Przez ponad 40 lat
obserwował pan sportowców na wszystkich poziomach rywalizacji. Czym właściwie
zajmuje się psycholog sportu?
– Przede wszystkim pomaga
stworzyć warunki do tego, żeby zawodnik i trener mogli uwolnić swój potencjał.
Wbrew obiegowej opinii nie pracujemy wyłącznie ze sportowcami. Trenerzy są z
nimi codziennie, psycholog niekoniecznie. Dlatego żeby praca psychologa była
skuteczna, zawsze musi obejmować obie strony.
Przez lata zmieniło się także
podejście do naszej roli. Kiedy zaczynałem, psycholog był często traktowany jak
specjalista od gaszenia pożarów. Dzisiaj coraz częściej staje się pełnoprawnym
członkiem sztabu szkoleniowego i towarzyszy zawodnikom także podczas
najważniejszych zawodów.
Czyli psycholog nie powinien
pojawiać się dopiero wtedy, gdy zaczyna się kryzys?
– Dokładnie. Trening mentalny
jest treningiem w takim samym sensie jak przygotowanie fizyczne. Najpierw
uczymy zawodnika określonych technik w bezpiecznych warunkach gabinetu. Potem
ćwiczymy je podczas treningów. Dopiero kiedy zostaną zautomatyzowane, można
liczyć, że zadziałają pod presją zawodów.
Często spotykam zawodników,
którzy wracają rozczarowani i mówią: „przecież nauczył mnie pan techniki
oddechowej, a na zawodach nie zadziałała”. Odpowiadam wtedy: „bo jej nie
wytrenowałeś”. Wiedzieć to za mało. Trzeba jeszcze umieć zastosować tę wiedzę
wtedy, gdy organizm jest zalany hormonami stresu.
Jakich narzędzi używacie
najczęściej?
– Bardzo dużo pracujemy na
wizualizacji i treningu wyobrażeniowym. Budujemy na przykład tak zwane plany
naprawcze. Jeśli zawodnik ma problem z konkretną sytuacją startową, tworzymy
scenariusz, który pozwala mu poradzić sobie z nią następnym razem. To nie jest
magia. Dzięki aktywności neuronów lustrzanych mózg koduje strategie działania.
Kiedy później pojawia się podobna sytuacja, łatwiej sięgnąć po wcześniej
przećwiczone rozwiązanie.
Mówimy przecież, że ruch jest najlepszym
lekarstwem na stres, a skoro tak, to dlaczego sportowcy cierpią na wypalenie,
depresję czy stany lękowe? Odpowiedź jest prosta: sport działa terapeutycznie
do momentu, kiedy nie pojawia się presja wyniku. Gdy pojawiają się oczekiwania,
trening sam staje się stresorem.
W którym momencie kariery
psycholog może pomóc najbardziej?
– To zależy od zawodnika.
Nawet osoby bardzo odporne psychicznie mogą skorzystać ze wsparcia choćby w
zakresie regeneracji czy poprawy jakości snu. A sen przed ważnymi zawodami jest
jednym z najczęściej zgłaszanych problemów.Jednocześnie uważam, że
najważniejsza praca powinna zaczynać się bardzo wcześnie. Trenerzy dzieci i
młodzieży nie muszą być psychologami, ale powinni znać podstawowe ćwiczenia
psychologiczne i umieć wplatać je w trening.
Jakie problemy psychiczne
najczęściej mają sportowcy?
– Paradoksalnie – głównie
problemy ze stresem. Mówimy przecież, że ruch jest najlepszym lekarstwem na
stres, a skoro tak, to dlaczego sportowcy cierpią na wypalenie, depresję czy
stany lękowe? Odpowiedź jest prosta: sport działa terapeutycznie do momentu,
kiedy nie pojawia się presja wyniku. Gdy pojawiają się oczekiwania, trening sam
staje się stresorem.
Dlatego zawodnicy najczęściej
zgłaszają problemy z regeneracją, mobilizacją, snem albo z tym, że świetnie
funkcjonują na treningach, a nie potrafią uruchomić tego samego potencjału
podczas zawodów.
Coraz częściej mówi się o
tym w kontekście Igi Świątek.
