czwartek, 18 kwietnia 2024
Imieniny: PL: Apoloniusza, Bogusławy, Gościsławy| CZ: Valérie
Glos Live
/
Nahoru

O kłamstwie | 21.10.2018

Przeczytałem niedawno gromkie oświadczenie, że nie może rządzić Polską kłamca. Jak widać, tych, którzy pierwsi kwapią się do rzucania kamieniem jest pewnie więcej niż ile w słynnym hicie Monty Pythona  „Żywot Briana”. Ale właśnie – kłamstwo…

Ten tekst przeczytasz za 6 min. 15 s
Fot. pixabay

Kłamstwa mają różne barwy i różny ciężar gatunkowy – bywa wszak, że niektórzy ludzie tylko nieszkodliwie koloryzują, by ubarwić konwersację, inni, by uczynić rozmowę ciekawszą mniej czy bardziej zajmująco fantazjują… Powiedzmy, że ten rodzaj fikcji skłonni jesteśmy zwykle uznać za raczej nieszkodliwy – ja sam skłonny jestem w pewnych sytuacjach nie tylko usprawiedliwić ten niegroźny postępek, ale i milcząco mu przyklasnąć. Kto trafił na rezonującego slogany nudziarza, ten wie o czym mówię i pewnie mnie zrozumie. Już Fiodor Dostojewski pisał w „Zbrodni i karze”: „Łżyj mi, ale łżyj po swojemu, a ja cię uściskam. Zełgać po swojemu – to nieomal lepsze od prawdy niż powtórzyć prawdę za kim innym; w pierwszym przypadku jesteś człowiekiem, w drugim tylko papugą”. Inny przypadek to ci, którzy okazjonalnie bądź rutynowo racjonalizują swoje postępki, zamykając oczy na niewygodne fakty, bądź też je – mniej czy bardziej sprytnie – przemilczając. Też się zdarza, choć nie powinno. 

Dzisiaj, w specjalnych okolicznościach, nazywa się kłamstwo mijaniem się z prawdą. Ale z prawdą mijać się można na różne sposoby – nie tylko wtedy, kiedy się kłamie. Z kłamstwem mamy do czynienia wtedy, kiedy prawda jest znana, a coś innego, właśnie kłamstwo, podaje się w jej miejsce. Niekiedy produkuje się kłamstwo, by tak rzec, na skale masową. Najlepiej rzecz jasna produkowano kłamstwa w Związku Sowieckim, a żeby było zabawniej, główna gazeta nazywała się tam „Prawda”. Jaka to była ta komunistyczna „Prawda” i jak szybko umiano w niej kłamstwa na masową skalę produkować, niech zaświadczy historia pewnego naukowego kongresu. Jest sam początek lat 50., obrady sowieckich naukowców, konkretnie – językoznawców. I otóż zdarzyło się, że akurat wówczas Stalin – Największy Językoznawca Świata, co do tego nie było wówczas najmniejszych wątpliwości, opublikował w „Prawdzie” swoje świetlane myśli, obnażające fałszywość pewnej językoznawczej teorii, która wcześniej uchodziła wśród marksistów za obowiązującą. No cóż, blady strach padł na tych, którzy napisali o tej właśnie upadłej teorii jakieś ciepłe słowo. I oto w czasie kongresu pewien dyskutant, przypomniał jedno z dzieł obecnego na sali autora, powiedzmy X-a, poświęconego promowaniu teorii, którą właśnie ostro i bezkompromisowo skrytykował sam wielki Stalin. Nie koniec na tym – bo następnie żartowniś wyciągnął egzemplarz nowego, dopiero co ogłoszonego przez X-a artykułu, w którym przedstawia on z tym samym co wcześniej niezłomnym przekonaniem tezy o 180 stopni ze swoim wcześniejszym dziełem sprzeczne.  Zgodne za to co do joty z przeczytanym właśnie przez nagle podejrzanego autora elaboratem Wodza Rewolucji – Stalina…

