Urodzony, by śpiewać. Mieczysław Fogg obchodziłby dziś 125. urodziny | 30.05.2026
Czarował swoim barytonem, trafiał do serc milionów Polaków
charakterystycznym eleganckim stylem śpiewania stając się ikoną polskiej
kultury XX wieku. W sobotę 30 maja obchodziłby 125. urodziny. Dlatego rok 2026 jest
ustanowiony przez Sejm RP Rokiem Mieczysława Fogga – żeby uczcić artystyczne
dokonania i patriotyzm tego legendarnego polskiego pieśniarza i artysty.
Mieczysław Fogg, legenda polskiej muzyki. Fot. ARC
Była styczniowa, słoneczna niedziela, gdy w słuchawkach zabrzmiała mi piosenka
śpiewana przez Mieczysława Fogga. Jan Emil Młynarski, prowadzący tego dnia w
radiowej Trójce (Trzecim Programie Polskiego Radia) swoją audycję „Salon muzyka
dancing”, poświęcił ją polskim nagraniom z pierwszej połowy XX wieku związanym
z zimą i górami. Właśnie wtedy usłyszałem utwór „Fokstrot narciarski” i ten
wyjątkowy głos.
– Narty, narty to ci raj. Nie bój się panna, rączkę mi daj. Więc razem,
z gazem chwyć kijki dwa i rób wszystko to, co ja. Narty, narty, co tam styl!
Nawet, gdy padasz, masz sexapil. Więc ostro, siostro, na raz, dwa, trzy pozwól
sobie mówić „ty” – wyśpiewał mistrz piosenki sentymentalnej słowa napisane
przez Józefa Lipskiego i Władysława Szlengela. A kiedy później popłynęło
nagranie „Góralskiego tanga” z 1937 r., kiedy Fogg śpiewa „Hej, za górami, za
lasami, górale tańczą z góralkami. Góralskie tango, gdy zagrają, melodie rzewne
płyną w dal. (…) Dookoła wszyscy je śpiewają, rozlega echem się wśród hal”,
powziąłem mocne postanowienie, żeby przybliżyć czytelnikom „Głosu” jego postać.
Frapował go sam dźwięk
„Czy zapowiadałem się na cudowne dziecko? Nie sądzę. Chociaż w
spojrzeniach moich rodziców pewno można było wyczytać zachwyt, gdy już jako
pięcioletni brzdąc potrafiłem – podobno nie bardzo fałszując – odśpiewać
popisowo przed gośćmi sławetne „Góralu, czy ci nie żal”. To był mój pierwszy
wielki szlagier” – wyznał Mieczysław Fogg w swojej autobiograficznej książce
„Od palanta do belcanta” wydanej w 1971 r. „Moja dziecięca słabość, mój pęd do
śpiewania, wynikała niewątpliwie z faktu, że zdradzałem sporą muzykalność,
miałem dobry słuch (bez większych trudności potrafiłem zanucić usłyszaną
melodię), byłem wrażliwy na dźwięki. Reagowałem na trąbkę pogotowia czy straży
pożarnej nie tylko dlatego, że była to zapowiedź czegoś dramatycznego. Frapował
mnie sam dźwięk” – zaznaczył.
W największym skrócie – Mieczysław Fogg to jedna z największych gwiazd
polskiej piosenki, określana estradowym fenomenem, bo występował na scenie do
86. roku życia będąc najstarszym czynnym zawodowo piosenkarzem na świecie. Nazywany
„polskim Bingiem Crosby” wykreował już w okresie międzywojennym własny styl, którego
trzymał się do końca kariery. W sobie właściwy elegancki sposób wykonywał tanga
i piosenki o miłości, które urzekały miliony Polaków. Takie utwory, jak „Jesienne
róże”, „Ta ostatnia niedziela”, „Mały biały domek”, „Tango miliona”, czy „W
małym kinie” zapisały się nie tylko w historii polskiej muzyki, ale i
świadomości kilku pokoleń. Przez całą karierę Fogg nagrał 2 tys. piosenek,
zagrał ok. 16 tys. koncertów. Przed wojną jego płyta z utworem „Ta ostatnia
niedziela” sprzedała się w liczbie rekordowych ponad 100 tys. egzemplarzy.
„To był szlagier, który utrzymał się przez okrągły rok! Właściciel
wytwórni zarobił na tym tangu kokosy. Jako premię otrzymałem od niego złote
spinki do fraka z brylantami, które później w ciężkich i smutnych latach
okupacji spieniężyłem” – napisał w autobiografii.
