czwartek, 1 czerwca 2023
Imieniny: PL: Gracji, Jakuba, Konrada| CZ: Laura
Glos Live
GAZETA POLAKÓW W REPUBLICE CZESKIEJ
Ukazuje się od 1945 roku
Nahoru

Słowo się rzekło... | 28.05.2022

Simon Sebag Montefiore napisał nie tak dawno głośną książkę „Stalin. Dwór czerwonego cara”. Czy z wydanych ostatnimi czasy wielu książek o Putinie udałoby się równie udanie odtworzyć dwór dzisiejszego władcy Rosji?

Fot. Pixabay

Dworskie zwyczaje – to brzmi nieźle, a w niektórych sytuacjach nawet bardzo dobrze; dworski sznyt, dworska etykieta – to kwalifikacje może nawet jeszcze lepsze. Ale, ale… Czy zastanawialiście się kiedyś Państwo nad szczególnym rodzajem świata, czy może powinienem powiedzieć raczej: bardzo małego światka, jakim jest dwór i zaludniający go tłum dworzan? Gdyby kogoś interesowała charakterystyka wzorcowego dworu królewskiego, to pozostałoby mi tylko polecić niedościgniony portret dworaków Ludwika XIV, niezwykle precyzyjnie odmalowany przez księcia Saint-Simona w jego słynnych „Pamiętnikach”. Nie jest to dzieło łatwe w lekturze, to prawda. Ale warto, naprawdę warto przez nie przebrnąć. Tak, dwór Ludwika XIV może być poniekąd uważany za modelowy przykład dworskiego życia. „Pamiętniki” Saint-Simona dowodzą także tego, że dworskie życie jest w stanie zrobić dworaka z prawie każdego człowieka. Dobrze, zgoda – dzisiaj królów albo nie ma, albo mało się liczą, żadne z nich słońca, świecą światłem odbitym dawnych czasów, ba, nawet od czasów słoneczka Stalina, co to „usta miał czerwieńsze od malin”, dzieli nas już ponad pół wieku. Nie oznacza to jednak, że mechanizmy i reguły rządzące dworskością zanikły, że ich dostrzeganie, opisywanie, a nawet, tak, tak, piętnowanie – przestało być aktualne.

Zawsze znajdzie się wszak w polu widzenia jakiś dwór, dworek, a choćby i mały dworeczek jakiegoś dyktatora, dyrektora, prezesa – w skrócie: łatwo dojrzeć społeczne otoczenie kogoś, kto rozdaje frukta. Dzisiaj chciałbym jednak zająć Państwa uwagę sytuacją dworską graniczną – tam gdzie szło nie tylko o status, prestiż, karierę czy korzyści materialne, ale gdzie w sensie najbardziej dosłownym – w grę wchodziła walka o przeżycie. Właśnie – nie o śmierć polityczną chodziło, nie o śmierć cywilną w tej granicznej sytuacji szło, ale o życie. By kwestie te pokazać w prawie że laboratoryjnym przybliżeniu, sięgnąłem do dzieł rzymskiego historyka Tacyta. Jego „Roczniki” rozpoczynają się od końca rządów Oktawiana Augusta. I oto po zgonie Augusta, który ostatecznie dobił rzymską republikę, ale oszczędził jednak resztki przyzwoitości – do władzy dochodzi jego przybrany syn Tyberiusz. Dodajmy – dochodzi do niej po trupach. Senat i znaczniejsi obywatele Rzymu jeśli nawet nie wiedzieli na pewno, to na pewno już czuli, że właśnie zaczynają się rządy gotowego na wszystko zwyrodnialca. I co? I jak na to reagują? „W Rzymie spieszno było do służalstwa konsulom, senatorom, szlachcie. Im kto był znaczniejszy, tym większą obłudę i gorliwość okazywał; a przybierając taką minę, żeby się w niej ani radość ze śmierci jednego cesarza, ani zbytni smutek z następstwa drugiego nie przebijał, mieszali łzy z objawami uciechy, narzekania z dowodami pochlebstwa” – pisał Tacyt.

