poniedziałek, 18 maja 2026
Imieniny: PL: Alicji, Edwina, Eryka| CZ: Nataša
Glos Live
/
Nahoru

Pre-teksty i Kon-teksty Łęckiego: Zachód utopii | 18.05.2026

Żeby w Polsce było jak w bajce. Powiecie – a któżby nie chciał? No, może niekoniecznie musiałyby być to bajki braci Grimm. Ale gdyby to miała być bajka Jana Christiana Andersena?

Ten tekst przeczytasz za 6 min. 45 s
Utopia, zdjęcie ilustracyjne. Fot. Pixabay

Dobrze, to może „Brzydkie kaczątko” – ileż to zniechęconej do życia młodzieży włóczy się po ulicach, wystaje pod blokiem i narzeka, że nie ma perspektyw… Cóż im powiedzieć? Że Brzydkie Kaczątko też nie wiedziało, iż ma przed sobą świetlaną przyszłość, a przecież miało ją mieć? E tam, mowa trawa, jak mawiało się za moich młodych lat.

I
To może inna bajka – ta o Calineczce: oto mimo trudności wszystko dobrze się skończy i znajdziesz wreszcie swojego księcia (czy księżniczkę)? No cóż, chodzi mi dzisiaj o inną bajkę, o baśń Andersena – „Kalosze szczęścia”. Pamiętacie? Każdemu, kto nałożył sobie kalosze szczęścia, spełniały się życzenia. Jeśli np. sądził, że w jakiejś epoce żyło się ludziom najlepiej, to kalosze niezwłocznie go do realiów tamtej epoki przenosiły. W ten sposób mógł na własnej skórze zakosztować tego, co tak przekonywująco zachwalał innym; zachwalał przecież być może zakładając, że jego osobiście to wszystko po prostu nie dotyczy. Napisane przez Andersena „Kalosze szczęścia” miały, tak je teraz po latach rozumiem, uczyć odpowiedzialności za słowo, uczyć tego, by nie strzępić języka, bo nie tylko idee mają swoje konsekwencje, ale i słowa. I zdarzyć się może sytuacja, jak ta opisana w „Kaloszach szczęścia”, że zadziała – tu i teraz – reguła: „Mówisz? Masz!”. Powiecie Państwo – ot, baśń. W realnym świecie to się nie zdarza. To prawda, w rzeczywistości zawołanie: „tu jest Rodos, tutaj skacz” zdarza się rzadko. A – przypomnijmy, skierowane było do samochwalcy, który rozpowiadał na prawo i lewo, jak też daleko może on skoczyć… Mogę, oczywiście, że mogę – dodawał szybko – ale tylko na wyspie Rodos. Dopiero zawołanie – „tu jest Rodos, tutaj skacz!” zbiło go z tropu.

II
W zasadzie mamy tylko kilka możliwości. Albo stoimy (chcemy stać) w miejscu, albo posuwamy się (chcemy się posuwać) w jakimś kierunku (do przodu czy do tyłu, w lewo, w prawo – to w tym przypadku mniej ważne), albo, kręcąc się w kółko, też w zasadzie stoimy w miejscu. Dobra, jeszcze możemy chcieć wzlatywać (nad poziomy), albo mieć nadzieję dokopywać się do skarbów (skrytych pod ziemią). W życiu społeczeństw za każdą z tych możliwości może stać utopijna ideologia, która wybraną możliwość absolutyzuje i – tym samym – sprowadza często do farsy; niestety, bardzo często bardzo krwawej farsy. Przypomniała mi się jedna z opowieści Philipa K. Dicka, czytana w latach osiemdziesiątych XX wieku, w lichym wydaniu jakiegoś wydawnictwa tzw. „drugiego obiegu”. Tytułu nie pamiętam. Oto kilka osób, charakteryzujących się skrajnie różnymi, acz w każdym przypadku do bólu dogmatycznymi poglądami na rzeczywistość, bierze udział w nieszczęśliwym wypadku. I oto w efekcie wszyscy bohaterowie muszą żyć – po kolei – w „nowym wspaniałym świecie” utopii każdego z pozostałych. I okazuje się, że jest to dla wszystkich bez wyjątku koszmar. Tak to bywa, kiedy najpiękniejsze wymysły okazują się mieć najdziksze, nieprzewidywalne (a na pewno nieprzewidziane), acz realne konsekwencje, pojawia się horror.