Zaczęło się od chóru
Mieczysław Fogg, a tak naprawdę Mieczysław Fogiel – bo to jest prawdziwe
nazwisko artysty –urodził się 30 maja 1901 r. w Warszawie. Jego matką była Anna
Apolonia z domu Beck, która prowadziła sklep w domu na rogu ulic Długiej i
Freta. Ojciec Antoni pracował jako maszynista kolejowy. Młodość Mieczysława po
nauce w gimnazjum i zajęciach skautingu skończyła się wraz z rozpoczęciem
ochotniczej służby w Wojsku Polskim (lata 1919-21) i udziału w wojnie
polsko-bolszewickiej w 23. Polowej Autokolumnie. Przyszły piosenkarz brał
udział w wyzwalaniu Wilna i w walkach na froncie litewsko-białoruskim.
W 1922 r. rozpoczął pracę w Warszawskiej Dyrekcji Polskich Kolei
Państwowych. Pracował w kasie miejskiej PKP, gdzie prowadziło się przedsprzedaż
biletów, sporządzało frachty przesyłek kolejowych itd. „Miałem nadzieję, że
moje zarobki w placówce PKP pozwolą mi odłożyć trochę grosza na naukę śpiewu.
Wypisując frachty marzyłem bezustannie o karierze śpiewaka, co stawało się
prawdziwą obsesją” – wyznał w autobiografii artysta.
Przygodę ze śpiewem zaczął od chóru kościelnego mając 21 lat.
Przechodził raz koło kościoła św. Anny na Krakowskim Przedmieściu, gdzie
usłyszał próbę chórzystów. Gdy wszedł, zagadnął go organista Bolesław Szych i
po krótkim przesłuchaniu zaprosił do grupy, w której wypadał bardzo dobrze. Pewnego
dnia na próbę przyszli dwaj artyści Operetki – Stanisław Stasiak i Ludwik
(Kierski) Sempoliński. To właśnie ten drugi zwrócił uwagę na młodego Fogiela.
„Powinien się pan wziąć poważnie do nauki śpiewu. Będą z pana ludzie” –
powiedział Sempoliński polecając lekcje u prof. Jana Łysakowskiego, u którego
sam ciągle się jeszcze uczył. „Fakt, że znany aktor Operetki zwrócił na mnie
uwagę, dodał mi bodźca do podjęcia poważnej edukacji” – nie ukrywał później Fogg.
Mieczysław Fogg uwielbiał towarzystwo kobiet, a kobiety uwielbiały jego. Fot. ARC
Po kilku latach żmudnej i kosztownej nauki śpiewu, która zaowocowała
zakwalifikowaniem jego głosu do barytonu, w 1926 r. przyjął pseudonim
artystyczny „Fogg”. Jako solista 10 grudnia 1928 r. po raz pierwszy wykonał
publicznie kilka arii operowych w sali koncertowej przy ul. Kredytowej 14.
Wstąpił do Chóru Dana (Władysława Daniłowskiego), z którym w lipcu 1929 r.
zaliczył pierwsze nagrania na płycie, zaczął też występować w słynnym warszawskim
teatrzyku „Qui Pro Quo”. W Berlinie nagrał z Chórem Dana piosenkę „Flisacy” do
filmu „Dziesięciu z Pawiaka”. Od 1933 r. był związany z takimi teatrami i
rewiami, jak Banda, Rex, Polonia, Cyrulik Warszawski, Wielka Rewia, Małe Qui
Pro Quo, Tip Top, Hollywood i Ali Baba.
12 października 1938 r. wystąpił jako solista w Nowym Jorku i rozpoczął
14-tygodniowe tournée śpiewając m.in. w teatrach Rivoli w Buffalo i Congress w
Chicago oraz w Detroit, Cleveland, Bostonie i Filadelfii.
Sprawiedliwy wśród Narodów Świata
W pierwszych dniach II wojny światowej Mieczysław Fogg koncertował dla
polskich żołnierzy. 6 września 1939 roku opuścił Warszawę i dotarł do Lwowa,
ale po krótkim czasie zdecydował się wrócić do stolicy, gdzie spędził okupację
śpiewając m.in. w „Café Bodo”. Działał w konspiracji pod pseudonimem „Ptaszek”,
w jego mieszkaniu odbywały się tajne komplety Gimnazjum Batorego, a podczas
Powstania Warszawskiego jako starszy strzelec I Batalionu Szturmowego „Odwet” koncertował
dla powstańców i cywilnej ludności miasta. Trzykrotnie był ranny. Za zasługi został
odznaczony Krzyżem Walecznych oraz Złotym Krzyżem Zasługi z Mieczami.
