Gnojnik: każdy zamek ma swoje tajemnice | 06.04.2026
Zamek
w Gnojniku zawsze budził we mnie pytania. Ukryty wśród drzew i przez
dziesięciolecia popadający w ruinę nie dawał zbyt wiele nadziei na to, że jeszcze
kiedyś odkryje przede mną swoje wnętrza i swoją historię. Jednak wyremontowany
niedawno pozwolił mi zajrzeć nawet do tych pomieszczeń, do których zwykle nie
prowadzi się gości.
Ten tekst przeczytasz za 6 min. 45 s
Linda Foltýnowa pokazuje zamek przed i po remoncie. Fot. Beata Schönwald
Linda
Foltýnowa, dyrektorka fundacji „Pro budoucnost” (Dla przyszłości), której celem
jest przeprowadzenie kompletnej odbudowy zamku i otaczającego go parku,
zgodziła się podjąć roli mojej przewodniczki i odpowiedzieć na wszystkie moje
pytania.
Naszą
rozmowę rozpoczęłyśmy w zamkowej kawiarni, w miejscu, gdzie co weekend może
zatrzymać się każdy przechodzień i która została stworzona po to, żeby
przynosić fundacji dochód na realizację jej planów związanych z dawną
rezydencją rodu szlacheckiego Beess und Chrostin. Zamek
w Gnojniku nie jest typowym zamkiem z trasami do zwiedzania i turystami
ustawiającymi się co rano przed okienkiem do kasy. Owszem, w weekendy i święta
można odwiedzić kawiarnię, zapoznać się z jego historią przedstawioną na
kilku panelach umieszczonych przy samym wejściu i pospacerować po parku. Miejsce
to ożywa również podczas przedświątecznych jarmarków i innych publicznych
imprez.
Trzystuletnia
rodowa więź
Ostatnim
właścicielem gnojnickiego zamku był Georg VI Beess und Chrostin. W 1945 roku
jego majątek został skonfiskowany na mocy Dekretów Beneša, a sam szlachcic rok
później został wysiedlony. Resztę życia spędził w Wiedniu. W stolicy Austrii
mieszka również wnuczka jego młodszego brata, Susanne, jedna z kontynuatorek
rodu.
–
Ostatnio przyjechała do nas w sylwestra razem ze starszą siostrą Andreą, która
żyje w Australii, mieszkającą w Nowym Jorku córką Alexandrą oraz wnuczkami 6-letnią
Leontinką i 4-letnią Alexandrą. Wszystkie nadal używają rodowego nazwiska Beess
und Chrostin. Siostry były mile zaskoczone zmianami, jakie tutaj zaszły. Po raz
ostatni oglądały zamek w 1992 roku, kiedy znajdował się w opłakanym stanie – zauważyła
dyrektorka fundacji. Więź jednego z najznakomitszych, a równocześnie
najstarszych rodów Górnego Śląska z Gnojnikiem trwa zatem nieprzerwanie już
blisko 300 lat. Za dziesięć lat z tej okazji szykowane są obchody.
Kontynuatorki rodu Beess und Chrostin odwiedziły
w sylwestra rezydencję swoich przodków. Fot. Beata Schönwald
Jak
wynika z dostępnych materiałów, gnojnicki pałacyk został bowiem wzniesiony w
1736 roku, kiedy tutejsze rozległe posiadłości ziemskie nabył Karl Wenzel Beess
von Chrostin. Wybudował go prawdopodobnie na fundamentach dawnej, XV-wiecznej
twierdzy. Świadczą o tym najnowsze odkrycia. Pierwotnie barokowy zamek został
jednak już w pierwszej połowie XIX wieku przebudowany w stylu empirowym. Swój
nowy wygląd zawdzięczał jednemu z najwybitniejszych przedstawicieli
klasycyzmu austriackiego, architektowi Josefowi Kornhäuselowi, który
zaprojektował wiele wiedeńskich budowli. Natomiast swoją obecną postać zamek
uzyskał dopiero na przełomie XIX i XX wieku, za czasów Georga IV.
–
Właściciele nie korzystali z niego w ciągu całego roku. Służył im jako letnia
rezydencja – wyjaśnia Linda Foltýnowa. Z biegiem czasu przebywali w niej coraz
rzadziej i w drugiej połowie lat 30. ub. wieku obiekt praktycznie opustoszał.
