Andrzej
Poczobut odpowiedział na wszystkie. Jak przyznał, sam jest dziennikarzem i to właśnie
dziennikarstwo stanowi jego tożsamość. Na prośbę „Głosu” najpierw odniósł się
do odbywającego się dzień wcześniej spotkania z działaczami polskich
organizacji na Zaolziu. – Działalność organizacji mniejszości narodowych na
całym świecie jest podobna. To oświata, kultura, miejsca pamięci i historia.
Dokładnie tak samo wygląda działalność Związku Polaków na Białorusi. Dlatego
tak łatwo było znaleźć wspólny język i wspólne tematy, rozmawiając z
działaczami organizacji polskich na Zaolziu. Wiadomo, że wszędzie są problemy i
o nich też rozmawialiśmy – powiedział.
Abstrahując
od warunków, jakie gwarantują mniejszościom narodowym państwa demokratyczne a
reżimy totalitarne, jako przykład godny do przeniesienia na grunt białoruski
uznał porozumienie panujące pomiędzy różnymi środowiskami polskimi na Zaolziu,
co wśród polskich społeczności za granicą bynajmniej nie jest normą. Z podziwem
mówił też o zapleczu materialnym, z jakiego Polacy na Zaolziu mogą korzystać. –
Domy Polskie, które posiadał Związek Polaków na Białorusi, zostały zabrane i
marnieją, bo nie mają gospodarza. A prawowitym gospodarzom władze nie pozwalają
się nimi zająć – przekonywał. Wyjaśnił również, skąd bierze się taka nagonka na
Polaków. – Białoruski reżim odnosi się do mniejszości narodowych jako do
zagrożenia. Państwo stawia sobie za cel stworzenie monolitu społecznego,
próbując zatrzeć wszystkie różnice pomiędzy ludźmi – wyjaśnił.
GALERIE Andrzej Poczobut 2
Na Białoruś Andrzej
Poczobut chce powrócić, bo tam się urodził, tam ma rodzinę i tam żyli jego
przodkowie. Tam też jest Związek Polaków, w którego działalność się angażuje. –
Jego działalność jest tam nadal prowadzona i choć warunki są bardzo trudne, to
nie znaczy, że należy z niej zrezygnować. Jestem dobrej myśli, choć nikt nigdy
nie da mi gwarancji, kiedy chodzi o białoruskie władze – stwierdził zapytany o
możliwość ponownego aresztowania.
Przyznał, że
na przyszłość swoich rodaków też patrzy z optymizmem. – Polacy na Białorusi
przeżyli czasy Stalina, w latach 1948-1988 nie było na Białorusi nauki języka
polskiego. Przetrwają więc również dzisiejsze czasy, których pomimo panującej
szykany i polityki asymilacji nie można jednak porównać z czasami stalinowskimi
– podkreślił. Za poważny problem określił natomiast emigrację głównie młodego
pokolenia wynikającą z mało atrakcyjnej sytuacji gospodarczej kraju.
Na
czwartkowej konferencji prasowej były też pytania o dzisiejszą Polskę, wpływ
rosyjskiej agresji na Ukrainie na życie na Białorusi, polskie media oraz czas
spędzony w więzieniu. – Myślę, że mnie nie zmienił, ale pozostawił ślad –
podsumował.Jeszcze przed odjazdem do Polski
Andrzej Poczobut odwiedził redakcję „Głosu”.