III
wan Karstew, bułgarski politolog, wykładowca w Instytucie Nauk o Człowieku w Wiedniu, w swojej wydanej jeszcze przed pandemią i rosyjską inwazją na Ukrainę książce „Co po Europie?” (Wydawnictwo Krytyka Polityczna), zajmuje się tym, że kształt polityczny Europy pewnie będzie się zmieniał; więcej – że kształt ten będzie musiał się zmienić. Parę dziesiątków lat temu wizja Europy była dla krajów, które wyszły spod panowania komunistycznej utopii, ostoją normalności, a kierunek na Zachód miał stać się naturalną do tej normalności drogą. Otóż ta wytęskniona Europa, a raczej jej wyidealizowany obraz legł po czasie w gruzach. Transformacja rozpoczęta wschodnioeuropejską „jesienią ludów” w roku 1989 opierała się, ba, miała się opierać na naśladownictwie Zachodu. Zdaniem Karstewa, to właśnie strategia naśladownictwa przechodzi głęboki kryzys – kryzys zresztą wydawałoby się w perspektywie socjologicznej wcale nietrudny do przewidzenia. Oto po pokoleniu entuzjastów otworzenia się na Zachód, dochodzi do głosu kolejne pokolenie wschodnich Europejczyków. To pokolenie, dla którego Europa nie jest już „ziemią obiecaną”, wielką wspaniałą obietnicą życia wreszcie w „normalnym” świecie. Jest zastaną rzeczywistością, ze swoimi własnymi problemami. Karstew porównuje to z odruchem drugiego pokolenia imigrantów w Europie. Zmieniają się zatem trzy elementy. Po pierwsze – Europa, do której „normalności” dążono, tym samym – po drugie – zmienia się wizja Zachodu, który nigdy nie był taki, jak sobie naiwnie wyobrażano, ale teraz coraz bardziej zdaje się od tych wyobrażeń odstawać. I zmieniają się – po trzecie – pokoleniowo (ale także osobowościowo) ci, którzy mieli (i marzyli o tym by), ów Zachód imitować. Powiada Karstew: „Dlatego pytanie brzmi, jaką utopię można znaleźć obecnie?”. Otóż nie wydaje mi się, byśmy dzisiaj cierpieli na deficyt utopii. Może tylko nie dostrzegamy w nich utopii.

IV
Od politologii przejdźmy teraz do literatury pięknej – z jej profetycznym zacięciem. Michel Houellebecq z okazji przyznania mu nagrody im. Oswalda Spenglera powiedział: „Jeśli (…) zastanawiam się obecnie nad sytuacją Zachodu, uwzględniając (…) dwa kryteria, które ze względu na moje doświadczenia intelektualne uważam za fundamentalne, czyli demografię i religię, oczywiste jest, że dochodzę do takich samych wniosków jak Spengler: Zachód jest w stanie daleko posuniętego schyłku”. Aha, Spengler zasłynął dziełem zatytułowanym „Zmierzch Zachodu”.

V
I jeszcze promyk nadziei – to na koniec. Oto fragment wzięty z Mikołaja Bierdiajewa, który Aldous Huxley wykorzystał jako motto do swojej najsłynniejszej powieści anty-utopii: „Nowy wspaniały świa”t: „Utopie wydają się o wiele bliższe urzeczywistnienia niż się dotychczas wydawało. I oto stajemy dziś przed nową nader niepokojącą kwestią: Jak unikać ich definitywnego urzeczywistnienia? Utopie dają się urzeczywistniać. Życie zmierza w ich stronę. Ale być może nadchodzi nowa epoka, epoka, w której intelektualiści i warstwy wykształcone znajdą sposób na uchronienie się od utopii i na powrót do społeczeństwa, które będzie nieutopijne, mniej »doskonałe« i bardziej wolne”.

VI
No cóż, i taki Huxley uchodzi(ł?) za prognostę...
Krzysztof Łęcki



Może Cię zainteresować.