środa, 26 sierpnia 2026
Imieniny: PL: Ireneusza, Konstantego, Marii| CZ: Luděk
Glos Live
/
Nahoru

Chorwacja między wierszami (5). Korčula – po drugiej stronie obrazu | 15.08.2026

O świcie wchodzę na betonowy pirs. Niewielka marina w Veli Luce ma oryginalny układ. Pomosty, z pozoru chaotyczne niczym rozrzucone fragmenty puzzli, tworzą kształt otwartej dłoni, która zaprasza żeglarzy do wysłuchania muzycznych opowieści sprzed lat. Spoglądam w morze. Chciałbym poznać wszystkie tajemnice tego miejsca. Aby w pełni zrozumieć i poczuć klimat Korčuli, obieram kurs na wschodni cypel wyspy. Wskazuję na mapie miasto-legendę, cel wielu żeglarzy i podróżników. Tym miastem jest Korčula.

Ten tekst przeczytasz za 11 min.
Nic nie może równać się widokowi Korčuli z morza. Fot. Marek Słowiaczek

CZWARTEK

Płynę na wschód. Oddalam się nieco od linii brzegowej, by obejrzeć wyspę z dostatecznej odległości. Chcę zrozumieć, czym dla dawnych żeglarzy była starożytna nazwa Korkyra Melaina – Czarna Korkyra. Jacht płynie wolno. Krajobraz za burtą pozostaje bez zmian - piękno natury oddaje pokłon wieczności. Współcześnie wyspę Korčula określa się mianem „zielonej wyspy” - to przez bujną roślinność i lasy. Z dalszej perspektywy zieleń traci swoją wyrazistość. W moich oczach przyjmuje coraz ciemniejszy odcień. Wyspa na horyzoncie rzeczywiście sprawia wrażenie czarnej plamy wyłaniającej się z głębin morza.

„Potem przybyli do Korkyry, gdzie Posejdon osadził jasnowłosą Korkyrę, córkę Asoposa. Żeglarze, widząc z morza wyspę czarną od posępnych lasów, nazwali ją Czarną Korkyrą”. 
„Apollonios z Rodos, „Argonautyki”, księga IV, przekład własny

Tak mogli Korčulę postrzegać Argonauci, gdy wracali ze złotym runem do domu. To oczywiście literacka wizja, lecz od najdawniejszych czasów Korčula pojawia się w opowieściach o podróżach. I chociaż Korčula nie znajduje się daleko od stałego lądu, pobudza wyobraźnię ludzi właśnie dlatego, że tak głęboko osadzona jest w starożytnej kulturze.


Wielokrotnie opłynąłem wyspę. Byłem w kilku portach i zatokach zarówno na wschodniej, jak i zachodniej jej części. Dziś mam wrażenie, że z każdą kolejną milą morską zbliżam się do dawnego świata kupców, żeglarzy i odkrywców. Szczególnie teraz, gdy wpływam do Kanału Pelješackiego (Pelješki kanal), który oddziela wyspę od półwyspu Pelješac. Na horyzoncie dostrzegam szare mury i warownię. Obraz nie jest jeszcze zbyt wyraźny tym bardziej, że ten wąski kanał, mający niewiele ponad kilometr szerokości, cały jest udekorowany kolorowymi latawcami i żaglami. Właśnie wpływamy w przestrzeń znaną jako raj dla windsurferów i kitesurferów. Tutaj zawsze wieje odpowiedni wiatr – żeglowny mistral, który tak bardzo kochają surferzy. Dziś mistral jest całkiem mocny, dlatego wpływam na pełnej genui. Jacht przyspiesza. Dla pewności wystawiłem obserwatora na dziobie, by w razie potrzeby korygować kurs.

