środa, 8 lipca 2026
Imieniny: PL: Arnolda, Edgara, Elżbiety| CZ: Nora
Glos Live
/
Nahoru

Urodzony, by śpiewać. Mieczysław Fogg obchodziłby dziś 125. urodziny | 30.05.2026

Czarował swoim barytonem, trafiał do serc milionów Polaków charakterystycznym eleganckim stylem śpiewania stając się ikoną polskiej kultury XX wieku. W sobotę 30 maja obchodziłby 125. urodziny. Dlatego rok 2026 jest ustanowiony przez Sejm RP Rokiem Mieczysława Fogga – żeby uczcić artystyczne dokonania i patriotyzm tego legendarnego polskiego pieśniarza i artysty.

Ten tekst przeczytasz za 10 min. 60 s
Mieczysław Fogg, legenda polskiej muzyki. Fot. ARC

Była styczniowa, słoneczna niedziela, gdy w słuchawkach zabrzmiała mi piosenka śpiewana przez Mieczysława Fogga. Jan Emil Młynarski, prowadzący tego dnia w radiowej Trójce (Trzecim Programie Polskiego Radia) swoją audycję „Salon muzyka dancing”, poświęcił ją polskim nagraniom z pierwszej połowy XX wieku związanym z zimą i górami. Właśnie wtedy usłyszałem utwór „Fokstrot narciarski” i ten wyjątkowy głos.

– Narty, narty to ci raj. Nie bój się panna, rączkę mi daj. Więc razem, z gazem chwyć kijki dwa i rób wszystko to, co ja. Narty, narty, co tam styl! Nawet, gdy padasz, masz sexapil. Więc ostro, siostro, na raz, dwa, trzy pozwól sobie mówić „ty” – wyśpiewał mistrz piosenki sentymentalnej słowa napisane przez Józefa Lipskiego i Władysława Szlengela. A kiedy później popłynęło nagranie „Góralskiego tanga” z 1937 r., kiedy Fogg śpiewa „Hej, za górami, za lasami, górale tańczą z góralkami. Góralskie tango, gdy zagrają, melodie rzewne płyną w dal. (…) Dookoła wszyscy je śpiewają, rozlega echem się wśród hal”, powziąłem mocne postanowienie, żeby przybliżyć czytelnikom „Głosu” jego postać.

Frapował go sam dźwięk

„Czy zapowiadałem się na cudowne dziecko? Nie sądzę. Chociaż w spojrzeniach moich rodziców pewno można było wyczytać zachwyt, gdy już jako pięcioletni brzdąc potrafiłem – podobno nie bardzo fałszując – odśpiewać popisowo przed gośćmi sławetne „Góralu, czy ci nie żal”. To był mój pierwszy wielki szlagier” – wyznał Mieczysław Fogg w swojej autobiograficznej książce „Od palanta do belcanta” wydanej w 1971 r. „Moja dziecięca słabość, mój pęd do śpiewania, wynikała niewątpliwie z faktu, że zdradzałem sporą muzykalność, miałem dobry słuch (bez większych trudności potrafiłem zanucić usłyszaną melodię), byłem wrażliwy na dźwięki. Reagowałem na trąbkę pogotowia czy straży pożarnej nie tylko dlatego, że była to zapowiedź czegoś dramatycznego. Frapował mnie sam dźwięk” – zaznaczył.


W największym skrócie – Mieczysław Fogg to jedna z największych gwiazd polskiej piosenki, określana estradowym fenomenem, bo występował na scenie do 86. roku życia będąc najstarszym czynnym zawodowo piosenkarzem na świecie. Nazywany „polskim Bingiem Crosby” wykreował już w okresie międzywojennym własny styl, którego trzymał się do końca kariery. W sobie właściwy elegancki sposób wykonywał tanga i piosenki o miłości, które urzekały miliony Polaków. Takie utwory, jak „Jesienne róże”, „Ta ostatnia niedziela”, „Mały biały domek”, „Tango miliona”, czy „W małym kinie” zapisały się nie tylko w historii polskiej muzyki, ale i świadomości kilku pokoleń. Przez całą karierę Fogg nagrał 2 tys. piosenek, zagrał ok. 16 tys. koncertów. Przed wojną jego płyta z utworem „Ta ostatnia niedziela” sprzedała się w liczbie rekordowych ponad 100 tys. egzemplarzy.

