sobota, 18 kwietnia 2026
Imieniny: PL: Apoloniusza, Bogusławy, Gościsławy| CZ: Valérie
Glos Live
/
Nahoru

Gnojnik: każdy zamek ma swoje tajemnice | 06.04.2026

Zamek w Gnojniku zawsze budził we mnie pytania. Ukryty wśród drzew i przez dziesięciolecia popadający w ruinę nie dawał zbyt wiele nadziei na to, że jeszcze kiedyś odkryje przede mną swoje wnętrza i swoją historię. Jednak wyremontowany niedawno pozwolił mi zajrzeć nawet do tych pomieszczeń, do których zwykle nie prowadzi się gości.

Ten tekst przeczytasz za 6 min. 45 s
Linda Foltýnowa pokazuje zamek przed i po remoncie. Fot. Beata Schönwald

Linda Foltýnowa, dyrektorka fundacji „Pro budoucnost” (Dla przyszłości), której celem jest przeprowadzenie kompletnej odbudowy zamku i otaczającego go parku, zgodziła się podjąć roli mojej przewodniczki i odpowiedzieć na wszystkie moje pytania. 

Naszą rozmowę rozpoczęłyśmy w zamkowej kawiarni, w miejscu, gdzie co weekend może zatrzymać się każdy przechodzień i która została stworzona po to, żeby przynosić fundacji dochód na realizację jej planów związanych z dawną rezydencją rodu szlacheckiego Beess und Chrostin. Zamek w Gnojniku nie jest typowym zamkiem z trasami do zwiedzania i turystami ustawiającymi się co rano przed okienkiem do kasy. Owszem, w weekendy i święta można odwiedzić kawiarnię, zapoznać się z jego historią przedstawioną na kilku panelach umieszczonych przy samym wejściu i pospacerować po parku. Miejsce to ożywa również podczas przedświątecznych jarmarków i innych publicznych imprez.

Trzystuletnia rodowa więź

Ostatnim właścicielem gnojnickiego zamku był Georg VI Beess und Chrostin. W 1945 roku jego majątek został skonfiskowany na mocy Dekretów Beneša, a sam szlachcic rok później został wysiedlony. Resztę życia spędził w Wiedniu. W stolicy Austrii mieszka również wnuczka jego młodszego brata, Susanne, jedna z kontynuatorek rodu. 

– Ostatnio przyjechała do nas w sylwestra razem ze starszą siostrą Andreą, która żyje w Australii, mieszkającą w Nowym Jorku córką Alexandrą oraz wnuczkami 6-letnią Leontinką i 4-letnią Alexandrą. Wszystkie nadal używają rodowego nazwiska Beess und Chrostin. Siostry były mile zaskoczone zmianami, jakie tutaj zaszły. Po raz ostatni oglądały zamek w 1992 roku, kiedy znajdował się w opłakanym stanie – zauważyła dyrektorka fundacji. Więź jednego z najznakomitszych, a równocześnie najstarszych rodów Górnego Śląska z Gnojnikiem trwa zatem nieprzerwanie już blisko 300 lat. Za dziesięć lat z tej okazji szykowane są obchody. 

Kontynuatorki rodu Beess und Chrostin odwiedziły w sylwestra rezydencję swoich przodków. Fot. Beata Schönwald

Jak wynika z dostępnych materiałów, gnojnicki pałacyk został bowiem wzniesiony w 1736 roku, kiedy tutejsze rozległe posiadłości ziemskie nabył Karl Wenzel Beess von Chrostin. Wybudował go prawdopodobnie na fundamentach dawnej, XV-wiecznej twierdzy. Świadczą o tym najnowsze odkrycia. Pierwotnie barokowy zamek został jednak już w pierwszej połowie XIX wieku przebudowany w stylu empirowym. Swój nowy wygląd zawdzięczał jednemu z najwybitniejszych przedstawicieli klasycyzmu austriackiego, architektowi Josefowi Kornhäuselowi, który zaprojektował wiele wiedeńskich budowli. Natomiast swoją obecną postać zamek uzyskał dopiero na przełomie XIX i XX wieku, za czasów Georga IV.