Piosenkarz podczas okupacji niemieckiej wspierał zaprzyjaźnionych
artystów pochodzenia żydowskiego, a Ivo Wesbiemu z teatrzyku „Qui Pro Quo” i
jego rodzinie pomógł wydostać się z warszawskiego getta – ukrywał ich przez
pewien czas, a później znalazł mieszkanie i pomógł wyrobić fałszywe dokumenty. 26
października 1989 r. instytut Yad Vashem przyznał mu za to tytuł „Sprawiedliwy
wśród Narodów Świata”.
„Z rodziną Wesbych zobaczyłem się po wojnie w Wiedniu, dokąd w 1945 r. dotarły
szczęśliwie żona z córką, ukrywające się do ostatnich dni wojny u pewnej
rodziny na Okęciu. Powtórnie spotkałem się z Wesbymi z okazji mojego występu w
Nowym Jorku, gdzie Ivek był dyrygentem. Tuż koncercie, który odbył się w sali
jednego z eleganckich hoteli, Wesby wszedł na podium i powiedział: To jest
człowiek, który w czasie okupacji niemieckiej uratował mi życie. Wtedy i ja
zwróciłem się do publiczności, mówiąc: A to jest człowiek, który kiedyś dobrym
słowem potrafił mnie w ciężkiej chwili podtrzymać na duchu” – wspominał
Mieczysław Fogg w autobiografii.
Kiedy Fogiel został Foggiem
Po wojnie, w ruinach domu przy ul. Marszałkowskiej 119, występował z
recitalami we własnej kawiarni artystycznej. „Kawiarenka z moim nazwiskiem w
szyldzie, „Cafe Fogg", była wysepką wśród morza ruin” – nie ukrywał. „Ten
skromny przybytek otworzył podwoje 4 marca 1945 roku, a więc już w sześć
tygodni po oswobodzeniu Warszawy. Zamiar otwarcia kawiarenki inspirowany był
oczywiście myślą o urządzaniu tam występów: chciałem dać nieco odprężenia i
radości powracającym do miasta warszawiakom. Nie przypuszczałem wtedy, że „Cafć
Fogg” stanie się w jakimś sensie zalążkiem życia estradowego w stolicy” – stwierdził
piosenkarz.
Założył też własną Wytwórnię Płyt Gramofonowych „Fogg Record”, ale w
tym celu musiał oficjalnie… zmienić nazwisko. I tak 26 października 1946 r.
Mieczysław Fogiel został Foggiem. Wytwórnia jednak nie przynosiła zysków i w
1951 r. Fogg „zwinął interes”. Ale koncertował. W 1947 roku wyjechał do Austrii
na pierwsze powojenne występy za granicą. Kolejnym było tournée po USA (1957 i
1958), Kanadzie, Wielkiej Brytanii i Francji, a w dalszych latach po Australii,
Nowej Zelandii i Tasmanii. Mieczysław Fogg koncertował także w Brazylii, w
Finlandii, Danii oraz ZSRR.
Ze względu na długą karierę Mieczysław Fogg jeszcze za życia stał się
symbolem kultury polskiej XX wieku. Po raz ostatni wystąpił publicznie w 1988
roku. Zmarł 3 września 1990 r. w wieku 89 lat. Jest pochowany na cmentarzu
Bródnowskim w Warszawie.
Swoją autobiografię Mieczysław Fogg kończy przytoczeniem słów Jerzego
Waldorffa, który napisał „Nie widzę logicznego powodu, aby drogi Miecio nie
miał żyć i śpiewać wiecznie. Przewiduję zatem, że w swym uroczystym fraku i
przy orderach zjawi się na Sądzie Ostatecznym. Ujrzawszy Przedwiecznego,
wystraszy się jednak nieco i zawoła: – Mój Boże! Na co Pan uśmiechnie się i
odpowie: – Mój Boże! Zaśpiewaj najpierw coś dla aniołów, a dopiero potem cię osądzę.
I Miecio będzie śpiewał, a zachwycone anioły będą mu za to długo biły w
skrzydła!...”.
„Oświadczam państwu, że byłem młody, jestem młody i tak długo będę
młody, jak długo państwo będziecie sobie tego życzyć” – takimi słowami Mieczysław Fogg
zakończył swoją autobiografię. W ten sam sposób często zwracał się z estrady do
publiczności.