wtorek, 27 lutego 2024
Imieniny: PL: Gagrieli, Liwii, Leonarda| CZ: Alexandr
Glos Live
/
Nahoru

Pop Art 197 z włoską mafią | 25.08.2016

W najnowszym wydaniu Pop Artu dwie recenzje: serialowej Gomorry w swojej drugiej odsłonie i czeskiego indie folku w postaci duetu Republic Of Two. Na koniec garść z lornetki i wieści z showbiznesu.

Ten tekst przeczytasz za 10 min. 60 s
Protagoniści drugiej serii Gomorry. Fot. ARC

 

MUZYCZNA RECENZJA

REPUBLIC OF TWO – Back To The Trees (RC)

Na bezrybiu i rak ryba. Czwarta w dyskografii czeskiego duetu Jiří Burian/Mikoláš Růžička płyta studyjna powiela w kółko schematy, którymi we współczesnym popie można się skatować na śmierć w ciągu kilku minut. Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o plagiacie, ale baliście się zapytać, znajdziecie na tej płycie. Przynajmniej ja odkryłem na „Back To The Trees” istne El Dorado wtórności.

Mamy więc czeską namiastkę wodospadu łez, którym szantażują słuchaczy od prawie dwudziestu lat Coldplay, czeską wersję Arcade Fire, a nawet echa indie-folku brytyjskiego wokalisty Finka. Pytanie brzmi: po co to wszystko? Burian z Růžičką nawet nie władają dobrym angielskim, żeby ich piosenki przynajmniej zbliżały się poziomem do idoli z plakatu. Dwaj dorośli faceci, z całkiem ciekawym życiorysem artystycznym, w dodatku inteligentni, nagrywają chałę na miarę boysbandu Lunetic. Muzyka na albumie „Back To The Trees” brzmi jak żywcem wyjęta z głośników w galerii handlowej. Wstęp, zaśpiewany zazwyczaj z wrażliwością kibica pływania synchronicznego, przechodzi w równie bestialsko zapłakany refren. I tak „w kółko Macieju”, momentami w całkiem niezłych aranżacjach, które w porównaniu z trzema poprzednimi płytami tego duetu nabrały bardziej dorosłego, pełnokrwistego wymiaru. To jedyny atut albumu „Back To The Trees”. Po stokroć szkoda, że z nietuzinkowego tła podsycającego większość kompozycji wynurzają się banalne, kiczowate piosenki. The Beatles potrafili wprawdzie z banału stworzyć arcydzieło, ale to umiejętność zarezerwowana dla geniuszy. Magia napisania „pretensjonalnie niepretensjonalnej” piosenki Burianowi z Růžičką została odparta.

W kontekście zatrzęsienia wtórnych i nieciekawych czeskich zespołów (Divokej Bill, Mandrage, Slza – mógłbym tak wymieniać jeszcze z godzinę...) duet Republic Of Two sprawia wrażenie ciepłego towaru eksportowego. Nic, tylko zapakować i wysłać za granicę. Niech w Anglii wiedzą, że Czesi też śledzą najnowsze trendy w muzyce. Podobnie jak czynią to na Fidżi czy w Mołdawii.       

SZKLANA RECENZJA

GOMORRA – drugi sezon (Włochy)

W ciasnym letnim kalendarzu – no bo najpierw były czerwcowe mistrzostwa Europy w piłce nożnej, a teraz śmigają igrzyska olimpijskie w Rio de Janeiro – niektórzy mogli przeoczyć jeden istotny fakt. Światło ujrzał bowiem drugi sezon majstersztyku wśród telewizyjnych seriali ostatnich lat – „Gomorry”. Przyznam się, że mało który serial zrobił na mnie takie wrażenie, jak właśnie włoska „Gomorra”. Pierwszą serię zaliczyłem dosłownie w ciągu czterech dni, łykając codziennie nawet po trzy odcinki. Otwarty finał pierwszej serii wzbudził duże nadzieje. Pamiętam, że mruknąłem wtedy na zakończenie pod nosem – „będzie jeszcze lepiej”. I rzeczywiście, jest jeszcze lepiej. Twórca serialu, Stefano Sollima, zdobył od producentów znacznie więcej środków na realizację swoich marzeń, co widać od zaraz. Formuła drugiej serii stoi na tych samych filarach, co „Gomorra 1”. W moim odczuciu druga odsłona pędzi do przodu jeszcze ciut szybciej, a operatorzy kamer grają w tym wszystkim zasadniczą rolę. Długie ujęcia przeplatane są szybkimi cięciami, nigdy nie wiadomo, czy zbliża się idealna pora do zaparzenia kawy czy też warto raczej skupić się na tym, co leci z ekranu. Pozostał naturalizm rodem z książek Wiktora Hugo, pozostała też brutalna rzeczywistość dnia codziennego w biednych dzielnicach Neapolu, gdzie Arkadiusz Milik z dużym prawdopodobieństwem nigdy się nie zapuści.