– Po igrzyskach olimpijskich
mówiłem, że widzę symptomy zbliżającego się kryzysu. Brązowy medal olimpijski
jest ogromnym sukcesem, ale wielu kibiców traktuje wszystko poza złotem jak
porażkę. Bardzo cieszy mnie to, że sztab Igi zaczął ograniczać jej liczbę
startów. Zawodnicy potrzebują czasu na regenerację, spokojny trening i odbudowę
zasobów psychicznych.
Poza tym współczesny
sportowiec nie walczy już wyłącznie z rywalem, czasem i własnymi
ograniczeniami. Musi również radzić sobie z permanentną oceną. Każdy start jest
natychmiast komentowany, analizowany i oceniany w mediach społecznościowych. To
zupełnie nowe obciążenie psychiczne, którego nie doświadczały wcześniejsze
pokolenia sportowców.
Eksploatujemy sportowców
coraz mocniej. Szczególnie niebezpieczne jest to u dzieci i młodzieży, których
układ nerwowy dopiero się rozwija. Nadmierna ekspozycja na stres, a więc
kortyzol może mieć konsekwencje, których jeszcze do końca nie rozumiemy.
Skutki mogą być
poważniejsze niż tylko wypalenie?
– W wielu dyscyplinach dzieci
i nastolatki startują dziś znacznie częściej niż jeszcze kilkanaście lat temu.
Każdy start oznacza nie tylko wysiłek fizyczny, ale również silną reakcję
stresową organizmu. W krótkim okresie hormony stresu pomagają: mobilizują,
zwiększają koncentrację, przygotowują organizm do wysiłku. Problem pojawia się
wtedy, gdy młody człowiek jest narażony na taki stan przez wiele lat.
Szczególnie dotyczy to kortyzolu, który w nadmiarze negatywnie wpływa na
funkcjonowanie mózgu, zwłaszcza struktur odpowiedzialnych za pamięć i uczenie
się. Dziś pojawiają się już hipotezy badawcze sugerujące, że przewlekła
ekspozycja na silny stres w dzieciństwie może zwiększać ryzyko wystąpienia
chorób neurodegeneracyjnych w późniejszym wieku, w tym choroby Alzheimera. To
na razie obszar intensywnych badań, ale sam fakt, że naukowcy stawiają takie
pytania, powinien skłaniać nas do ostrożności w eksploatowaniu młodych
sportowców.
Psycholog sportu przechodzi pięć lat studiów,
później wieloletnią praktykę, superwizję i proces certyfikacji. To często osiem
czy dziesięć lat przygotowań. Coach po weekendowym kursie nie ma takiego
przygotowania.
W sportach indywidualnych
odnosimy sukcesy. W piłce nożnej od lat jest znacznie trudniej. Gdzie tkwi
błąd?
– Jeśli już szukać błędów, to
przede wszystkim w szkoleniu i eksploatacji młodych zawodników. Widzę jednak
postęp. Szkolenie trenerów piłkarskich jest dziś znacznie lepsze niż jeszcze
kilkanaście lat temu i myślę, że zaowocuje to w kolejnej dekadzie. Problemem
pozostaje natomiast ogromna liczba meczów rozgrywanych przez dzieci i młodzież.
To prowadzi do przeciążenia, które później odbija się na karierach seniorskich.
Mam też jeszcze jedną
obserwację: w wielu klubach zamiast psychologów sportowych zatrudnia się
coachów mentalnych.
Dlaczego?
– To pytane raczej do klubów.
Psycholog sportu przechodzi pięć lat studiów, później wieloletnią praktykę,
superwizję i proces certyfikacji. To często osiem czy dziesięć lat przygotowań.
Coach po weekendowym kursie nie ma takiego przygotowania. Dlaczego więc jest
zatrudniany? Powiem przewrotnie: tak długo, jak kolejki do wróżek będą dłuższe
niż do psychologów, będzie istniał na to rynek.
Czy psycholog może
zaszkodzić sportowcowi?
– Oczywiście. Największym
zagrożeniem jest uzależnienie zawodnika od psychologa. Zdarzyło mi się
usłyszeć: „nie pojadę na mistrzostwa świata, jeśli nie pojedzie psycholog”. To
autentyczna wypowiedź. Tymczasem psycholog powinien wzmacniać samodzielność
sportowca, a nie budować relację zależności.Drugim problemem jest brak
doświadczenia sportowego. Jeśli ktoś nigdy nie przeżył wyczerpującego
zgrupowania, nie startował pod presją i nie zna specyfiki dyscypliny, może
zwyczajnie nie rozumieć sytuacji zawodnika.
