poniedziałek, 22 lipca 2024
Imieniny: PL: Magdaleny, Mileny, Wawrzyńca| CZ: Magdaléna
Glos Live
/
Nahoru

Pre-teksty i kon-teksty Łęckiego: Święta i po świętach | 27.12.2021

Profesor Leszek Kołakowski zastanawiał się kilka dekad temu, czy może żyjemy już w epoce (post)chrześcijanskiej? No cóż...  

Ten tekst przeczytasz za 6 min. 30 s

 
Przeczytałem na jednym z internetowych portali – „Wiceprzewodnicząca KE Helena Dalli opracowała zalecenia dot. »komunikacji inkluzywnej«, w których zachęcała m.in. pracowników Komisji do unikania wszelkich religijnych odniesień wobec świąt Bożego Narodzenia. Po tym, jak o sprawie poinformował, wzbudzając falę kontrowersji, jeden z włoskich dzienników, wytyczne zostały wycofane”.
 
No cóż, dla wielu zalecenia pani Dalli brzmią jak ponury żart. Ale przecież to nie żart. Z kalendarzy na Zachodzie powoli (czy rzeczywiście – powoli?) znikają „Boże Narodzenie” i „Wielkanoc”. Bo kojarzą się z chrześcijaństwem. Ale nie tylko one, ma też zniknąć z kalendarza „karnawał” – też kojarzy się z chrześcijaństwem. Okres dawniej zwany karnawałem będzie się teraz nazywał (już nazywa?) „ferie dla rozrywki”.

I
Karnawał... W 1559 roku Pieter Bruegel (starszy) maluje słynny obraz „Walka karnawału z postem”. Arcydzieło niderlandzkiego malarza podziwiałem „od zawsze”. Teraz, co jakiś czas, wracam do niego. Gdy przeglądam album Michaela Gibsona „Breughel”, to zwykle szukam właśnie najpierw „Walki…”. Ale dzisiaj przesłanie obrazu niderlandzkiego Mistrza wydaje się szczególnie aktualne. Oto społeczeństwo konsumpcyjne, społeczeństwo dobrobytu i karnawału (jeszcze nigdy tak wielu nie żyło w takim dobrobycie; nikt już nie myśli o opóźnionej gratyfikacji) musi zmierzyć się z kryzysem – i z tym, co on ze sobą niesie, czyli postem. Karnawał legitymuje się dominującą dzisiaj hedonistyczną ideologią; post przeciwstawić mu może ledwie – zanikającą zresztą – tradycję religijną. Choć może do postnych argumentów dojdzie ekonomiczna konieczność – a to w postaci pustych kieszeni i upadłych banków. Breughel wyostrza moment starcia karnawału z postem. Wszak w realnym świecie walczą ze sobą przecież nie dwa bajkowe korowody. W rzeczywistości toczy się Historia. Plan bitwy jest znacznie bardziej zagmatwany, jego kontury widoczne są tylko z wyżyn teorii ekonomicznej. Ale już ludyczna atmosfera namalowanego przez Breughla starcia pasuje do naszej ponowoczesnej rzeczywistości jak ulał.
 
 
Pieter Bruegel, Walka karnawału z postem, 1559. Kunsthistorisches Museum Wien, Bilddatenbank. 