„To był szlagier, który utrzymał się przez okrągły rok! Właściciel wytwórni zarobił na tym tangu kokosy. Jako premię otrzymałem od niego złote spinki do fraka z brylantami, które później w ciężkich i smutnych latach okupacji spieniężyłem” – napisał w autobiografii.

Zaczęło się od chóru

Mieczysław Fogg, a tak naprawdę Mieczysław Fogiel – bo to jest prawdziwe nazwisko artysty –urodził się 30 maja 1901 r. w Warszawie. Jego matką była Anna Apolonia z domu Beck, która prowadziła sklep w domu na rogu ulic Długiej i Freta. Ojciec Antoni pracował jako maszynista kolejowy. Młodość Mieczysława po nauce w gimnazjum i zajęciach skautingu skończyła się wraz z rozpoczęciem ochotniczej służby w Wojsku Polskim (lata 1919-21) i udziału w wojnie polsko-bolszewickiej w 23. Polowej Autokolumnie. Przyszły piosenkarz brał udział w wyzwalaniu Wilna i w walkach na froncie litewsko-białoruskim.

W 1922 r. rozpoczął pracę w Warszawskiej Dyrekcji Polskich Kolei Państwowych. Pracował w kasie miejskiej PKP, gdzie prowadziło się przedsprzedaż biletów, sporządzało frachty przesyłek kolejowych itd. „Miałem nadzieję, że moje zarobki w placówce PKP pozwolą mi odłożyć trochę grosza na naukę śpiewu. Wypisując frachty marzyłem bezustannie o karierze śpiewaka, co stawało się prawdziwą obsesją” – wyznał w autobiografii artysta.

Przygodę ze śpiewem zaczął od chóru kościelnego mając 21 lat. Przechodził raz koło kościoła św. Anny na Krakowskim Przedmieściu, gdzie usłyszał próbę chórzystów. Gdy wszedł, zagadnął go organista Bolesław Szych i po krótkim przesłuchaniu zaprosił do grupy, w której wypadał bardzo dobrze. Pewnego dnia na próbę przyszli dwaj artyści Operetki – Stanisław Stasiak i Ludwik (Kierski) Sempoliński. To właśnie ten drugi zwrócił uwagę na młodego Fogiela.

„Powinien się pan wziąć poważnie do nauki śpiewu. Będą z pana ludzie” – powiedział Sempoliński polecając lekcje u prof. Jana Łysakowskiego, u którego sam ciągle się jeszcze uczył. „Fakt, że znany aktor Operetki zwrócił na mnie uwagę, dodał mi bodźca do podjęcia poważnej edukacji” – nie ukrywał później Fogg.

Mieczysław Fogg uwielbiał towarzystwo kobiet, a kobiety uwielbiały jego. Fot. ARC

Po kilku latach żmudnej i kosztownej nauki śpiewu, która zaowocowała zakwalifikowaniem jego głosu do barytonu, w 1926 r. przyjął pseudonim artystyczny „Fogg”. Jako solista 10 grudnia 1928 r. po raz pierwszy wykonał publicznie kilka arii operowych w sali koncertowej przy ul. Kredytowej 14. Wstąpił do Chóru Dana (Władysława Daniłowskiego), z którym w lipcu 1929 r. zaliczył pierwsze nagrania na płycie, zaczął też występować w słynnym warszawskim teatrzyku „Qui Pro Quo”. W Berlinie nagrał z Chórem Dana piosenkę „Flisacy” do filmu „Dziesięciu z Pawiaka”. Od 1933 r. był związany z takimi teatrami i rewiami, jak Banda, Rex, Polonia, Cyrulik Warszawski, Wielka Rewia, Małe Qui Pro Quo, Tip Top, Hollywood i Ali Baba.

12 października 1938 r. wystąpił jako solista w Nowym Jorku i rozpoczął 14-tygodniowe tournée śpiewając m.in. w teatrach Rivoli w Buffalo i Congress w Chicago oraz w Detroit, Cleveland, Bostonie i Filadelfii.

Sprawiedliwy wśród Narodów Świata

W pierwszych dniach II wojny światowej Mieczysław Fogg koncertował dla polskich żołnierzy. 6 września 1939 roku opuścił Warszawę i dotarł do Lwowa, ale po krótkim czasie zdecydował się wrócić do stolicy, gdzie spędził okupację śpiewając m.in. w „Café Bodo”. Działał w konspiracji pod pseudonimem „Ptaszek”, w jego mieszkaniu odbywały się tajne komplety Gimnazjum Batorego, a podczas Powstania Warszawskiego jako starszy strzelec I Batalionu Szturmowego „Odwet” koncertował dla powstańców i cywilnej ludności miasta. Trzykrotnie był ranny. Za zasługi został odznaczony Krzyżem Walecznych oraz Złotym Krzyżem Zasługi z Mieczami.


