niedziela, 28 czerwca 2026
Imieniny: PL: Florentyny, Ligii, Leona| CZ: Lubomír
Glos Live
/
Nahoru

Czeski Cieszyn: Maciej Zaremba Bielawski w „Dziupli” | 08.06.2026

Potrzebowałem obcego języka, żeby mieć dystans do tego, co mam napisać. Gdybym napisał tę książkę po polsku, to wyszłoby gorzej. Sentymentalnie i pretensjonalnie – mówił w „Dziupli” w Czeskim Cieszynie Maciej Zaremba Bielawski, dziennikarz i pisarz, wybitny publicysta największego szwedzkiego dziennika „Dagens Nyheter”, który był gościem trzynieckiego festiwalu czytelniczego ČteFesT.

Ten tekst przeczytasz za 3 min. 60 s
Maciej Zaremba Bielawski opowiedział czytelnikom m.in. o kulisach napisania książki „Dom z dwiema wieżami”. Wyjaśnił też, dlaczego napisał ją najpierw w języku szwedzkim. Fot. Łukasz Klimaniec

Maciej Zaremba Bielawski przyjechał na Zaolzie w związku z wydaniem jego książki „Dom z dwiema wieżami” w języku czeskim (Dům s dvěma věžemi). To niezwykle osobista i poruszająca książka, która dotyka odkrywania przez autora, wychowanego w duchu polskiego patriotyzmu i szlacheckiej dumy żydowskich korzeni jego matki, przez które w 1968 roku musiał opuścić Polskę.

– Byłem wychowany na prawdziwego Polaka. Szlachta, historia… ojciec był dumny ze swoich przodków, z których, jak twierdził, trójka zwyciężyła Krzyżaków pod Grunwaldem. Czyli tradycja rycerska. Na urodziny dostałem srebrny pucharek z herbem rodu, mam też sygnet z herbem. Uważałem siebie za Polaka, ale trochę lepszego od innych Polaków, bo wiadomo, szlacheckie pochodzenie – mówił pisarz. – Pewnego dnia dowiedziałem się, że musimy wyjechać z Polski, bo mama jest Żydówką, a ja należę do zupełnie innej części społeczeństwa, która nie ma dobrej opinii, w takim kraju jak Polska. Albo ma nawet gorzej, niż złą opinię. To było dość niesamowite, ale jak ma się 18 lat, to wszystko można strawić. To nie był głęboki szok – stwierdził.

Spotkanie w „Dziupli” było okazją doi rozmów kuluarowych. Fot. Łukasz Klimaniec

Pytany przez prowadzącego spotkanie Michała Przywarę o wybór Szwecji, do której wraz z matką i braćmi wyjechali w 1968 roku, wyznał, że zdecydował o tym przypadek. 

– W domu nie mieliśmy pojęcia, dokąd pojedziemy. Wiedzieliśmy, że absolutnie nie do Izraela. Więc mama zaproponowała Szwajcarię. A ja byłem snobem i zapytałem, czy zna jakichś szwajcarskich pisarzy? Oczywiście nie znała. Kiedy zaproponowałem Szwecję, wtedy ona zagadnęła mnie, czy znam jakichś szwedzkich pisarzy. Podałem nazwisko Henryka Ibsena, który jest Norwegiem… – wyjaśnił Maciej Zaremba Bielawski.

Dodał, że jako 18-latek był przekonany, że w Szwecji uprawia się tulipany i że można dobrze zarobić zbierając te kwiaty.
– Nie miałem zielonego pojęcia, dokąd jedziemy. Ale tak się złożyło, że Dania i Szwecja jako pierwsze w Europie zdecydowały, że przyjmą wszystkich imigrantów – zaznaczył.

Jego dziennikarska droga rozpoczęła się od „Solidarności” w Polsce. Ponieważ w szwedzka opinia publiczna niewiele wiedziała na ten temat, a „związek zawodowy, katolicki i antykomunistyczny” wywoływały u nich obawę sprowokowania inwazji sowieckiej, Maciej Zaremba Bielawski zdecydował, żeby przybliżyć Szwedom „Solidarność”.

Maciej Zaremba Bielawski przyjechał na Zaolzie w związku z wydaniem jego książki „Dom z dwiema wieżami” w języku czeskim .

– Miałem przyjaciół, którzy działali w „Solidarności”. Mnie do Polski nie wpuszczano, bo byłem na czarnej liście imigrantów 1968 r., ale wtedy, w 1981 roku można było już wjechać. Więc pojechałem, napisałem reportaże i z dnia na dzień stałem się ekspertem od Solidarności Europy Wschodniej – uśmiechał się dziennikarz.

Autor opowiedział czytelnikom o kulisach napisania książki „Dom z dwiema wieżami” wskazując, że pomysł na nią był zupełnie inny. Odniósł się także do tego, dlaczego napisał ją najpierw w języku szwedzkim – dopiero później została przełożona na język polski.

– Po polsku potrafię pisać, ale nie mam własnego stylu, bo nie zwykłem pisać po polsku. Chyba, że listy. A po szwedzku mam styl. I to podobno taki dość osobisty. To była pierwsza przyczyna. A druga, którą zrozumiałem później, była taka, że potrzebowałem obcego języka, żeby mieć dystans do tego, co mam napisać. Gdybym napisał to po polsku, wyszłoby gorzej, sentymentalnie i pretensjonalnie – stwierdził.
W najbliższym wydaniu „Głosu” ukaże się rozmowa z Maciejem Zrembą Bielawskim.


Może Cię zainteresować.