Miasto widziane z morza

Nic nie może równać się widokowi Korčuli z morza. Przypływając bliżej mam wrażenie, że miasto to ogromny kamienny statek. Dzwonnica Katedry św. Marka wyrasta ponad dachami niczym maszt. Mury obronne to potężne burty, które od wieków chronią miasto przed niebezpieczeństwem. Stare miasto to pokład, którego poszczególne poziomy świadczą o potędze tej jednostki. Mieszkańcy to zgrana załoga, która perfekcyjnie wykonuje swoje zadania. Przez chwilę miałem wrażenie, że ten statek zaraz oderwie się od nabrzeża i wypłynie na szerokie wody Adriatyku. Dziób skierowany w zatokę świadczy o jego gotowości do kolejnej wyprawy, lecz Korčula stoi w miejscu. Utrwalona w krajobrazie wyspy stanowi o jej pięknie. Miasto czeka na nowych przybyszów. Wita każdego żeglarza. Odruchowo sięgam po lornetkę. Miasto od strony morza - widok jakiego nie sposób pominąć.

Korčula – dom nieobecnego podróżnika

Nieważne, czy wpadamy na chwilę, czy jesteśmy tu przez kilka dni. Miasto Korčula połączone jest dziejami dawnych podróżników i odkrywców. To właśnie tu znajduje się domniemany dom najsłynniejszego kupca i podróżnika na świecie – dom Marco Polo. Co prawda, nie ma jednoznacznego dowodu, że właśnie tutaj Marco Polo przyszedł na świat, ale znane są fakty o dalmatyńskim pochodzeniu nazwiska słynnego odkrywcy. Większość historyków wiąże jego narodziny z Wenecją, lecz to właśnie tu znajduje się dom i nazwisko zapisane w kamieniu. Wierzę tej opowieści nie dlatego, że jest przekonująca, lecz dlatego, że doskonale pasuje do miasta od wieków zwróconego ku morzu.

Dziś ja, kapitan Marek, wyrzucam cumy na ląd u bram Korčuli. Na wprost widoczne kamienne schody, które prowadzą do południowej baszty miasta z wieżą Veliki Revelin. Sama myśl, że za chwilę przekroczę bramę miasta i stanę się częścią jego historii, przyprawia mnie o dreszcze. Na szczycie baszty dumnie powiewa chorwacka „zastava” – flaga. Mam wrażenie, że miasto całe drży. Ulice wypełnione po brzegi turystami tworzą ruchomy obraz. Jakby świat przez moment stał się galerią obrazów, którą koniecznie trzeba odwiedzić. Każdy zakątek tego miasta opowiada własną historię.

Galeria obrazów

Przed zachodem słońca robię kilka zdjęć. Obiektyw aparatu kieruję na centrum miasta. Trudno jednoznacznie określić, która część jest ważniejsza. W tle wznosi się wysoki na prawie kilometr masyw Sveti Ilija, znajdujący się po drugiej stronie kanału, ponad miasteczkiem Orebić. Katedra św. Marka i Sveti Ilija — dwa obrazy, dwa symbole. Zapisuję je na karcie pamięci i w sercu.


Może Marco Polo nigdy nie mieszkał w domu, który nosi dziś jego imię. Może nigdy nie patrzył z tego miejsca na Pelješac tak, jak dziś patrzę ja. Korčula pozostawiła jednak dla niego otwarte bramy i drzwi.

Legendy mają to do siebie, że wraz z upływem czasu stają się częścią historii danego miejsca.

Ulice Korčuli zwiedzam dopiero nocą. Taki mam zwyczaj. Spaceruję z dala od sztucznego hałasu. Mam wtedy przestrzeń na spotkanie z prawdziwym życiem. Bramy miasta pozostają otwarte. Mieszkańcy nie muszą obawiać się obcych. Gdy nadchodzi sen, ulice i place wypełniają się ciszą. Idę więc coraz dalej i głębiej w miasto. Wszechobecne koty przyglądają się mojej osobie z zaciekawieniem. Zatrzymuję się w samym sercu miasta. Nocą plac przed Katedrą św. Marka staje się galerią większą od tej ukrytej za drzwiami starych kamienic.

Po drugiej stronie wyraźnie widzę otwarte okno galerii. Na czerwonej sztaludze wystawiono obraz – obraz miasta skąpany w błękicie. Współczesne spojrzenie, lecz dawna tęsknota za domem. Sztuczne światło wydobywa kolory, ale zarazem oświetla fragmenty murów, kamienne obramowania okien i nierówności bruku. Powstaje obraz wewnątrz obrazu. Ten pierwszy stworzył malarz. Drugi powstaje ze światła, historii i samego miasta. Czerwona sztaluga wygląda jak znak postawiony pośród kamieni; jak wykrzyknik w zdaniu pisanym przez wieki. Wyrazista czerwień przypomina, że historia Korčuli nie skończyła się wraz z ostatnim weneckim architektem. Nadal powstaje – w świetle, w kolorach, w obrazach i w codziennym życiu mieszkańców. Tu i teraz.


