Z nosem w książce: Stomatolog idzie w góry | 08.08.2026
Szukając odpowiedzi na fenomen tej serii, trzeba uczciwie przyznać, że siłą tych opowieści są autentyczna miłość autora do gór oraz wykorzystanie lokalnych legend i polsko-niemieckiego dziedzictwa z czeskim wątkiem w tle. Góry i schroniska nie są tu jedynie scenerią, ale pełnoprawnym bohaterem. Czytając książki Sławka Gortycha, poznajemy nie zawsze znaną, momentami mroczną, ale na pewno pociągającą i piękną stronę Karkonoszy.
Ten tekst przeczytasz za 4 min.
Ruiny schroniska im. Księcia Henryka posłużyły autorowi do stworzenia fabuły, która uwiodła czytelników. Fot. Łukasz Klimaniec
Trudno przejść obojętnie obok autora książek, które w ostatnich latach należą w Polsce do najpoczytniejszych. Karkonoska seria Sławka Gortycha, ze schroniskami w roli głównej („Schronisko, które przestało istnieć”, „Schronisko, które przetrwało”, „Schronisko, które spowijał mrok”, „Schronisko, które zostało zapomniane”, „Święto Karkonoszy”), nie należy do gatunku stricte kryminalnego, trudno ją też sklasyfikować jako powieść sensacyjną.
To seria, w której autor dzieli się swoją fascynacją górami oraz skomplikowaną historią schronisk położonych na terenach, które przez lata należały do Niemiec, a po II wojnie światowej znalazły się w granicach Polski, choć apetyty na te ziemie miała także Czechosłowacja. Sam pisarz w rozmowie z „Głosem” stwierdził, że serię swoich powieści umieściłby na księgarskiej półce z napisem… „Karkonosze”.
Tę serię czyta się bardzo dobrze. Z jednej strony trochę kryminał, z drugiej… No właśnie. Sławek Gortych zauważa, że bohaterem większości polskich powieści kryminalnych jest policjant – najczęściej rozwiedziony, z nałogami, trudną przeszłością i niełatwymi relacjami z ludźmi. A ponieważ sam nie jest policjantem i nie zna specyfiki tego zawodu, postanowił, że pierwsze skrzypce będzie grał – podobnie jak on z wykształcenia – stomatolog. Może dlatego tak łatwo jest chłonąć tę serię? Nie każdy jest przecież supergliną, ale każdy może odnaleźć w jej bohaterach kogoś zwyczajnego: stomatologa, księgowego, urzędnika, socjologa, freelancera, drobnego przedsiębiorcę, murarza czy piekarza, który nagle zapragnie „rzucić to wszystko i wyjechać w Bieszczady”, a w tym przypadku – w Karkonosze.
W książkach Gortycha fascynuje aura tajemniczości związana z okresem II wojny światowej, próbami ukrycia zagrabionego przez Niemców majątku, atmosferą niedopowiedzianych sekretów oraz niepewną przyszłością Ziem Odzyskanych. Swoją drogą – czy wiedzą Państwo, że „Ziemie Odzyskane” to określenie po raz pierwszy użyte w II Rzeczypospolitej w październiku 1938 roku w odniesieniu do… Zaolzia po jego rewindykacji od Czechosłowacji? Po II wojnie światowej termin ten spopularyzowano w odniesieniu do terenów byłej III Rzeszy przyłączonych do Polski. I tak już zostało.
Dolny Śląsk – Jelenia Góra, Szklarska Poręba, Karpacz, Jagniątków, Cieplice… W książkowej serii Gortycha poznajemy niemieckie odpowiedniki nazw tych miejscowości, wędrujemy szlakami łączącymi schroniska po polskiej i czeskiej stronie, odkrywamy trudną i często mało znaną historię regionu, jak choćby tajną konferencję niemieckich dyplomatów i urzędników w luksusowym wówczas hotelu „Sanssouci” w Karpaczu. Oswajamy się z postacią Ducha Gór – Karkonosza, Liczyrzepy, Rübezahla, Krakonoša – a dzięki fikcyjnej intrydze kryminalnej zostajemy zachęceni do bliższego poznania historii regionu. Sam autor na końcu każdej części wyjaśnia, co znajduje potwierdzenie w faktach historycznych, a co jest jego literackim wymysłem.
Być może właśnie dlatego te książki zdobyły tak wielu czytelników. Kryminalna zagadka jest tu raptem pretekstem do opowiedzenia historii miejsca, którego przeszłość wciąż kryje więcej pytań niż odpowiedzi. A kiedy autor potrafi sprawić, że zaproponowana przez niego fabuła prowadzi do odkrywania prawdziwej historii, literatura staje się czymś znacznie więcej niż tylko rozrywką. Dla czytelników ze Śląska Cieszyńskiego ta lektura ma jeszcze jeden wymiar. Historia pogranicza, zmieniających się granic, wielojęzycznych nazw i skomplikowanych losów mieszkańców brzmi zaskakująco znajomo. Może właśnie dlatego karkonoskie opowieści Gortycha czyta się z ciekawością, ale i z pewnym poczuciem, że opowiadają o doświadczeniu znanym także mieszkańcom naszego regionu.