II
To, co niepowtarzalne, wydaje się nam tym samym specjalnie cenne. Niepowtarzalne chwile, niepowtarzalne sytuacje – brzmi to wspaniale i ci, którzy je przeżyli, zwykle odczuwają nie tylko radość, ale i dumę, kiedy owe niepowtarzalne sytuacje, chwile, w których uczestniczyli, wspominają. Szczególnie współcześnie zdawać by się mogło, że życie prawdziwie spełnione powinno być pełne takich niepowtarzalnych chwil, a nawet, że tylko z nich właśnie życie absolutnie spełnione powinno się składać. A ja chciałbym dzisiaj, przy okazji zbliżających się świat Bożego Narodzenia, rozważyć znaczenie tego, co w ludzkim życiu powtarzalne. Bo – moim zdaniem – to, co powtarzalne, ma wartość, wartość często niedocenianą, a przecież do życia koniecznie potrzebną. Potrzebną może zwłaszcza wtedy, gdy wokół tyle się zmienia, kiedy socjologowie mówią już nie o przemianach po prostu, ale stałym właściwie przyspieszeniu zmian. Same święta, obrzędy religijne, zwyczaje są specjalnym połączeniem tego, co w sferze sacrum niepowtarzalne, z coroczną powtarzalnością ceremonii i rytuałów. Ale dzisiaj nie będę zajmował się samymi świętami, lecz raczej ogólniej, powtarzalnością, której święta są tylko szczególnym, zupełnie wyjątkowym przypadkiem.

 
 
Stefan Kisielewski vel Kisiel. Fot. ARC



III
Niezapomniany Kisiel z „Tygodnika Powszechnego” w czasach, które szybkością zmian dorównywały naszym (choć były znacznie bardziej niż dzisiejsze brutalne, idzie bowiem o lata 1945-1953, czyli stalinizm), pisał, że „gdyby wszystko wciąż, w każdej sekundzie przemijało, człowiek nie miałby nawet gwarancji, że jest sobą”. Przeciwstawiając się „szałowi przemijania”, Kisiel pisał: „nie myślcie, że będę tutaj dzwonił w jakieś wielkie, patetyczne, spiżowe dzwony (…) Mój konserwatyzm objawia się bardzo niewinnie: lubię golić się u tego samego fryzjera, kupować gazetę w tym samym kiosku, pić kawę w tej samej kawiarni…”. Takich małych kotwic potrzebował Kisiel, i pewnie o takich tylko mógł napisać w czasach, kiedy chciano stworzyć nowego socjalistycznego człowieka, członka nowej, socjalistycznej wspólnoty, która gardzić miała tradycją, a wybierać tylko dynamiczną, szybko zmieniającą się przyszłość. Czasy się zmieniają, ale potrzeba tradycji pozostaje. Jeremy Clarkson z „Sunday Timesa” opisywał w jednym ze swoich felietonów, jak wizyta jego mamy, właśnie z okazji Świąt Bożego Narodzenia, zrewolucjonizowała styl świątecznego wypoczynku całej rodziny, tego czasu, kiedy dzieci szczególnie trudno było odciągnąć od Internetu, innych od telewizji. Otóż mama Jeremy’ego Clarksona postanowiła, że rodzina spędzi święta Bożego Narodzenia, tak jak spędzała je ona będąc dzieckiem. Odciągnęła dzieci od ogłupiających gier komputerowych i Internetu, resztę towarzystwa od telewizji i zaproponowała gry, w których członkowie rodziny zaczęli myśleć i ze sobą rozmawiać. Jak pisze z pewnym zdziwieniem Clarkson – i wszystkim się to bardzo spodobało. Dzieciom także.

IV
Ja też, jak Kisiel, lubiąc chwile i sytuacje w moim życiu niepowtarzalne, przykładam jednak nie mniejszą wagę do tego, co powtarzalne, co zwykle związane z tradycją. Wiem już, że nie sposób docenić niepowtarzalności, bez zaplecza, jakie daje nam związana z tradycją powtarzalność. Dzieje się tak, nawet wtedy, gdy w grę wchodzi – tak jak w przypadku Kisiela – zwykłe przyzwyczajenie. Gdy zaś idzie o wielkie tradycje, takie tradycje, jak właśnie Święta Bożego Narodzenia, to powtarzalność staje się niezbędnym dopełnieniem niepowtarzalności tego, co zdarzyło się w Betlejem ponad 2000 lat temu. Święta, w tym co w nich powtarzalne i przewidywalne, dają ciepło, poczucie bezpieczeństwa, a także ten rodzaj radości i satysfakcji, który trudno mi jakoś do końca określić, ale chyba wiadomo, co mam na myśli. 




Może Cię zainteresować.