Włoska mafia rządzi tym miastem w sposób bezwzględny, a stare, dżentelmeńskie zwyczaje już dawno odeszły do lamusa za sprawą młodych, którzy wolą zbijać kasę z narkotyków znacznie szybciej i łatwiej od „dziadków”. To w skrócie przesłanie drugiej serii „Gomorry”, w której znów spotykamy się ze starymi znajomymi z klanu Savastano. Nie będę odkrywał szczegółowej fabuły, ale chyba nie popełnię gafy, jeśli zdradzę, że większość zawodników z pierwszej odsłony zagrała również w drugiej połowie meczu, w którym „Gomorra” znów nieźle wyśmiała miejscowych stróżów prawa. Próżno też ponownie szukać w serialu pozytywnych bohaterów. Tak było już w pierwowzorze literackim Roberta Saviano, który dostarczył twórcom serialu inspiracji. Wątki z książki wykorzystano najpierw w filmie, a teraz w serialu. Dla mnie z tej trójki najkorzystniej wypada właśnie serial telewizyjny. O czym to świadczy? Ano o tym, że produkcje telewizyjne w ostatnich latach nie tylko konkurują filmowym hitom w kinach, ale często biją je na głowę. Z tego, co słyszałem, Stefano Sollima przymierza się już do trzeciej odsłony „Gomorry”. Zanim to nastąpi, trzeba będzie zadowolić się innymi perełkami gatunku. Proponuję sięgnąć po „Ojca Chrzestnego” albo – w razie fascynacji serialami – po amerykański „Narcos”, o którym zresztą też było głośno podczas premierowego sezonu i który również zagościł na łamach „Pop Artu”.

PRZEZ LORNETKĘ

MUZYCZNE WŁOCHY TO NIE TYLKO SAN REMO. Coś dla fanów rocka progresywnego. 2 września na półki sklepowe trafi najnowszy album włoskiej legendy gatunku, grupy Nosound. Płyta będzie zatytułowana „Scintilla”, a na pierwszego singla wybrano utwór „Short Story”. Gościnnie na płycie usłyszymy m.in. wokalistę brytyjskiej grupy Anathema, Vincenta Cavanagha. Włochy kojarzone są, trochę niesprawiedliwie, głównie ze słodkim popem z festiwalu San Remo. Formacja Nosound grająca od wielu lat w pierwszej lidze rocka progresywnego próbuje przełamać te stereotypy. Trzymamy kciuki.

9 WRZEŚNIA PREMIERA FILMU „SMOLEŃSK”. Wrzesień rozpęta też prawdziwą burzę w polskich kinach. A wszystko za sprawą mocno wyczekiwanego filmu „Smoleńsk” w reżyserii Antoniego Krauze. Oficjalną datę premiery wyznaczono na 9 września i jeśli wierzyć notatce prasowej zwiastującej film, będzie się działo tak w prawicowych, jak też lewicowych fotelach kinowych. A więc... „10 kwietnia 2010 roku rządowy samolot Tupolew 154 z Prezydentem RP Lechem Kaczyńskim i towarzyszącymi mu 95 osobami – członkami oficjalnej delegacji zmierzającej do Katynia – ulega katastrofie w Smoleńsku. Wszyscy pasażerowie giną na miejscu. Tragedia wywołuje ogromne poruszenie w Polsce i na świecie. Nina (Beata Fido) – dziennikarka pracująca dla dużej, komercyjnej stacji telewizyjnej – próbuje dowiedzieć się, jakie były powody katastrofy. Tropy prowadzą między innymi do dramatycznej wyprawy Lecha Kaczyńskiego do ogarniętej wojną Gruzji, której celem było powstrzymanie inwazji wojsk rosyjskich na Tbilisi w sierpniu 2008 roku. Z każdą kolejną godziną dziennikarskiego śledztwa Nina przekonuje się, że prawda jest o wiele bardziej złożona, niż mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać…

