Myślimy, że wszystko jest stałe: nasze budynki, nasze drogi – zarówno zewnętrzne, jak i wewnętrzne. Tymczasem wszystko wokół nas się zmienia, każdy dzień jest inny, lato przechodzi w jesień, ta z kolei w zimę. Jednego dnia żyjemy jako wolni ludzie, a następnego zakładamy maseczki, ubieramy mundur, zamykają nam granicę, idziemy na wojnę – to nie wynurzenia filozofa żyjącego w gorącym początku XXI wieku, ale Janka Michalika z Piosku, nominowanego w tegorocznym plebiscycie Kongresu Polaków.
Już samo znalezienie się w finałowej dziewiątce było dla niego ogromnym zaskoczeniem. Telefon z kancelarii KP odebrał podczas wycieczki na rowerze. Do tej pory uczestniczył w jednej gali i nigdy nie przypuszczał – jak się zarzeka – że kiedyś przyjdzie mu stanąć na scenie Teatru Cieszyńskiego w takiej samej roli. Jest jednak jeszcze druga rzecz, z którą chciałby się podzielić. – Pomyślałem jednocześnie, że znowu będą gadali, jak to mnie wszędzie jest pełno. A ja się przecież nigdzie nie wciskam na siłę – uśmiecha się nominowany z Piosku.
Tak było na przykład w „Pogodowymi godkami z Michalikym”. Janek jest reżyserem, nikt nie mówi, jakie treści ma przekazać w danym odcinku. Pomysł na cykl wyszedł jednak z redakcji „Głosu”, a Michalik oprawił go w odpowiednie ramy. Wcześniej sam miał pomysł na godki wokół pogody, ale nie do końca wiedział, jak miałyby wyglądać. Jak zaznacza, pogoda jest tylko punktem wyjścia do głębszych rozważań oraz pokazania naszego regionu w szerszym kontekście. Pogodę każdy może przecież sobie sprawdzić w smartfonie, ale nie każdy wie na przykład, jak odczytywać aurę na przykład z zachowania zwierząt.
– Jak kury idą wcześnie na grzędę, to znaczy że nazajutrz będzie ładna pogoda. Kiedy się z kolei długo zbierają, można z tego wnioskować, że zabiera się na zmianę albo w ogóle spadnie deszcz. Ostatnio nad moją wioską w nocy leciały gęsi, słyszałem w nocy ciężki łopot ich skrzydeł. Znak to, że powoli idzie zima – opowiada.
Dlatego warto czasem – jak poleca Janek Michalik – wrócić do czasów dzieciństwa, kiedy bardziej od zdobyczy techniki liczyła się czysta przyjemność z życia – choćby zwykłe puszczanie latawca.
– Nam się wydaje, że przejęliśmy kontrolę nad nowoczesnymi urządzaniami, a tak naprawdę jest dokładnie na odwrót – dodaje nasz rozmówca.