– Właściciele nie korzystali z niego w ciągu całego roku. Służył im jako letnia rezydencja – wyjaśnia Linda Foltýnowa. Z biegiem czasu przebywali w niej coraz rzadziej i w drugiej połowie lat 30. ub. wieku obiekt praktycznie opustoszał. Ostatni jego właściciel Georg VI bawił bowiem głównie w Wiedniu i w Ostrawie.

Pozostały sanki

Przebudowany w 1897 roku empirowy zamek rodu Beess und Chrostin posiada status zabytku kultury. Obecnym właścicielom udało się już wyremontować jego parter i pierwsze piętro, na którym mieszczą się kancelarie oraz sala posiedzeń. Pomieszczenie, z którego wchodzi się na balkon, skąd rozciąga się widok na park, jest utrzymane w stylu z początku lat XX. 

– Z pierwotnego wyposażenia zamku prawie nic nie pozostało. Swój historyczny wygląd zachowały tylko okna i drzwi, które częściowo odrestaurowaliśmy, a częściowo zastąpiliśmy wiernymi replikami. Na miano rarytasu zasługują natomiast XIX-wieczne składane okiennice drewniane, które są nadal funkcyjne. Do dziś służą one w niektórych pomieszczeniach – podkreśla moja przewodniczka. Jak dodaje, parę pochodzących z Gnojnika eksponatów, w tym piękne historyczne sanki, można zobaczyć w zamku Szternberk na Morawach. Z kolei obrazy niektórych przedstawicieli rodu Beess und Chrostin wiszą na klatce schodowej w Muzeum Těšínska przy ulicy Głównej w Czeskim Cieszynie, a pozostałe znajdują się w depozycie. – Zamierzamy zrobić kopie tych obrazów i umieścić je u nas – przekonuje dyrektorka fundacji „Pro budoucnost”.

Rozpadająca się klatka schodowa prowadzi na jeszcze niewyremontowane drugie piętro. Fot. Beata Schönwald

Następnie prowadzi mnie po rozpadających się schodach na drugie piętro, gdzie nic nie przypomina pałacowych luksusów. – Tak wyglądał cały zamek, kiedy w 2019 roku kupił go nowy właściciel, The Beess Foundation. Ale tę część też chcemy wyremontować. Na razie gotowy jest sufit, ponieważ wymagała tego statyka obiektu. Kilka dni temu naciągnięto tu nowe kable instalacji elektrycznej – mówi Linda Foltýnowa. Reszta wymaga ogromnego nakładu pracy i pieniędzy.

Stare i nowe drogi

Mnie jednak nie daje spokoju park, który przed chwilą oglądałam z balkonu. Razem z zamkiem i trzema zabudowaniami gospodarskimi zajmuje trzyhektarową powierzchnię. Również on w połowie XIX wieku otrzymał nowy wygląd. Ostatnio ze względów bezpieczeństwa powycinano niektóre drzewa. Te zastępowane są nowymi. – Najstarsze drzewo, które jeszcze rok temu rosło w naszym ogrodzie, wg badań dendrologicznych, liczyło 300 lat. Obecnie najbardziej wiekowym drzewem jest dąb, spod którego co roku zbieramy żołędzie i pomalowane na złoty kolor rozdajemy naszym gościom na pamiątkę – informuje dyrektorka.

Z balkonu rozciąga się widok na park i aleję kasztanów prowadzącą do kościoła. Fot. Beata Schönwald

Nie zachowały się natomiast w parku liczne, dawne rzeźby. Nowy właściciel postanowił przywrócić pamięć tylko dominancie reprezentacyjnej, południowej części ogrodu. Jest nią fontanna ze złoconym herbem rodowym opatrzonym napisem A. D. 1736. Na tym jednak nie koniec. – Na chwilę obecną staramy się przywrócić aleję kasztanową, która kiedyś łączyła park z kościołem. Na razie wysadziliśmy 50 drzew i będziemy sadzić kolejne. Podobno dawniej do kościoła prowadził stąd wiszący most. Czytałam o tym, nigdzie jednak nie zostało to udokumentowane. Wieść gminna mówi też o tajnym korytarzu, który miał prowadzić z piwnicy zamkowej aż do gospody U Zająca. Jednak pomimo wszelkich starań nie udało nam się go odnaleźć – uśmiecha się Linda Foltýnowa.



Może Cię zainteresować.