Być może każde miasto jest w pewnym sensie obrazem. Współczesną kompozycją kolorów, myśli i znaków, których znaczenie znane jest tylko autorom. Nasza obecność tworzy kolejne warstwy – ślady współczesnego życia. Muszę przyznać, że Korčula ma tych warstw wyjątkowo wiele. Jest czerń antycznej Korkyry, zieleń lasów, biel kamienia, błękit morza i czerwień sztalugi stojącej przed niewielką galerią. Osobno są tylko kolorami, lecz razem tworzą miasto, którego wyjątkowość właśnie odkrywam.

Po drugiej stronie

Każdy obraz ma swoją drugą stronę. Każde miasto również. Czerwona sztaluga stoi pomiędzy przeszłością a teraźniejszością niczym granica, którą wystarczy przekroczyć, by ocknąć się po niewidocznej stronie. Przede mną surowe miasto. Narażam się na wzrok przechodniów. Jestem obrazem skierowanym do ludzi. Jestem niewidocznym płótnem. Przede mną całe miasto otwarte na miłość. Widzę pranie rozwieszone między oknami. Rowery oparte o wytarte kamienne stopnie kłaniają się marmurowym portalom. Ogromne donice z kwiatami czekają na poranną porcję wody. Gdzieniegdzie słychać brzęk filiżanek. W nocnej ciszy szept mieszkańców staje się wyraźniejszy niż gwar turystów. Nade mną dzwonnica z widokiem na morze, otwarta na nieopowiedziane dotąd historie.

Gdy turyści opuszczają miasto, wraca normalność. Danijel Dragojević, jeden z najwybitniejszych współczesnych poetów chorwackich w wierszu „Nenadana svjetlost” ze zbioru Prirodopis napisał:

„Na koncu Korčula u oktobru postaje beskrajna.
Čedna stoji prozračna i bestjelesna”. 
                                             
„W końcu Korčula w październiku staje się nieskończona. Nieskalana stoi — przejrzysta i bezcielesna”. 

Nie wiem, czy poeta myślał o końcu sezonu turystycznego, czy po prostu o nadejściu jesieni i uldze od upałów. Ja odnajduję w tych wersach jeszcze jeden sens – w październiku Korčula przestaje przedstawiać się przybyszom, przestaje im się kłaniać i wraca do własnego rytmu. Nie staje się pusta. Zostaje sama dla siebie. Tutaj ludzie nadal prowadzą zwyczajne życie, a miejsca, które zachwycają i uchodzą za nadzwyczajne, stają się miejscami spotkań i rozmów o rzeczach najważniejszych – o życiu.


Lubię oglądać Korčulę nocą. Wiem, że dopiero wtedy wyłania się prawda o jej pięknie. Dopiero wtedy dostrzegam jej kształt i prawdziwość życia w tym miejscu od samego początku; od czasu, gdy – według legendy – trojański Antenor miał założyć to miasto.

Od czasów antycznych Korčula przyciąga podróżników. W opowieści Apolloniosa przepływali tędy Argonauci, widząc wyspę ciemną, porośniętą gęstymi lasami. Późniejsza legenda oddała jej początki trojańskiemu uciekinierowi Antenorowi, a inna ofiarowała dom synowi weneckiego kupca. Wszystkie znaki mówią, że Korčula od początku była przypisana podróżnikom. Na początku temu, który miał ją założyć. Potem temu, któremu ofiarowała miejsce urodzenia i pozostawiła dom. Dziś zaś tym, którzy pragną zobaczyć nie tylko jej mury, lecz także to, co znajduje się po drugiej stronie obrazu, by spróbować odczytać Korčulę między wierszami.

                                                                                                                                                                                                                      @markaslowa


Może Cię zainteresować.