sobota, 8 sierpnia 2026
Imieniny: PL: Izy, Rajmunda, Seweryna| CZ: Soběslav
Glos Live
/
Nahoru

„Gorolski Święto” rozpoczęte  | 01.08.2026

W piątek ruszyło w Jabłonkowie 79. „Gorolski Święto”. Przez trzy dni włodarzami miasta będą organizatorzy festiwalu. Symboliczne klucze do bram przekazał im burmistrz Jiří Hamrozi. We wczorajszym programie do najciekawszych punktów programu należały konkurs Królowie Łowiynzioka oraz blok muzyczno-słowny poświęcony beskidzkiej emigracji za chlebem.

Ten tekst przeczytasz za 4 min.
Jury ogłasza wyniki konkursu Królowie Łowiynzioka. Fot. Danuta Chlup

Jeszcze zanim rozpoczął się program w Lasku Miejskim, w Domu PZKO odbyło się seminarium poświęcone Janowi Sadowemu – fotografowi pochodzącemu z Piosku, który wyemigrował i osiadł w Anglii. Do Jabłonkowa przyjechały stamtąd dwie jego córki.

Program „Za chlebem” wykonany na scenie głównej w Lasku Miejskim był bardzo nastrojowy, chwytający za serce. – Emigrantom towarzyszyły łzy smutku, ale i łzy radości, bo jechali do lepszego jutra. Dla tych, którzy zostawali w domu, to była często tragedia – zwrócił uwagę Dominik Poloček, który był konferansjerem piątkowego programu wraz z Karoliną Filipczyk.

Opowieść o kowbojach z Istebnej. Fot. Danuta Chlup

Przejmująca była historia – wyrażona w wierszu i pieśni i zilustrowana wyświetlanymi archiwalnymi listami – dziewczyny z Piosku, której ukochany wyjechał, a ona musiała zostać, aby zaopiekować się rodzicami. Rodzice dawno już pomarli, kiedy ona nadal czekała na jego powrót, aż w końcu sama się zestarzała.

Śmieszno-gorzka była opowieść Davida Haratyka o gorolu z Mostów, który za młodu wyemigrował do Ameryki. Kiedy po trzydziestu latach przyjechał do domu, poszedł do gospody. Tam spotkał starą kobietę i założył się z nią o koniak, że nie poznałaby swego syna, gdyby wróciłby po tak długim czasie z Ameryki. Przyjęła zakład, nie wiedząc, że właśnie z synem rozmawia.

Zupełnie inna była historia grupy Związku Stanowczych Chrześcijan z Zaolzia, którzy wyemigrowali niedaleko – w polskie Bieszczady, przekonani, że właśnie tam prowadzi ich Bóg. Ze sceny zabrzmiało nagranie wideo ze słowami jednego z bieszczadzkich osadników. Przekonywał, że rodzinom z Zaolzia żyje się tam bardzo dobrze i dostatnio i że nigdy nie żałowali swojej decyzji.

Stano Baláž i jego kapela zachwycili publiczność. Fot. Danuta Chlup

Do programu „Za chlebem” przygrywały kapele ludowe „Lipka” i „Czerchla”, nawiązywały do niego także występy dwóch zespołów ludowych, które mają w swoim repertuarze m.in. pieśni „amerykańskie”, emigracyjne: „Horňácká cimbalová muzika” Petra Mičky oraz „Ľudová hudba” Stana Baláža ze Słowacji. Wirtuozja, z jaką kapela ta grała na instrumentach, a szczególnie mistrzowska gra pierwszego skrzypka wprawiły publiczność w zachwyt.

Wiele osób – nie tylko sami uczestnicy finału – czekało z napięciem na moment, kiedy jury ogłosi pierwszych w historii festiwalu Królów Łowiynzioka. Osiem par finałowych zaprezentowało swoje umiejętności na małej scenie umieszczonej pośrodku widowni – jurorzy mogli dzięki temu z bliska obserwować tańczących. W skład jury weszli: Mariusz Wałach z Bystrzycy – były tancerz, choreograf, działacz społeczny związany z ruchem folklorystycznym, Zbigniew Wałach z Istebnej – muzyk ludowy, multiinstrumentalista, budowniczy instrumentów ludowych oraz Michał Milerski z Nydka – choreograf, tancerz i regionalista.

Konkursowe pokazy łowiynzioka. Fot. Danuta Chlup

Wyczekiwany werdykt jury był zaskoczeniem, a dla wielu być może także rozczarowaniem. Komisja nie przyznała tytułu królewskiego, zatem żadna z par nie otrzymała nagrody głównej i skórzanego góralskiego pasa przechodniego dla Króla Łowiynzioka.   – Poziom był dobry, ale żeby ogłosić króla – na to będziemy musieli jeszcze poczekać do przyszłego roku – powiedział Zbigniew Wałach, dodając, że w tańcu wykonanym przez finalistów były jeszcze pewne elementy, nad którymi należałoby popracować i je poprawić.

Niemniej jednak przyznano cztery nagrody. Drugie miejsca ex aequo zajęli: rodzeństwo Anna i Paweł Legierscy z Istebnej oraz Alicja Iwanuszek i Jan Milerski z zespołu „Bystrzyca”. Trzecie, również ex aequo, zajęli: Leona i Vít Konopáčowie, którzy przyjechali z Frydka-Mistka oraz Halka i Henryk Szlaurowie z zespołu „Oldrzychowice”.

 
GALERIE Gorol piątek
 


Może Cię zainteresować.