My konformizmu X-a potępiać nie mamy prawa – czasy były takie, że w przypadku eksponowania różnicy zdań małego X-a i wielkiego Stalina ryzykowało się nie tylko posadę, ale i życie. A dzisiaj? Dzisiaj, poza może Koreą Ludowo Demokratyczną nie ma szczęśliwie na świecie dyktatorów formatu Stalina, którzy zmuszają ludzi do kłamstwa i zakłamania. Ich miejsce zajęło bezosobowo sterowane kłamstwo strukturalne, by użyć terminologii ks. prof. Józefa Tischnera. Kłamstwo strukturalne stara się naginać do siebie jednostki niejako siłą inercji. Źródło strukturalnego kłamstwa pozostaje bezosobowe, to prawda. Ale jego zbiorowi twórcy w chwili szczerości mogliby z rozżaleniem zacytować Gałczyńskiego. „Posadę przecież mam w tej firmie kłamstwa, żelaza i papieru. Kiedy ją stracę, kto mnie przyjmie?”

Oczywiście bywa, że kłamstwo ma konstrukcję cepa. Czyż nie? W czasie wakacji przypomniałem sobie film z roku 1983 w reżyserii Briana de Palmy według scenariusza Olivera Stone’a, zatytułowany „Człowiek z blizną”. Tytułową rolę człowieka z blizną, bezwzględnego gangstera Tony’ego Montany zagrał bardzo przekonywująco Al Pacino. I właśnie ów „człowiek z blizną” wykrzykuje w pewnym momencie do dość zaskoczonych jego wystąpieniem gości restauracji taką oto kwestię: „Zawsze mówię prawdę, nawet wtedy kiedy kłamię”. Otóż obawiam, się, że ta gangsterska w istocie rzeczy formuła stała się współcześnie niezwykle popularna, stała się popularna także, a może nawet przede wszystkim, wśród polityków. Nie wiem czy polscy politycy oglądają filmy, których bohaterami są gangsterzy. Przypuszczam, że zapomniany już dzisiaj trochę Jan Maria Rokita oglądał „Ojca chrzestnego”, wszak  w czasie obrad słynnej komisji rywinowskiej popisywał się frazą: „niech Pan nie obraża mojej inteligencji”, którą  w „Ojcu chrzestnym” wygłasza  grany przez Ala Pacino Michael Corleone. To klasyka kina. Gdyby zaś politykom chciało się sięgnąć po klasykę literatury, to polecam „Biesy” Fiodora Dostojewskiego. Jeden z bohaterów tej powieści, stary Wierchowieński, umierając szepcze: „Zawsze kłamałem, nawet wtedy, kiedy mówiłem prawdę, to też kłamałem, bo zawsze mówiłem dla siebie, a nie dla prawdy”. Zrozumienie sensu wyrzutów, jakie czyni sobie Wierchowieński, może być oczywiście dla polityka zbyt trudne. Z tym Dostojewskim, to zresztą w ogóle jakoś trudno… Wszak w pewnym znanym liście pisał, że gdyby miał do wyboru Chrystusa i prawdę, wybrałby Chrystusa. Dzisiaj prawdę odrzuca się z bardziej praktycznych powodów. Nie tak dawno społeczeństwo polskie usłyszało wielkie słowa, że prawda je wyzwoli, a kiedy wyzwolenie stało się faktem, słyszy się, że to prawda ludzi zniewala, że zawsze jest prawda instrumentem społecznej i kulturowej opresji, a także narzędziem czyjejś skrywanej czy nieskrywanej dominacji. Ci „mistrzowie podejrzeń”, którzy w żadną prawdę nie wierzą, na swój sposób odpowiadają sobie na pytanie „Cóż to jest prawda?”. Czy jednak tym samym głoszą prawdę?

Krzysztof Łęcki


Może Cię zainteresować.