Podróże małe i duże Skałki: Błękitnym szlakiem, cz. 23. Folwark w Pruchnej | 21.05.2026
Dziś do tematu przewodniego znów podejdziemy
nieszablonowo, biorąc na warsztat Pruchną. Dlaczego nieszablonowo? Skonfrontujemy
się bowiem z pytaniem o to, gdzie leży granica między par excellence zamkiem, a
tak zwanym zamkiem, jak często miejscowi określali zabudowania pańskie.
Ten tekst przeczytasz za 4 min. 15 s
Dawny budynek zarządu folwarku Komory Cieszyńskiej w Pruchnej. Fot. Jakub Skałka
Podręcznikowym przykładem jest największy folwark
prucheński, zwany Folwarkiem „Knaj”, a później także Folwarkiem „Głównym”,
Folwarkiem „Pruchna” lub Folwarkiem „Zamkowym”. Choć tutejszy zómek nigdy nie
miał charakteru obronnego i nie stanowił rezydencji szlachecko-książęcych
właścicieli dóbr, lecz co najwyżej folwarcznego zarządcy, nazwa ta długo
przetrwała w świadomości mieszkańców.
Wiele podobnych zamków nie-zamków rozsianych jest
po Śląsku Cieszyńskim. Często wzbudzają one kontrowersje wśród tych, którzy –
wbrew lokalnym tradycjom nazewniczym – utrzymują, że nie powinno się nazywać
zamkiem czegoś, co nigdy koło zamku nie stało. Istnienie folwarku, w którym z
czasem powstał nazywany przez Pruchnian „zamkiem” gmach zarządu, poświadczono
po raz pierwszy w 1723 r. w katastrze karolińskim jako vorwerg Knay.
Nazwa Knaj jest nieco kłopotliwa, wiąże się bowiem nie tylko
z dawnym prucheńskim folwarkiem, lecz także pobliskimi rzeką, lasem i osiedlem,
leżącym w administracyjnych granicach Drogomyśla. Knajów jest więc kilka lub,
jeśli kto woli, jeden, ale na tyle wielki, że nie zmieścił się w jednej wsi.
Na streszczanie historii Pruchnej braknie nam dziś
czasu. Dość wspomnieć, że miejscowość po raz pierwszy została wspomniana w 1305
r., założono ją zaś najprawdopodobniej w latach 90. poprzedniego stulecia.
Kilkadziesiąt lat później książę cieszyński zezwolił na założenie w pobliżu
Pruchnej nowej osady – Małej Pruchnej. Obie Pruchny – Wielka i Mała, z początku
książęce, a z czasem ulegające parcelacji, dały początek jednej z największych
miejscowości księstwa.
Wsie połączyły się w jedną na przełomie XVI i XVII w. za
sprawą rodziny Czelów, zaś ich los po ślubie Katarzyny Czelówny z Fryderykiem
Bludowskim z Dolnych Błędowic w 1619 r. na długo splótł się z losem sąsiedniego
Drogomyśla. Pruchna stała się wówczas częścią rozległych dóbr rodu Bludowskich,
następnie – podobnie jak Drogomyśl – przeszła w ręce Kalischów i, po
odsprzedaniu księciu Albertowi Sasko-Cieszyńskiemu, weszła pod zarząd Komory
Cieszyńskiej.
Nowożytni właściciele Pruchnej (i folwarku)
czerpali zyski z jego pracy, lecz nie mieszkali w niej na co dzień. Nie
stanowiło to jednak szczególnego problemu, ponieważ folwark był autonomiczną
całością, działającą pod okiem zarządcy zwanego sprowcóm. Największa rozbudowa kompleksu
zabudowań folwarcznych miała miejsce w latach 70. XIX w. – wystawiono wówczas
m.in. okazałą siedzibę zarządu, będącą bez dwóch zdań najbardziej
reprezentacyjnym budynkiem wsi (nie licząc gmachu dworca). W tym okresie
prucheński majątek zarządzany przez Komorę Cieszyńską liczył ponad 500
hektarów.
Poza zarządcą obsługiwali go także główny ekonom, nadzorcy,
kowal, mistrzowie owczarscy i ok. 20 parobków, nie licząc mieszkańców wsi
(zwłaszcza najuboższych komorników), dla których dorabianie „na pańskim” było
często jedynym sposobem na wyżywienie rodziny. Należeli do nich również
Skałkowie – mój pradziadek Paweł (ur. 1886 r.), a wcześniej jego ojciec Jan
(ur. 1859 r.), wedle rodzinnego przekazu pracujący w folwarcznej gorzelni, choć
nigdy nie udało mi się zweryfikować tej informacji.
Folwark, podobnie jak huty, kopalnie i inne zakłady
przemysłowe, był z jednej strony chlebodawcą, z drugiej – symbolem ciężkiej
pracy, którą wykonuje się, bo trzeba, nie zaś dlatego, że sprawia przyjemność. Ten
„knajski” przeżył Habsburgów, przetrwał front w ’45 r. i dzielnie służył
Państwowej Stadninie Koni, by od lat 90. XX w. dogorywać w rękach prywatnego
właściciela. Czy warto ronić nad nim łzę? Zawsze zadaję sobie to pytanie,
przejeżdżając obok serca majątku – walącej się siedziby zarządu, którą jeszcze
przed stu laty Pruchna się chlubiła. I – choć przyznam, że mi żal – nie
potrafię na nie odpowiedzieć.