasno święcącą gwiazdą. A może nie? Może (znowu) się mylę? Może wobec
najwyraźniej zmieniającego się typu publiczności rzeczywiście najlepszym
sposobem politykowania jest nagminne używanie do cna zużytych (wydawałoby
się...) frazesów, z dodatkiem kalejdoskopu epitetów i obelg, którymi strony
wojny polsko-polskiej wymieniają się po kursie jeden do jeden?
III
To taki polski zaścianek? A reszta Europy? Wykładowca
Sorbony, Ludwik Stomma swego czasu przekonywał, że polityk francuski może „(…) rzucić
słówko zabójcze, ale do odczytania na trzecim lub czwartym poziomie, a nawet na
najwyższym piętrze drapacza chmur (…) (a) sztab francuskiego polityka” (…) spędza
długie godziny, żeby wymyślić dla niego celny bon mot, który zapadnie narodowi
w pamięć i oszczędzi mu ośmieszającej paplaniny”. I prawie bym Stommie uwierzył
w ten wyrafinowany styl debaty francuskiej klasy (politycznej). Tyle że do
Polski docierają znad Sekwany tylko całe kontenery mowy-trawy. Bodaj jedynym słyszalnym
w naszym kraju bon-motem(?) francuskiego polityka było głośne swego czasu
publiczne stwierdzenie premiera Jacquesa Chiraca, że „Polska straciła szanse,
żeby zachować milczenie”.
IV
Bo może w demokracji jest jak w pewnej starej anegdotce. Oto
na początku lat 50. XX wieku pewien intelektualista, zdecydował się kandydować na
stanowisko prezydenta USA. Był nim zapomniany dzisiaj dokumentnie Adlai Stevenson. W trakcie kampanii, po wygłoszeniu świetnego,
błyskotliwego przemówienia miał usłyszeć on komplement, że teraz to już każdy
rozumny Amerykanin na niego zagłosuje. Stevenson odpowiedział, że to dobrze,
oczywiście, że to dobrze, że rozumni zagłosują na niego, tyle że on, by zostać
prezydentem, potrzebuje, by zagłosowała na niego większość wyborców. W domyśle
– potrzebuje wyborców rozumnych, ale także mniej rozumnych, a nawet, powiedzmy,
rozumnych inaczej. Tak, Adlai Stevenson, kandydat na prezydenta Stanów
Zjednoczonych, był marzeniem wielu amerykańskich intelektualistów. Jeden z
bohaterów powieści Saula Bellowa „Dar Humboldta” tak go charakteryzował:
„Stevenson był arystotelesowym człowiekiem wielkiej duszy. Członkowie jego
administracji będą cytowali Yeatsa i Joyce’a. Nowi Szefowie Połączonych Sztabów
będą biegli w Tukidydesie”. Tyle że Stevenson przegrał wybory z Dwightem
Eisenhowerem. Generałem armii Stanów Zjednoczonych, w czasie II wojny światowej
(w latach 1943-1945) Naczelnym Dowódcą Alianckich Ekspedycyjnych Sił Zbrojnych.
V
koro już dyskutując o języku demokratycznej polityki Bellow
przywołał Tukidydesa, to warto wspomnieć słynną mowę Peryklesa, którą znamy z
„Wojny peloponeskiej”. Filozof Bronisław Łagowski napisał, iż „(j)est to
najpiękniejsze przemówienie męża stanu, jakie w ogóle znamy” Perykles: „Nasz ustrój polityczny nie jest naśladownictwem obcych
praw, a my sami raczej jesteśmy wzorem dla innych niż inni dla nas. Nazywa
się ten ustrój demokracją, ponieważ opiera się na większości obywateli,
a nie na mniejszości. W sporach prywatnych każdy obywatel jest równy
w obliczu prawa; jeśli zaś chodzi o znaczenie, to jednostkę ceni się
nie ze względu na jej przynależność do pewnej grupy, lecz ze względu na talent
osobisty, jakim się wyróżnia; nikomu też, kto jest zdolny służyć ojczyźnie,
ubóstwo albo nieznane pochodzenie nie przeszkadza w osiągnięciu
zaszczytów. W naszym życiu państwowym kierujemy się zasadą wolności.
W życiu prywatnym nie wglądamy z podejrzliwą ciekawością
w zachowanie się naszych współobywateli, nie odnosimy się z niechęcią
do sąsiada, jeśli się zajmuje tym, co mu sprawia przyjemność, i nie
rzucamy w jego stronę owych pogardliwych spojrzeń, które wprawdzie nie
wyrządzają szkody, ale ranią. Kierując się wyrozumiałością w życiu
prywatnym, szanujemy prawa w życiu publicznym; jesteśmy posłuszni
każdoczesnej władzy i prawom, zwłaszcza tym niepisanym, które bronią
pokrzywdzonych i których przekroczenie przynosi powszechną hańbę”.
VI
Ale interpretacja mowy Peryklesa jako pochwały demokracji
nie jest wcale oczywista — I tak inny Filozof
przekonuje, że: „Sławna obrona demokratycznych Aten wygłoszona przez
Peryklesa w »Wojnie peloponeskiej«. Tukidydesa jest w istocie obroną
ducha ateńskiego i ateńskiego imperializmu, nie zaś demokracji jako
ustroju politycznego”.
VII
Jak widać świat, w tym świat demokracji bywa niemniej skomplikowany
niż niejeden tekst. A zatem – demokratycznie – drodzy czytelnicy/czytelniczki trafną
interpretację mowy Peryklesa – pochwała demokracji czy imperializmu? – pozostawiam
do wyboru.