Czy pochlebstwa przybierały w tamtych czasach jakąś specjalnie wyrafinowaną postać? Osądźcie Państwo sami. Pisał Tacyt, jak to pewien senator wystąpił z wnioskiem, „żeby corocznie na imię Tyberiusza przysięgę wznawiano; a zapytany przez tegoż, czy z polecenia zdanie to objawił, odpowiedział, że z własnego popędu mówił i że w tych sprawach, które państwa dotyczą, zawsze tylko za własną pójdzie radą, choćby nawet miał się na niechęć narazić”. Czyż to nie poglądowa lekcja, jak można skrajny serwilizm i oportunizm przedstawić jako zasadniczy nonkonformizm? Dodawał Tacyt, że „jedynie ten rodzaj pochlebstwa jeszcze pozostawał”. Niektóre z prób zaskarbienia sobie łaski nowego cesarza bywały doprawdy ryzykowne. Oto jeden z senatorów „rzucił się do nóg przechadzającemu się Tyberiuszowi (i) o mało nie został przez żołnierzy zabity, gdyż Tyberiusz, przypadkowo albo oplatany jego ramionami, upadł”. Tak pochlebstwo na dworze jest sztuką i jeśli jej kto dobrze nie opanował, to – bywa – że ryzykuje tym samym własnym życiem. Przypomina mi się w związku z tym nieodnotowana przez Tacyta, ale znana z popularnej powieści Roberta Gravesa „Ja, Klaudiusz” sytuacja, gdy chory, ba, prawie że umierający jest kolejny po Tyberiuszu cezar – jeszcze bardziej niż Tyberiusz odrażający – znany pod przydomkiem Kaligula. Jeden z dworaków, bo to, że był senatorem, nie ma w tamtych czasach doprawdy żadnego już znaczenia, otóż jeden z dworaków, głośno, tak by go słyszano, wzywa bogów i deklaruje, że oddałby z chęcią swoje życie, byle tylko młody cezar ozdrowiał. Kaligula ozdrowiał. A dworak za swoje gołosłowne i w brzmieniu, i zamierzeniu deklaracje odpowiedział głową. Tak, stało się dokładnie tak, jak sam prosił. Cezar ozdrowiał, więc on – niejako w zastępstwie – stracił życie. Wszystkim dworakom – niestrudzonym, biegłym i przebiegłym w pochlebstwach: historyjkę tę dedykuję.

Ktoś może powie, najwyraźniej od „dworu” i „dworskich zwyczajów” daleki, że to wszystko przebrzmiałe historyjki. Że to tylko historia. Że jeśli dzisiaj historyjki takie miałyby się powtórzyć, to tylko jako farsa. No cóż, pewnie jest i w tym trochę racji. Dam przykład. Jednemu z mistrzów epoki Oświecenia, wielkiemu Wolterowi, skądinąd zapiekłemu polemiście, przypisywano sentencję „Nie zgadzam się z tym, co mówisz, ale oddam życie, abyś miał prawo to powiedzieć”. I oto całkiem niedawno, bo w wieku XXI, ówczesny marszałek sejmu RP, Marek Borowski napisał list otwarty w obronie artystki Doroty Nieznalskiej, autorki dzieła „Pasja” (przedstawiającego penis na krzyżu, to tak dla przypomnienia). Napisał w nim, że choć nie podziela poglądów artystki, to oddałby życie za to, by mogła je głosić. Mniejsza już o to, o jakie poglądy idzie, gdy w grę wchodzi eksponowanie penisa na krzyżu. Ale przyznam, że chciałbym zobaczyć minę marszałka Borowskiego, gdyby obiecano mu wolność twórczą artystki Nieznalskiej za cenę jego, jakże przecież cennej, głowy. Ale wreszcie, skoro słowo się rzekło – to kobyłka u płotu...



Może Cię zainteresować.