ZNAMY NAJBLIŻSZE PLANY POLAŃSKIEGO. Takiego Romana Polańskiego lubimy najbardziej! Zero komercji, niszowa produkcja, niczym w czasach studiów w Łodzi. Ale po kolei. Polski reżyser zdradził dziennikarzom „The Playlist”, że szykuje się do nakręcenia filmu na podstawie książki „Prawdziwa historia” autorstwa Delphine de Vigan. Jak czytamy w zapowiedzi prasowej, „powieść przedstawia losy pisarki przechodzącej trudny okres po publikacji swojej najnowszej książki, która staje się bestsellerem. Autorkę męczą wszelkie wymogi związane z promocją i spotkania z czytelnikami. W pewnym momencie jej świat zostaje wywrócony do góry nogami, gdy zaczyna otrzymywać niepokojące anonimowe wiadomości”. Do głównej roli typujemy Cate Blanchett.

CO SZEPTANE

SUPER BOWL 2017 BEZ ADELE. SZKODA? Albo jest w ciąży, albo zwariowała. Adele postanowiła nie wystąpić w roli piosenkarki podczas koncertu towarzyszącego corocznej histerii zwanej Super Bowl. W finale ligi amerykańskiego futbolu (nie mylić z soccerem, czyli tradycyjną piłką kopaną) zaśpiewali już chyba wszyscy wielcy muzycznego świata, włącznie z ulubieńcem tej rubryki, Justinem Bieberem. Niestety dziewczyna, która swoim głosem mogłaby obalić mury Jerycha, przestraszyła się intrantnej propozycji. A jaką wymówkę znalazła Adele? „Nie chodzi tam o muzykę. Nie umiem tańczyć”. Chyba jednak jest w ciąży.

PANIE JANKU, NIE ZAPOMINAMY. 15 sierpnia minęła 50. rocznica śmierci Jana Kiepury. Polska Agencja Prasowa poszperała w swoich szufladach i przypomniała czytelnikom oraz fanom talentu Kiepury, iż słynny tenor po raz ostatni wystąpił 3 sierpnia 1966 roku podczas polonijnego koncertu w Stanach Zjednoczonych. Dwa dni później Kiepura zmarł na atak serca w swojej rezydencji w Harrison nieopodal Nowego Jorku. Pośmiertnie wrócił do swojej ukochanej Warszawy, gdzie spoczywa w Alei Zasłużonych na Powązkach.

KONKURENCJA DLA MIESZKAŃ RPG. Kto nie przepada za ofertą mieszkaniową spółki RPG, niech pochyli się uważnie nad poniższą wiadomością, która dotarła do nas aż ze Stanów Zjednoczonych. Dokładnie od spadkobierców majątku po zmarłym wokaliście ukrywającym się pod pseudonimem Prince (ten od „Purple Rain” i tysiąca innych genialnych przebojów muzyki pop). Wkrótce na sprzedaż ma trafić aż sześć nieruchomości Prince´a zaliczanego za życia do najbogatszych osób w showbiznesie. Wartość wszystkich nieruchomości wynosi około 22 milionów dolarów. Jest tylko jeden szkopuł, większość posesji znajduje się w Minnesocie, a tam, jak wiadomo, w odróżnieniu od Karwiny czy Ostrawy zdechł pies.

BRAWO „OLDRZYCHOWICE”. Już o tym pisaliśmy, tyle że w innym miejscu naszej gazety. Ale warto jeszcze raz powtórzyć, iż zespół „Oldrzychowice” wywalczył główny laur 47. Festiwalu Folkloru Górali Polskich, który odbył się w Żywcu w ramach 53. Tygodnia Kultury Beskidzkiej. Zespół otrzymał główną nagrodę – Złote Żywieckie Serce, a także 10 tys. zł. „Oldrzychowice” zabłysnęły programem „Powitanie arcyksięcia Rudolfa na rynku w Wędryni”. Dla „Oldrzychowic” to czwarta wygrana w tej imprezie.

IKEA WEDŁUG WESTA. Projektował już dresy, dżinsy, t-shirty czy sportowe buty. Teraz amerykański rapper Kaye West przymierza się do współpracy z meblarską sieciówką – szwedzkim koncernem IKEA. Wiele wskazuje na to, że czasy, kiedy amerykańscy rapperzy zajmowali się poezją ulicy, dobrym seksem i kolekcjonowaniem kabrioletów, minęły bezpowrotnie.

 



Może Cię zainteresować.