Ostatni jego właściciel Georg VI bawił bowiem głównie w Wiedniu i w Ostrawie.
Pozostały
sanki
Przebudowany
w 1897 roku empirowy zamek rodu Beess und Chrostin posiada status zabytku
kultury. Obecnym właścicielom udało się już wyremontować jego parter i pierwsze
piętro, na którym mieszczą się kancelarie oraz sala posiedzeń. Pomieszczenie, z
którego wchodzi się na balkon, skąd rozciąga się widok na park, jest utrzymane
w stylu z początku lat XX.
– Z pierwotnego
wyposażenia zamku prawie nic nie pozostało. Swój historyczny wygląd zachowały
tylko okna i drzwi, które częściowo odrestaurowaliśmy, a częściowo zastąpiliśmy
wiernymi replikami. Na miano rarytasu zasługują natomiast XIX-wieczne składane
okiennice drewniane, które są nadal funkcyjne. Do dziś służą one w niektórych
pomieszczeniach – podkreśla moja przewodniczka. Jak dodaje, parę pochodzących z
Gnojnika eksponatów, w tym piękne historyczne sanki, można zobaczyć w zamku
Szternberk na Morawach. Z kolei obrazy niektórych przedstawicieli rodu Beess
und Chrostin wiszą na klatce schodowej w Muzeum Těšínska przy ulicy Głównej w
Czeskim Cieszynie, a pozostałe znajdują się w depozycie. – Zamierzamy zrobić
kopie tych obrazów i umieścić je u nas – przekonuje dyrektorka fundacji „Pro
budoucnost”.
Rozpadająca się klatka schodowa prowadzi na
jeszcze niewyremontowane drugie piętro. Fot. Beata Schönwald
Następnie
prowadzi mnie po rozpadających się schodach na drugie piętro, gdzie nic nie
przypomina pałacowych luksusów. – Tak wyglądał cały zamek, kiedy w 2019 roku kupił
go nowy właściciel, The Beess Foundation. Ale tę część też chcemy wyremontować.
Na razie gotowy jest sufit, ponieważ wymagała tego statyka obiektu. Kilka dni
temu naciągnięto tu nowe kable instalacji elektrycznej – mówi Linda Foltýnowa.
Reszta wymaga ogromnego nakładu pracy i pieniędzy.
Stare
i nowe drogi
Mnie
jednak nie daje spokoju park, który przed chwilą oglądałam z balkonu.
Razem z zamkiem i trzema zabudowaniami gospodarskimi zajmuje trzyhektarową
powierzchnię. Również on w połowie XIX wieku otrzymał nowy wygląd. Ostatnio ze
względów bezpieczeństwa powycinano niektóre drzewa. Te zastępowane są nowymi. –
Najstarsze drzewo, które jeszcze rok temu rosło w naszym ogrodzie, wg badań
dendrologicznych, liczyło 300 lat. Obecnie najbardziej wiekowym drzewem jest
dąb, spod którego co roku zbieramy żołędzie i pomalowane na złoty kolor rozdajemy
naszym gościom na pamiątkę – informuje dyrektorka.
Z balkonu rozciąga się widok na park i aleję
kasztanów prowadzącą do kościoła. Fot. Beata Schönwald
Nie
zachowały się natomiast w parku liczne, dawne rzeźby. Nowy właściciel
postanowił przywrócić pamięć tylko dominancie reprezentacyjnej, południowej
części ogrodu. Jest nią fontanna ze złoconym herbem rodowym opatrzonym napisem
A. D. 1736. Na tym jednak nie koniec. – Na chwilę obecną staramy się przywrócić
aleję kasztanową, która kiedyś łączyła park z kościołem. Na razie wysadziliśmy
50 drzew i będziemy sadzić kolejne. Podobno dawniej do kościoła prowadził stąd
wiszący most. Czytałam o tym, nigdzie jednak nie zostało to udokumentowane.
Wieść gminna mówi też o tajnym korytarzu, który miał prowadzić z piwnicy
zamkowej aż do gospody U Zająca. Jednak pomimo wszelkich starań nie udało nam
się go odnaleźć – uśmiecha się Linda Foltýnowa.