sobota, 13 lipca 2024
Imieniny: PL: Danieli, Irwina, Małgorzaty| CZ: Markéta
Glos Live
/
Nahoru

Sztuka, majtki i moda | 20.01.2019

Opinia rządzi światem – powiadali już ludzie Oświecenia. Ale tak naprawdę to moda rządzi światem, jedynie posługując się opinią. Moda to potęga – pisze w swojej rubryce „Pre-teksty i kon-teksty” Krzysztof Łęcki.

Ten tekst przeczytasz za 6 min. 30 s
Fot. pixabay.com
 
 
Richard Pipes, znakomity historyk, a jednocześnie jeden z tych nielicznych sowietologów, których stawiane w latach 80. ubiegłego wieku diagnozy i prognozy były rzeczywiście wartościowe, interesował się także sztuką, a w szczególności malarstwem. Jednej z mniej znanych szkół malarskich poświęcił nawet odrębne studium. Ale idzie mi o refleksje Pipesa na temat rosyjskiego malarstwa. Zaciekawiła mnie jego refleksja bardziej ogólna. We wspomnieniach („Żyłem”) Pipes opowiada taką oto historię: w czasie wizyty w Chinach miał okazję zobaczyć wiele godnych uwagi akwareli i drzeworytów. Sam Pipes kolekcjonował drzeworyty japońskie i dlatego szczególnie zainteresowały go ich chińskie pierwowzory. Dopytywał się chińskich muzealników o daty ich powstania – i okazywało się, że w tym względzie sztuka chińska wyprzedzała japońską o jakieś 100 lat. Jednak pytania o datę powstania drzeworytów wywoływały zdziwienie chińskich gospodarzy. I wtedy, pisze Pipes, uświadomił on sobie, że zachodniej „(…) obsesji na tle chronologii nie podziela cywilizacja Wschodu.
 
Osoba wykształcona w historii sztuki może podać datę powstania zachodniego obrazu z dokładnością do kilku dziesięcioleci. W przypadku malarstwa orientalnego jest to prawie niemożliwe, ponieważ artyści nie dążą do oryginalności – to jest do przewyższenia swych mistrzów – lecz do perfekcji w przedstawieniu obiektu, co mogło być osiągnięte tysiąc lat wcześniej. To samo można odnieść do naszej muzyki. Źródłem twórczości na Zachodzie jest stałe dążenie do oryginalności, co w końcu doprowadziło do samounicestwienia. Gdy dwudziestowieczni malarze i kompozytorzy nie potrafili już prześcignąć poprzedników, skapitulowali. Obraz, który jest czystym białym płótnem, lub kompozycja muzyczna składająca się z wielu minut ciszy oznaczają odrzucenie sztuki, ponieważ z definicji obraz jest rysunkiem, a kompozycja muzyczna – dźwiękiem” (Richard Pipes, „Żyłem. Wspomnienia niezależnego”, s. 123).
 
Spotykam się niekiedy w internecie z memami przedstawiającymi – dajmy na to – modnie ubranego mężczyznę sprzed pół wieku i osobę płci męskiej na dzisiejszym wybiegu, na którym prezentuje się pokaz mody końca drugiej dekady XXI wieku. Różnica jest, by tak rzec, tak bardzo porażająca, że tekst pod zdjęciami – „Co poszło nie tak?” narzuca się prawie z koniecznością. No właśnie – co w tzw. międzyczasie poszło nie tak? Bo zakładam, być może z przesadnym optymizmem, że jednak wielu ludzi zaczęło dostrzegać, iż coś jednak poszło nie tak…
 
 

***

Ludzie postępu społecznego i kulturowego w wieku XIX zamartwiali się ciężarem, jakim nie tylko dla ich współczesnych, ale także – po prostu – dla wszystkich przedstawicieli każdej epoki jest tradycja. Karol Marks porównał nawet tradycję do zmory, która ciąży na umysłach żyjących. Naturalnym, narzucającym się wręcz zadaniem było zatem wyplenić jak tylko się da tę straszliwą tradycję, pozbyć się zmory, uwolnić umysły tu i teraz żyjących ludzi. No cóż, nie ma wątpliwości, że tradycja na Zachodzie jest w odwrocie, ustępuje w życiu społecznym, wycofuje w kulturze. Pytanie – jakie daje to efekty? No cóż, niekiedy doprawdy kuriozalne.
 