Piosenkarz podczas okupacji niemieckiej wspierał zaprzyjaźnionych artystów pochodzenia żydowskiego, a Ivo Wesbiemu z teatrzyku „Qui Pro Quo” i jego rodzinie pomógł wydostać się z warszawskiego getta – ukrywał ich przez pewien czas, a później znalazł mieszkanie i pomógł wyrobić fałszywe dokumenty. 26 października 1989 r. instytut Yad Vashem przyznał mu za to tytuł „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata”.

„Z rodziną Wesbych zobaczyłem się po wojnie w Wiedniu, dokąd w 1945 r. dotarły szczęśliwie żona z córką, ukrywające się do ostatnich dni wojny u pewnej rodziny na Okęciu. Powtórnie spotkałem się z Wesbymi z okazji mojego występu w Nowym Jorku, gdzie Ivek był dyrygentem. Tuż koncercie, który odbył się w sali jednego z eleganckich hoteli, Wesby wszedł na podium i powiedział: To jest człowiek, który w czasie okupacji niemieckiej uratował mi życie. Wtedy i ja zwróciłem się do publiczności, mówiąc: A to jest człowiek, który kiedyś dobrym słowem potrafił mnie w ciężkiej chwili podtrzymać na duchu” – wspominał Mieczysław Fogg w autobiografii.

Kiedy Fogiel został Foggiem

Po wojnie, w ruinach domu przy ul. Marszałkowskiej 119, występował z recitalami we własnej kawiarni artystycznej. „Kawiarenka z moim nazwiskiem w szyldzie, „Cafe Fogg", była wysepką wśród morza ruin” – nie ukrywał. „Ten skromny przybytek otworzył podwoje 4 marca 1945 roku, a więc już w sześć tygodni po oswobodzeniu Warszawy. Zamiar otwarcia kawiarenki inspirowany był oczywiście myślą o urządzaniu tam występów: chciałem dać nieco odprężenia i radości powracającym do miasta warszawiakom. Nie przypuszczałem wtedy, że „Cafć Fogg” stanie się w jakimś sensie zalążkiem życia estradowego w stolicy” – stwierdził piosenkarz.

Założył też własną Wytwórnię Płyt Gramofonowych „Fogg Record”, ale w tym celu musiał oficjalnie… zmienić nazwisko. I tak 26 października 1946 r. Mieczysław Fogiel został Foggiem. Wytwórnia jednak nie przynosiła zysków i w 1951 r. Fogg „zwinął interes”. Ale koncertował. W 1947 roku wyjechał do Austrii na pierwsze powojenne występy za granicą. Kolejnym było tournée po USA (1957 i 1958), Kanadzie, Wielkiej Brytanii i Francji, a w dalszych latach po Australii, Nowej Zelandii i Tasmanii. Mieczysław Fogg koncertował także w Brazylii, w Finlandii, Danii oraz ZSRR.

Ze względu na długą karierę Mieczysław Fogg jeszcze za życia stał się symbolem kultury polskiej XX wieku. Po raz ostatni wystąpił publicznie w 1988 roku. Zmarł 3 września 1990 r. w wieku 89 lat. Jest pochowany na cmentarzu Bródnowskim w Warszawie.


Swoją autobiografię Mieczysław Fogg kończy przytoczeniem słów Jerzego Waldorffa, który napisał „Nie widzę logicznego powodu, aby drogi Miecio nie miał żyć i śpiewać wiecznie. Przewiduję zatem, że w swym uroczystym fraku i przy orderach zjawi się na Sądzie Ostatecznym. Ujrzawszy Przedwiecznego, wystraszy się jednak nieco i zawoła: – Mój Boże! Na co Pan uśmiechnie się i odpowie: – Mój Boże! Zaśpiewaj najpierw coś dla aniołów, a dopiero potem cię osądzę. I Miecio będzie śpiewał, a zachwycone anioły będą mu za to długo biły w skrzydła!...”.

„Oświadczam państwu, że byłem młody, jestem młody i tak długo będę młody, jak długo państwo będziecie sobie tego życzyć” – takimi słowami Mieczysław Fogg zakończył swoją autobiografię. W ten sam sposób często zwracał się z estrady do publiczności.


Może Cię zainteresować.