Kiedyś sportowiec po nieudanym starcie wracał do
domu, rozmawiał z trenerem, rodziną i najbliższym otoczeniem. Dziś kilka minut
po zawodach bierze do ręki telefon i czyta setki komentarzy od ludzi, którzy
nie mają pojęcia o sporcie, ale bardzo chętnie wydają wyroki.
Jak dobrze trzeba znać
dany sport, pracując z jego zawodnikami?
– Bardzo dobrze, inaczej
psycholog nie będzie w stanie nic zrobić. Nie tylko jego zasady, ale wszystko,
co mu towarzyszy. Dam przykład: sportowcy posługują się własnym językiem.
Niedawno pracowałem z wioślarzami morskimi. Wie pani, co znaczy „złapać raka”?
Nie mam pojęcia.
– Zanurzyć wiosło tak
głęboko, że traci się rytm i łódź przestaje płynąć. A „zrobić motyla”? To wyjąć
oba wiosła z wody tak, że ruch nie daje żadnego efektu. Jeżeli psycholog nie
zna takiego języka, trudno mu budować skuteczne wizualizacje czy trening wyobrażeniowy.
A źle zakodowany ruch może zostać w pamięci zawodnika na bardzo długo.
Czy zgodziłby się pan ze
stwierdzeniem, że media społecznościowe stały się jednym z największych
obciążeń psychicznych dla sportowców?
– Zdecydowanie zwiększyły
poziom presji, zwłaszcza u młodych zawodników. Kiedyś sportowiec po nieudanym
starcie wracał do domu, rozmawiał z trenerem, rodziną i najbliższym otoczeniem.
Dziś kilka minut po zawodach bierze do ręki telefon i czyta setki komentarzy od
ludzi, którzy nie mają pojęcia o sporcie, ale bardzo chętnie wydają wyroki.
Młody człowiek znajduje się więc pod nieustanną oceną. Liczba polubień,
komentarzy czy obserwujących zaczyna być traktowana jak miernik własnej
wartości. To szczególnie niebezpieczne w wieku, kiedy dopiero kształtuje się
poczucie tożsamości i pewność siebie.
Od lat obserwujemy również
wpływ smartfonów i mediów społecznościowych na rozwój układu nerwowego.
Współczesne dzieci funkcjonują w świecie natychmiastowej gratyfikacji. Wszystko
dzieje się szybko, natychmiast i bez wysiłku. Tymczasem sport uczy czegoś dokładnie
odwrotnego: cierpliwości, systematyczności, radzenia sobie z porażkami i
odraczania nagrody. Dlatego coraz częściej spotykamy młodych zawodników, którzy
świetnie funkcjonują do momentu pierwszego poważnego kryzysu.
Nie bez przyczyny funkcjonuje
dziś określenie „pokolenie płatków śniegu”. Brzmi brutalnie, ale dobrze oddaje
problem. Coraz więcej młodych ludzi topnieje w kontakcie z pierwszą naprawdę
gorącą sytuacją. Co gorsza, media społecznościowe nie tylko pokazują sukces
innych, ale także tworzą złudzenie, że sukces powinien przychodzić szybko.
Tymczasem sport na najwyższym poziomie jest procesem liczonym w latach, a nie w
liczbie wyświetleń pod filmikiem.
Dariusz Nowicki należy do
najbardziej doświadczonych psychologów sportu w Polsce. Od ponad czterech dekad
przygotowuje mentalnie olimpijczyków, mistrzów świata i Europy. Pracował m.in.
z bokserami Krzysztofem „Diablo” Włodarczykiem, Albertem Sosnowskim, Arturem
Szpilką czy lekkoatletami Marcinem Lewandowskim, Lidią Chojecką i Pawłem
Korzeniowskim. Od kilku lat wspiera też Anastazję Kuś – jeden z największych
młodych talentów w lekkiej atletyce. Współpracował także z Legią Warszawa,
Asseco Resovią Rzeszów oraz AZS Olsztyn.