W opublikowanej pod koniec ubiegłego roku książeczce Janusza Głowackiego znalazłem opis niezwykle sugestywnego obrazu szaleństwa i skrajnego ogłupienia zarazem, które ze zwykłych zjadaczy chleba robi moda. Pisze Głowacki: „Niezwykłe majtki, nad którymi Calvin Klein pracował latami, kto wie, może szperając w szafach maharadżów, rosyjskich aparatczyków i włoskich arystokratów, podglądając majki suszące się na sznurach w Neapolu i nowojorskim Harlemie. I te majtki prezentowało teraz na pokazie w Nowym Jorku siedmiu pięknych złotowłosych modeli o ciałach jakby wyrzeźbionych przez Fidiasza. (…) I ta owacja długo niemilknąca, krytyków i fotoreporterów. A kiedy te majtki zawisły na balkonach na Times Square, jakiś krytyk napisał, że to nowa Kaplica Sykstyńska XX wieku” (Janusz Głowacki, „Bezsenność w czasie karnawału”, s. 139-140).
 
Na marginesie – w 1967 roku zespół The Beatles nagrał piosenkę „I’m The Warlus”. W surrealistycznym, skądinąd pełnym odniesień do brytyjskiej literatury tekście, John Lennon użył zwrotu „You’ve been a naughty girl, you’ve let your knickers down” („byłaś niegrzeczną dziewczynką, zdjęłaś majteczki"). Z tego powodu stacja radiowa BBC zabroniła emisji piosenki na wszystkich swoich antenach.

 

***

Kiedy byłem małym chłopcem, musiałem nosić tornister, torbę szelkami przytwierdzaną do pleców. Konstrukcja ta miała mieć zbawienny wpływ na mój kręgosłup. Oczywiście zaraz po wyjściu z domu zdejmowałem tornister z pleców i niosłem go z godnością w ręce. Tak, jak to robili dorośli. Podobnie czynili moi koledzy. Tornister na plecach kompromitował przed niezwykle surową w ocenach opinią publiczną – opinią szkolnej dziatwy. Otóż dzisiaj nie tylko uczniowie podstawówek, ale znacznie starsi, nawet podstarzali, osobnicy noszą na plecach, a gdzieżby indziej, plecaczki. Zostawmy dywagacje, czy w tym przypadku kreatorzy mody kierowali się troską o zdrowy kręgosłup. 

Inny przykład. Jakiś czas temu młodzi chłopcy nosili spodnie z rozporkiem na wysokości kolan. Być może było to wygodne. Nie wiem i nigdy się nie dowiem, bo nigdy takich spodni nie założę. Jestem za to pewien, że gdyby spodnie takie próbowano narzucić – np. przez szkolny regulamin – mnie i moi rówieśnikom, to nakaz noszenia spodni tak obszernych, że aż dramatycznie nieforemnych, uznalibyśmy za wyrafinowaną torturę. A dzisiaj nastolatki wypłakują pewnie u rodziców kasę, by móc sobie sprawić takie spodnie; może zdrowsze niż tak modne niegdyś obcisłe dżinsy, ale wyglądające – biorąc pod uwagę wcale przecież nie tak dawne standardy - karykaturalnie. 

Opinia rządzi światem – powiadali już ludzie Oświecenia. Ale tak naprawdę to moda rządzi światem, jedynie posługując się opinią. Moda to potęga. Rządzi światem dzieci i dorosłych; tych ostatnich zwłaszcza wtedy, gdy dziecinnieją. 



Może Cię zainteresować.